O mnie



Na imię mam Marysia, rocznik 1988, jestem żoną Męża 17 lat starszego, jestem mamą Gabrysi (2010) i Lidki (2012), mam licencjat z historii w specjalizacji archiwistyka. Czas wypełnia mi opieka nad dziećmi, gotowanie obiadów, czytanie książek i Facebook, a coraz częściej Instagram.

Czytam na potęgę praktycznie od zawsze. W moim rodzinnym domu nie było za wiele książek (nie książeczek z bajkami, bo tych były pełne półki, a większość z nich znałam na pamięć). Z tytułów poważniejszych książek, które pamiętam mogę wymienić "Czarne stopy", "Szkołę bez dzwonka" i "Krainę sto piątej tajemnicy". Później tych książek zaczęło przybywać, najczęściej dostawałam je w prezencie od cioci, a raz na dwa miesiące mogłam sobie coś zamówić z katalogu Świata książki. Powieści amerykańskie poznałam dzięki "Książkom wybranym" przysyłanym mamie przez wydawnictwo Reader's Digest. Pierwszą książką, którą sobie kupiłam za kieszonkowe był Harry Potter i Zakon Feniksa. Później książki kupowałam na kiermaszu książek na dworcu w Poznaniu gdy jeździłam na studia. Moja biblioteczka (w porównaniu z tym co mam dzisiaj) wyglądała skromnie. Korzystałam jednak z zasobów biblioteki zaczytując się w serii o Ani z Zielonego Wzgórza i w Jeżycjadzie. Często zdarzało mi się wracać do ulubionych tytułów, np. kilka razy czytałam "Płonące Echo" i "Z dobrego domu".
Potem nastąpił czas gdzie byłam praktycznie odcięta od nowych książek i pozbawiona czasu na czytanie. Tak, to były pierwsze lata macierzyństwa. Miedzy dziewczynami jest 19 miesięcy różnicy, więc nie miałam nawet czasu pomyśleć o książkach. Gdy Gabrysia poszła do przedszkola, a z Lidką wypracowałyśmy sobie jakiś plan dnia to nieśmiało zaczęłam wracać do książek, przeczytałam praktycznie jeszcze raz cały swój księgozbiór. O wyprawie do biblioteki mogłam pomarzyć. Niby tylko 6km do pokonania, ale z dwójką malutkich dzieci i z brakiem samochodu nieosiągalne. Mniej więcej wtedy zaczęłam intensywniej korzystać z Facebooka i odkryłam strony wydawnictw (byłam w niemałym szoku gdy zobaczyłam ile w Polsce wydaje się książek!, a ja w kółko czytałam to samo). Brałam udział w konkursach, gdzie czasami dopisywało mi szczęście i znalazłam ogłoszenie, które zupełnie odmieniło mój świat. Ogłoszenie wydawnictwa Znak, które poszukiwało recenzentów, nie mając bloga zgłosiłam się i się udało! Pierwszą książką którą w ramach tej współpracy otrzymałam była debiutancka powieść Doroty Gąsiorowskej "Obietnica Łucji". Tak mi się to recenzowanie książek spodobało, że postanowiłam założyć bloga. Nazwa "mamo poczytaj sobie", była potrzebą znalezienia w rutynie codzienności czegoś dla siebie, czegoś co oderwałoby mnie od obowiązków i od znanych ścieżek. Książki stały się moją ucieczką od codzienności. Dziewczynki potrzebowały mojej obecności, nie koniecznie musiałam się z nimi bawić ale musiałam siedzieć obok nich na podłodze, żeby w każdej chwili mogły się przytulić. Tak wyglądały moje zimowe popołudnia, siedziałam na dywanie z książką na kolanach, otoczona klockami i z dziećmi w zasięgu ręki. Każdej mamie należy się chwila na reset - ja ją znajdowałam w książkach, nie było mowy o jakimś wyjściu bez dzieci (powodów takiej sytuacji było kilka). Książki to moja ucieczka.

Przyglądając się moim początkom blogowania (z 2016r) widzę, że poprawiłam swój warsztat. Nadal pracuję nad tym by moje recenzje w większości oddawały emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania.

Nadal jestem oszołomiona tym jak prężnie działa rynek wydawniczy. Już pogodziłam się z tym, że nie jestem w stanie przeczytać wszystkiego, ale nadal gonię za nowościami, lubię też otrzymywać egzemplarze przedpremierowe? Dlaczego? Ja chyba jeszcze nie nasyciłam swojego czytelniczego głodu, chyba nadrabiam lata gdzie czytałam mało i wciąż to samo. Teraz mogę przebierać w historiach, które będę czytała i uwielbiam to! Powoli zaczyna mi też brakować miejsca na książki, ale jest jeszcze kilka zakamarków w które mogłabym je upchnąć, to jest spełnienie mojego marzenia - dom pełen książek. W tym domu mieszkają moje córki, lubię czas spędzony na wspólnym czytaniu - jeszcze nigdy nie usłyszałam od nich, że to że im czytam jest nudne. 
Tyle o mnie, mam nadzieję że ta notatka pozwoliła Ci czytelniku tego bloga poznać mnie bliżej. Chciałaby, żeby ta znajomość się rozwijała, zapraszam więc do aktywnego korzystania z bloga (postaram się odpowiedzieć na każdy komentarz). Na wpisy zapraszam wieczorami w niedzielę, wtorek i czwartek.

Zapraszam również do obserwacji na Facebooku <klik> i Instagramie <klik>
kontakt: kasperczak.m@wp.pl

5 komentarzy:

  1. Marysiu, miło mi Cię poznać. Pamiętam, że w biblioteczce też miałam "Czarne stopy". W tamtych czasach posiadanie książki na własność to było naprawdę coś. Ja swoje katalogowałam i udawałam, że wypożyczamy je swoim lalkom. Teraz zostały piękne wspomnienia. Mocno Cię ściskam i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać w realu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, fajnie, że obok spełniania się w roli matki i żony,robisz coś dla siebie i stale się rozwijasz. Życzę Ci powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miło móc dowiedzieć się o Tobie tylu nowych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł na skrócenie dystansu. Kiedy tak o Tobie czytam, to widzę, że mamy kilka podobnych cech 😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też zgłosiłam się do tej akcji Znaku i ta książka Doroty Gąsiorowskiej chyba też była moją pierwszą książką zrecenzowaną od wydawnictwa ;) Miło Cię poznać! A nazwa Twojego bloga zawsze mi się podobała - w końcu mama nie powinna zapominać o sobie :)

    OdpowiedzUsuń