czwartek, 10 września 2026

Cienie Turynu

TYTUŁ: Cienie Turynu

AUTOR: Fruttero & Lucentini

WYDAWNICTWO: Noir Sur Blanc

ROK WYDANIA: 2026 (1972)

LICZBA STRON: 501

CZAS AKCJI: lat 70 XX wieku

Architekt Garrone zostaje znaleziony w swoim biurze. Martwy.

Powieść zaczyna się dobrze, mocnym akcentem. Ale! Prowadzący sprawę komisarz Santamaria to człowiek bardzo ostrożny, momentami aż przesadnie taktowny wobec osób, które zdecydowanie nie ułatwiają mu pracy. A przecież tutaj chodzi o morderstwo! Miałam wrażenie, jakby dosłownie chodził na paluszkach wokół przesłuchiwanych.

Anna Carla i Massimo to przedstawiciele „towarzystwa”. Ich dni wypełnia przede wszystkim monotonna codzienność, w której nie muszą martwić się o pieniądze. Przez pewien niewysłany list zostają powiązani z ofiarą. Spotkanie z komisarzem okazuje się niezwykle miłą odmianą w ich nudnym życiu. Są to bohaterowie niezwykle irytujący. Aroganccy, przekonani o swojej wyższości, potrafią zacząć zdanie, a potem zostawić je gdzieś w połowie… 

Przyznaję się od razu: trochę omijałam opisy. I dialogi, które momentami miałam wrażenie, że absolutnie nic nie wnoszą. Zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do kryminałów mocniejszych, konkretnych i do znacznie bardziej zdecydowanych śledczych.

„Cienie Turynu” zaczęły mnie naprawdę wciągać dopiero wtedy, kiedy zbliżały się do końca. Ostatnie kilkadziesiąt stron przeczytałam z dużo większym zainteresowaniem, bo wreszcie dostałam to, na co czekałam: konkrety. Rozwiązanie sprawy zostało wyłożone bez zbędnego krążenia wokół tematu, było logiczne i co najważniejsze satysfakcjonujące.

Te 500 stron powieści mogę więc podsumować krótko: egzaltowani bohaterowie, niedopowiedzenia, urywane zdania i sporo krążenia wokół tego, co właściwie się wydarzyło. Momentami miałam ochotę powiedzieć: naprawdę, przejdźmy już do rzeczy.

Czy to znaczy, że „Cienie Turynu” są złym kryminałem? Nie.

Po prostu chyba nie jest to kryminał dla mnie.

Widzę, że za tą historią stoi określony styl i pomysł na prowadzenie opowieści, w którym sprawa kryminalna jest właściwie pretekstem do przedstawienia portretu mieszkańców Turynu. Tylko że ja, jako czytelniczka, potrzebowałam tutaj czegoś innego. Mniej salonowych gierek, a więcej śledztwa.

I chyba na tym zakończę, bo czasami najlepszą recenzją jest po prostu przyznanie:

To nie była moja książka.

Bo przecież nie każda przeczytana książka musi nią być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz