wtorek, 31 marca 2026

Wiedźma z Sudetów

 TYTUŁ: Wiedźma z Sudetów 

AUTOR: Monika Raspen 

WYDAWNICTWO: Replika 

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 414

Zabrakło mi słów po lekturze tej książki… 💔

Ta historia niesie ze sobą ogromny ciężar emocjonalny. Tym większy, że wydarzyła się naprawdę. Monika Raspen przywraca pamięć kobietom oskarżonym o czary. Czy faktycznie były wiedźmami, czy raczej prostymi chłopkami wierzącymi w zabobony? Czy akuszerkami znającymi się na leczniczych właściwościach ziół? Czy inteligentnymi kobietami, których bali się mężczyźni?

Ta powieść to mocne zwrócenie uwagi na to, co dzieje się ze społecznością, gdy zasiana nienawiść pożera rozum, a bezprawie zaczyna funkcjonować w majestacie prawa, karmiąc czyjeś chore ego.

Dlaczego z torturowania „czarownic” robiono widowisko? Dlaczego płonące stosy przyciągały tłumy? Dlaczego nikt nie odważył się na głośny sprzeciw? I wreszcie, dlaczego jeden hejterski komentarz pociąga za sobą kolejne, aż lawiny nie da się już zatrzymać? To przerażające, jak łatwo nakręcić spiralę nienawiści i jak niewyobrażalnie trudno później przywrócić komuś dobre imię.

Na szczególną uwagę zasługuje postać dziekana Krzysztofa Lautner - bohatera autentycznego, który po ponad 300 latach został oficjalnie zrehabilitowany. To symboliczny gest, ale też bolesne przypomnienie, jak długo potrafi trwać niesprawiedliwość.

Warto w tym miejscu spojrzeć szerzej na sam kontekst historyczny: procesy czarownic w Polsce nie były zjawiskiem tak masowym jak na zachodzie Europy, ale wciąż pozostawiły po sobie ślad krzywdy i strachu. Najwięcej takich spraw odnotowano w XVII i XVIII wieku, szczególnie na terenach Śląska i Prus. Oskarżenia często opierały się na plotkach, osobistych konfliktach czy zwykłej ludzkiej zazdrości. Wystarczyło jedno podejrzenie, by uruchomić machinę przesłuchań, tortur i wymuszonych zeznań. Co szczególnie przerażające wszystko to odbywało się zgodnie z ówczesnym prawem, często przy społecznym przyzwoleniu, a nawet udziale.

A wracając do samej powieści - uderza w niej jeszcze jeden aspekt. Inkwizytorzy działali „z Bogiem na ustach”. I chyba nie ma nic bardziej niepokojącego niż wykorzystywanie wiary jako narzędzia przemocy. Bo tam, gdzie powinno być współczucie i miłość bliźniego, pojawia się okrucieństwo usprawiedliwiane wyższymi racjami.

Wiedźma z Sudetów nie jest suchą rekonstrukcją wydarzeń, ale pełnokrwistą opowieścią, w której autorka oddaje głos bohaterom. To książka, która nie daje spokoju. I dobrze, bo takich historii nie powinno się czytać obojętnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz