sobota, 30 stycznia 2021

Pokój kołysanek

 TYTUŁ: Pokój kołysanek

AUTOR: Natasza Socha

WYDAWNICTWO: Edipresse książki

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 299

Żałuję bardzo że nie miałam więcej czasu by poczytać tę książkę, że chwile na lekturę były kradzione. Ta historia wymaga zimowej oprawy, mięciutkiego koca, ciepłej herbaty by w pełni się nią delektować. Za mną zabiegany tydzień więc książka ta była sposobem na złapanie oddechu.

Joachim ma 85 lat i przytula dzieci. Ale dzieci nadzwyczajne, które nieco pospieszyły się z przyjściem na świat. Mężczyzna jest wolontariuszem w szpitalu położniczym, ofiaruje tym bezbronnym istotom swój dotyk i opowieści. Joachim wspomina swoje podróże po świecie, miejsca które odwiedzał z wycieczkami lub samotnie. Całe życie był w ruchu, ciągle czegoś szukał, zawsze interesowało go to co jest za kolejnym zakrętem.

Był jednak czas, który Joachim spędził w spokojnej przystani. W domu dziecka Koraliki został zatrudniony jako złota rączka. Zżył się z dziećmi, opowiadał im historie, przygotowywał przedstawienia. Zakochał się w pięknej Helenie, młodej kobiecie która całą siebie ofiarowała osieroconym dzieciom. Joachim był pewien swoich uczuć, ale nie był pewien czy Koraliki to jego miejsce na ziemi, chciał szczęścia dla siebie poszukać gdzie indziej. Helena też kochała, ale ona miała pewność że jest we właściwym miejscu. Czy udało się osiągnąć kompromis? Czy Joachim w swych podróżach znalazł szczęście? 

Sporo tutaj retrospekcji, ale bardzo przyjemnie zbiera się wszystkie elementy układanki. Ta historia rozczula. Lekka narracja, niesztampowa historia, święta w tle, pełnowymiarowi bohaterowie takie lektury to jedna wielka przyjemność. Może momentami jest nieco patetycznie, ale da się to przełknąć.

Przeczytajcie i spróbujcie razem z bohaterami odpowiedzieć sobie na pytanie czy można odzyskać stracone marzenia i co jest w życiu najważniejsze.

Książka bierze udział w wyzwaniu #wyzwaniewypożyczone. Szczegóły u Rudym spojrzeniem.pl

poniedziałek, 25 stycznia 2021

Rozdroża

 TYTUŁ: Rozdroża

AUTOR: Augusta Doucher

WYDAWNICTWO: EditioRed

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 374

Augusta Doucher (Beata Majewska) to autorka której przeczytałam najwięcej książek.

Kryształowe serce <klik>

Anatomia uległości <klik>
Baśnik <klik>

"Moja twoja wina" <recenzja>
"Zapisane w chmurze" <recenzja>
Konkurs na żonę <klik>
Bilet do szczęścia <klik>
Zdążyć z miłością <klik>

Cała ja <klik>
Płatki wspomnień <klik>
Najlepszy powód by żyć <klik>
Wiele powodów by wrócić <klik>

Zastępcza miłość <klik>

Jednak od wydania "Rozdroży" zaczęły mi się robić spore zaległości. Ta książka to fanfiction  oparty na powieści Dziwne losy Jane Eyre. Chciałam na początek przeczytać oryginał, ale się nie udało, a powieść Augusty Doucher kusiła, bo już od jakiegoś czasu stała na półce. A kolejne książki już miały swoje premiery.

Jane Eyre jest na świecie sama, po śmierci przyjaciółki postanawia postawić wszystko na jedną kartę i wyjeżdża do Anglii. Została przyjęta do pracy jako ekskluzywna opiekunka do dziecka. Majątek w którym przyjdzie jej mieszkać to posiadłość Thornfield Hall, która jest imponująca. Pan Edward Rochester oczekuje od Jane profesjonalizmu, zaangażowania i dyskrecji. Nie spodziewał się jednak że młoda amerykanka ma bezkompromisowe podejście do obowiązków. On i ona nie raz spierają się w kwestiach wychowania Adelki, ale kobiecie często udaje się przekonać mężczyzne do swoich racji.

Jak nie trudno się domyślić między Jane i Edwardem zaczyna iskrzyć. W moim odczuciu trochę za szybko się to podziało ale może tak było w oryginale? Para nie ma szans na szczęśliwy związek dopóki Rochester nie uporządkuje swoich spraw z przeszłości. Pojawiają się wątki sensacyjne, akcja nabiera tempa, a zakończenie przestaje być oczywiste.

Książkę czytałam z wielką przyjemnością, a to za sprawą lekkiej i swobodnej narracji pierwszoosobowej. Jane jest do bólu szczera ze sobą, zna swoje wady, nie umniejsza ich ale też nie wyolbrzymia. Ma cięty język zwłaszcza w kontaktach z Rochester'em ;) 

Rozwój wydarzeń mamy też szansę obserwować z perspektywy Edwarda. Tutaj relacja jest bardzo konkretna, ale czasami pozwala on sobie na uczuciowość. Przez co postacie zyskują na wiarygodności.

Książka rozpoczyna cykl Z kals[yk]ą w łóżku spodziewać się można więc mocnej erotycznej odsłony najbardziej znanej powieści Charlotte Brontë. Tutaj powiem szczerze że autorka zaskoczyła mnie powściągliwością, scena erotyczna była jedną ale za to konkretna. Autorka jednak potrafi tak dobierać słowa by wszystko mieściło się w granicach dobrego smaku.

Co do rozwiązań fabularnych nie mam zastrzeżeń, mimo że akcja dzieje się w XXI wieku to jakieś naleciałości z przeszłości są i nawet fajnie to wypadło. Ta książka to dla autorki była zapewne zabawa słowem chociaż sama nazywa ją herezją i profanacją ;)

Jak najbardziej polecam, a sama z chęcią przeczytam oryginał i kolejne książki Augusty Doucher z tej serii.







wtorek, 19 stycznia 2021

Programowanie - zajęcia zdalne.

 Zarówno zajęcia lekcyjne jak i dodatkowe przeniosły się do Internetu. Nauka zdalna to niestety zmora 2020 roku, ale zajęcia na które ostatnio trafiły moje dziewczyny okazały się fajną formą spędzania czasu przed ekranem. W grudniu przeczytałam książę "Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Edukacja, w której dzieci same chcą się uczyć i rozwijać." <klik>; jedną z rad było pozwolenie dzieciom na gry komputerowe, w ten sposób uczą się przecież tego co może przydać im się w przyszłości. Programowanie stanie się wkrótce jedną z najbardziej pożądanych umiejętności. 

Czym jest Code&Fun Formula?



Grafika pochodzi ze strony https://www.kodujwdomu.pl/

Ten kurs to przede wszystkim praktyczne zajęcia z kodowania, a dzieci pracują na znanej grze Minecraft. Zdecydowanie pobudza to ich ciekawość w poznawaniu tajnik programowania, uczą się nowych techniki od zera. Łącząc się z trenerką przez aplikację Zoom mogą na bieżąco kontrolować swoje postępy wyjaśniać wątpliwości i mierzyć się z coraz bardziej zaawansowanymi zadaniami. Ta godzina w tygodniu wykorzystana jest maksymalnie na kreatywne myślenie i wyszukiwanie nowych rozwiązań w podanych zadaniach.

W czasie kursu można towarzyszyć dziecku. Ja oczywiście podpatruje dziewczyny i widzę że te zajęcia uczą je też współpracy. Trenerka krok po kroku wyjaśnia omawiane zagadnienia, tłumaczy jak poradzić sobie z problemami technicznymi (co również przyda się podczas zajęć szkolnych).



Technologia cały czas się rozwija, a lekcje informatyki w szkole utknęły chyba na początku XX wieku. Kurs jest więc świetną inwestycją w przyszłość dzieci. Już tutaj uczą się zrozumienia typowych pojęć programistycznych, rozwijają matematyczno-logiczne myślenie i wyobraźnię przestrzenną. A wszystko to zupełnie niepostrzeżenie tworząc nowe światy w Minecraft.

Ten kurs i prowadzone lekcje to sama przyjemność bo dzieci od razu widzą efekt swojej pracy.

Jak dla mnie same plusy! Polecam.




A co na to moje dziewczyny:

Gabi (10 lat) - programowanie wcale nie jest trudne, można stworzyć na prawdę wiele niesamowitych rzeczy. Trochę kodów i świetna zabawa gotowa.

Lidka (9 lat) - lubię Minecraft'a coś można zbudować i coś można rozwalić. Pani fajnie podpowiada nowe pomysły i łatwo zrozumieć jak je umieścić w grze.

niedziela, 17 stycznia 2021

Melodia zapomnianych miłości

 TYTUŁ: Melodia zapomnianych miłości

AUTOR: Dorota Gąsiorowska

WYDAWNICTWO: Między słowami

ROK WYDANIA: 2017

LICZBA STRON: 463

Do książek pani Doroty mam pewien sentyment, jej debiut to była również moja pierwsza zrecenzowana książka. Sięgam więc po jej powieści z dużą dozą sympatii. "Melodie..." stały na półce zdecydowanie za długo, a styczeń jest dobrym miesiącem na zmniejszanie stosu hańby więc wybór padł na nie.

Na wstępie powiem że nieco mnie ta książka wymęczyła (może sięganie po obyczajówkę zaraz po Żywicy było błędem?) . Akcja rozwijała się bardzo, bardzo wolno. Sekrety rodzinne jakoś nie chciały ujrzeć światła dziennego,a podkreślanie jak bardzo misja Blanki jest tajemnicza było irytujące.

Blanka to kobieta w okolicach trzydziestki. Uczy gry na skrzypcach, jej ojciec gra w filharmonii, a babka była bardzo utalentowaną skrzypaczką. Instrument babki Walentyny to rodzinna pamiątka dotąd ukryta w szafie. Zygmunt wie że matka po wojnie już na nich nie grała a wiązała się z tym jakaś tragiczna historia.

Bianka dostaje propozycję pracy, ma wakacje spędzić w Kazimierzu Dolnym w domu pani Klary. Czym dokładnie ma zajmować się dziewczyna pozostaje tajemnicą ale dotyczy zamkniętego w sobie, niewidomego Sama, syna Klary. Dom w Kazimierzu jest bardzo ponury, jego właścicielka ekscentryczna i nieprzyjemna. Bianka znajduje jednak wsparcie w gospodyni domowej pani Marcie. Samuel, któremu przynosi do pokoju posiłki odpycha od siebie wszystkich i nie ma szans by Blance udało się do niego dotrzeć.

Blanka spędza bardzo mało czasu z Samem, kilka zdawkowych rozmów, jego napady złości, przytłaczające milczenie - tak to najczęściej wyglądało. Więcej chwil kobieta spędza na spacerach po miasteczku i w odwiedzinach u nowopoznanych znajomych.

Sam był światowej klasy skrzypkiem. W wyniku wypadku jego ojciec zginął, a on sam stracił wzrok. Mężczyzna odciął się od wszystkich a całe dnie spędza zamknięty w pokoju. Czy gra Blanki którą słyszy przez ścianę zmiękczy jego serce?

Ciężko mi było wykrzesać zainteresowanie rodzinną tajemnicą. Zbyt długi był ku temu wstęp ale mroczny dom, w którym się nie rozmawia a rzuca rozkazy zdecydowanie spełnił swoje zadanie jako siedlisko rodzinnych sekretów. Połączenie losów Klary i babki Walentyny wypadło dobrze, ale gdyby wokół tej historii skupiła się większa część fabuły na pewno wypadłoby to bardziej realnie. W moim odbiorze książka była przegadana, zabrakło też emocji. Blanka jako bohaterka była raczej nijaka, to już większe emocje budziła córka pani Marty i jej rodzinne problemy.

Dla fanek lekkich, niezobowiązujących obyczajówek powieść powinna być satysfakcjonująca. Dla tych szukających większych wrażeń może okazać się zbyt nudna



środa, 13 stycznia 2021

Moje emocje

 


Czy potraficie nazwać swoje emocje, które towarzyszą Wam w ciągu dnia? Radość, smutek, gniew – podstawowe emocje łatwo nazwać nam dorosłym, ale co z dziećmi, które dopiero poznają siebie i swoje reakcje na rzeczywistość?

Z pomocą rodzicom przychodzi wydawnictwo Jedność dla dzieci z książką „Moje emocje. Pokazuje, co czuję.”  To właśnie jest zadaniem rodziców nauczenie dzieci rozpoznawania, nazywania i radzenia sobie z falami emocji.  Książka została przetłumaczona z języka francuskiego, a jej autorką jest pedagożka i terapeutka. Stephanie Coutrier pokazuje skuteczne sposoby wspomagania dzieci w ich rozwoju.

Ta książka to nie tylko dobre rady czy teoria, to zestaw zadań, które dziecko chętnie wykona z naszą pomocą. Pierwszym zadaniem jest dopasowanie minek do każdej emocji: radości, nieśmiałości, dumy, smutku, strachu, złości i zazdrości. Już na pierwszej stronie możemy sprawdzić ile nasze dzicko wie i jak bliska jest mu strefa emocji. W tej publikacji każda emocja zyskała postać kolorowego sympatycznego stworka (nawet złość!). Każdy kolejny rozdział to opis emocji, by wiedzieć jak dziecko rozumie daną emocję przygotowano pomocniczy zestaw pytań. Na każdej stronie znajdziemy zadania, do których wykonania wystarczy ołówek lub dołączone do książki kolorowe naklejki. Jednym z zadań jest ułożenie historyjki obrazkowej, postacie na obrazkach muszą sobie z daną emocją w jakiś sposób poradzić . W każdym rozdziale znajdziemy wyróżnioną ramkę, a w niej zestaw praktycznych rad jak poradzić sobie z nadmiarem jakiejś emocji, ćwiczenia z oddychania, wizualizacje, praktyczne ćwiczenia z pozbywania się negatywnych emocji.

Na zakończenie możemy całą rodziną zagrać w memory. Do wycięcia przygotowano kolorowe kwadraciki z postaciami emocji. Ta zabawa pomoże dziecku utrwalić nazwy poznanych emocji i utożsamiać je z bohaterami tej książki. Fajną zabawą jest też koło emocji, gdy widzimy nasze dziecko naładowane energią, niekoniecznie pozytywną dajmy mu czas na nazwanie swoich emocji, niech wskaże na kole jak się dziś czuje. Nazwanie tego co dzieje się w środku zdecydowanie będzie pierwszym krokiem do zapanowania nad emocjami i stawienie im czoła.

Znacie zabawę „piekło-niebo” – składaną „żabkę” z origami? Tutaj mamy możliwość świetnej zabawy, wystarczy wciąć kwadrat i odpowiednio go złożyć. A potem odpowiadać na pytania, które znajdziemy w środku. Każde z pytań dostosowane jest do wieku dziecka. Cała książka dedykowana jest przedszkolakom, bo to one mierzą się z falami emocji, które zalewają je każdego dnia, a funkcjonując w społeczeństwie muszą je niekiedy powściągnąć.

Książka została wydana w formacie nieco większym niż A4, jest bardzo kolorowa. Ilustracje są duże, zadbano o szczegóły przede wszystkim w mimice twarzy i postawie ciała bohaterów. Bo przecież emocje wychodzą na zewnątrz nas .

Wspólne wypełnianie książki na pewno zbliży do siebie rodziców i dzieci. Jeśli nauczymy maluchy, że o emocjach warto rozmawiać i wspólnie znajdować rozwiązanie gdy nawarstwia się ich zbyt dużo to wtedy zdecydowanie łatwiej będzie nam się dogadać gdy nasze dzieci będą już nastolatkami.  Można książkę przeczytać na raz, a można po nią sięgnąć w tedy gdy akurat będzie nam potrzebna, a jakaś emocja szczególnie mocno zapanuje nad dzieckiem.

Odebrałam tę książkę bardzo pozytywnie, powiedziałabym nawet że jest niezbędnikiem każdego rodzica. Zabrakło mi w niej jednak jakiejś przedmowy, kilku słów do rodziców, bo oni przecież też zmagają się z emocjami.