środa, 30 września 2026

Mentira. Kłamstwo

 TYTUŁ: Mentira. Kłamstwo 

AUTOR: Juan Gómez-Jurado

WYDAWNICTWO: SQN

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 712

700 stron, które wymagało ode mnie wzmożonej czujności. Bo jak zaufać bohaterce, która już na wstępie informuje czytelnika (tak, zwraca się bezpośrednio do osoby czytającej) że jej całe życie oparte jest na kłamstwie. Zwłaszcza jeśli tym życiem od lat próbuje ocalić młodszego brata chorego na rzadką chorobę. 

Eva Ramos jest manpipulatorką, którą szkolił najlepszy w tym fachu. Czytelnik też ma okazję czegoś się nauczyć. Poznaje kilka zasad natury ludzkiej, a potem przykłady jak tę wiedzę wykorzystać w praktyce dla swoich celów. I właśnie tutaj zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie dostaję od autora instrukcji obsługi ludzi.

Wykonując jedno ze swoich zadań, Eva pakuje się w poważne kłopoty. Ale kłopoty to właściwie jej drugie imię. Tym razem jednak sprawa mocno się komplikuje, bo pod opieką Pabla, a on potrzebuje opieki, komfortu i leków podawanych o stałych porach. Tymczasem oboje utknęli w wiosce odciętej od świata przez śnieg. 

Somiedo nie jest jednak zwyczajną, górską wioską. To miejsce podzielone jest na pół, rządzi się swoimi prawami, a każdy obcy staje się wrogiem nr 1. Kiedy w okolicy zaczynają ginąć ludzie robi się na prawdę poważnie.

Wciągnęła mnie ta powieść absolutnie. Z jednej strony historia Evy i jej nieustanna gra z prawdą i kłamstwem, z drugiej tajemnice Somiedo, tr.py, walka o władzę i konflikt pomiędzy mieszkańcami. A nad tym wszystkim cały czas pozostaje pytanie: ile z tego, co właśnie przeczytałam, jest prawdą, a ile kolejną manipulacją?

I właśnie to podobało mi się najbardziej: przez całą lekturę nie mogłam po prostu zaufać narratorce. Musiałam być czujna, analizować jej słowa i zastanawiać się, czy właśnie poznaję prawdę, czy tylko kolejną, bardzo dobrze skonstruowaną wersję wydarzeń (a strony przy tym umykały niepostrzeżenie, przy ponad 700 stronach ani razu nie pomyślałam, że tę historię można było opowiedzieć krócej).

Przy tej książce czytelnik nie może być pewien, czy przypadkiem nie został właśnie zmanipulowany.

I chyba o to w „Mentirze” chodzi.


piątek, 18 września 2026

Lottie Brooks

 TYTUŁ: Lottie Brooks i narciarska turbo kompromitacja 

AUTOR: Katie Kirby

WYDAWNICTWO: Znak emotikon

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 333

Jeśli trafiliście na tę książkę w zapowiedziach i pierwszą waszą myślą było: o to coś dla mojej córki - to zasadniczo mogę się zgodzić, ale wczesniejsze tomy też powinniście kupić :) 

Narciarska turbo kompromitacja to bezpośrednia kontynuacja "Lottie Brooks kontra wredne dziewczyny", a zdecydowanie lepiej wiedzieć dlaczego Lottie miała spięcie z Amber i dlaczego Amber w ramach przeprosin zaprosiła Lottie na wyjazd na narty.

Słów kilka od mojej córki (16 lat), która Lottie czyta od pierwszego tomu, kiedy sama miała prawie 12 lat, tak jak główna bohaterka:

W tej książce Lottie jedzie na narty z Amber, jej przyjaciółką, która chce naprawić ich relacje. Rodzice Amber sie rozwodzą, a jej tata ma nową dziewczyne Tamare, która jest straszną snobką. Amber jej nie lubi i nie chce z nią przebywać. Sytuacje pogarsza to, że Tamara ma dzieci, syna w wieku brata Lottie i córke która okazuje sie okropną dziewczyną (znam ją z innego tomu). L i A nazywają ją zadartym nosem.

Nie jest to najlepsza książka jaką czytałam chociaż było dużo śmiesznych momentów. Jest ona skierowana bardziej do młodszych czytelników. Mimo to bawiły mnie zachowania Lottie. Lubie w tych książkach to, że sa napisane w taki sposób, że szybko sie je czyta. Najbardziej zapamiętałam i najbardziej sie uśmiałam kiedy razem z rodziną przyjaciółki Lottie poszła do drogiej restauracji z fondue. 

Z sentymentu polecam stałym czytelniczkom Lottie, ale generalnie jest to seria dla młodszych dziewczyn. 

Ja z przyjemnością wróciłam do przygód Lottie. Tak bardzo odpowiada mi humor, że dla swojej przyjemności przeczytałam też jeden z wcześniejszych tomów :) opisane sytuacje są bardzo realne, pokazują czym przejmują się nastolatki, jak ważna dla nich jest przyjaźń i przynależność do grupy. 

Polecam mamom i córkom :) 

czwartek, 10 września 2026

Cienie Turynu

TYTUŁ: Cienie Turynu

AUTOR: Fruttero & Lucentini

WYDAWNICTWO: Noir Sur Blanc

ROK WYDANIA: 2026 (1972)

LICZBA STRON: 501

CZAS AKCJI: lat 70 XX wieku

Architekt Garrone zostaje znaleziony w swoim biurze. Martwy.

Powieść zaczyna się dobrze, mocnym akcentem. Ale! Prowadzący sprawę komisarz Santamaria to człowiek bardzo ostrożny, momentami aż przesadnie taktowny wobec osób, które zdecydowanie nie ułatwiają mu pracy. A przecież tutaj chodzi o morderstwo! Miałam wrażenie, jakby dosłownie chodził na paluszkach wokół przesłuchiwanych.

Anna Carla i Massimo to przedstawiciele „towarzystwa”. Ich dni wypełnia przede wszystkim monotonna codzienność, w której nie muszą martwić się o pieniądze. Przez pewien niewysłany list zostają powiązani z ofiarą. Spotkanie z komisarzem okazuje się niezwykle miłą odmianą w ich nudnym życiu. Są to bohaterowie niezwykle irytujący. Aroganccy, przekonani o swojej wyższości, potrafią zacząć zdanie, a potem zostawić je gdzieś w połowie… 

Przyznaję się od razu: trochę omijałam opisy. I dialogi, które momentami miałam wrażenie, że absolutnie nic nie wnoszą. Zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do kryminałów mocniejszych, konkretnych i do znacznie bardziej zdecydowanych śledczych.

„Cienie Turynu” zaczęły mnie naprawdę wciągać dopiero wtedy, kiedy zbliżały się do końca. Ostatnie kilkadziesiąt stron przeczytałam z dużo większym zainteresowaniem, bo wreszcie dostałam to, na co czekałam: konkrety. Rozwiązanie sprawy zostało wyłożone bez zbędnego krążenia wokół tematu, było logiczne i co najważniejsze satysfakcjonujące.

Te 500 stron powieści mogę więc podsumować krótko: egzaltowani bohaterowie, niedopowiedzenia, urywane zdania i sporo krążenia wokół tego, co właściwie się wydarzyło. Momentami miałam ochotę powiedzieć: naprawdę, przejdźmy już do rzeczy.

Czy to znaczy, że „Cienie Turynu” są złym kryminałem? Nie.

Po prostu chyba nie jest to kryminał dla mnie.

Widzę, że za tą historią stoi określony styl i pomysł na prowadzenie opowieści, w którym sprawa kryminalna jest właściwie pretekstem do przedstawienia portretu mieszkańców Turynu. Tylko że ja, jako czytelniczka, potrzebowałam tutaj czegoś innego. Mniej salonowych gierek, a więcej śledztwa.

I chyba na tym zakończę, bo czasami najlepszą recenzją jest po prostu przyznanie:

To nie była moja książka.

Bo przecież nie każda przeczytana książka musi nią być.

czwartek, 3 września 2026

Podsumowanie sierpnia

 


Jak to bywa z początkiem września ogarnianie rzeczywistości bywa bardzo intensywne 😅 

W sierpniu czytało mi się bardzo dobrze, nawet zdjęłam z półki dwie książki które stały tam od bardzo dawna 🫣📚


Były oceny bardzo wysokie i średnie, były lektury przejmujące ale też i takie które mega mnie irytowały, były typowo rozrywkowe, ale też i takie dzięki którym czegoś się nauczyłam - pełen wachlarz emocji i możliwości 📖❤️


4 audiobooki i totalny mix gatunkowy.

Nie włączam jeszcze trybu jesiennego 🍂 chce się jeszcze cieszyć latem ☀️ w TBR na nowy miesiąc kilka książek z biblioteki i reread który planuje już od stycznia 😄

Co u Was?


wtorek, 25 sierpnia 2026

Sapiens - opowieść graficzna

 TYTUŁ: Sapiens opowieść graficzna. Część 4. Wiek rewolucji 

AUTOR: Yuval Noah Harari

WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie 

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 242

Uwielbiam odkrywać historię poprzez analizę źródeł, wyprawy do muzeów i archiwów czy rozmowy ze starszymi ludźmi. Ale najczęściej są to jednak wycinki, małe fragmenty większej układanki. Dlatego tak bardzo zaciekawiła mnie „Opowieść graficzna. Wiek rewolucji” na podstawie książek Yuvala Noaha Harariego. To obszerna analiza epoki wielkich przemian – rewolucji naukowej i przemysłowej – podana w formie komiksu, która okazała się naprawdę ciekawym doświadczeniem zarówno czytelniczym, jak i poznawczym.

Wszystko to było przecież w szkole, ale kto wtedy zagłębiał się w szczegóły? 😉 Tutaj skomplikowane procesy, zależności i przemiany zostały przedstawione w bardzo przystępny sposób. I już na początku pojawia się myśl, która świetnie pokazuje kierunek całej opowieści: wiek rewolucji rozpoczął się od przyznania, że… nie wiemy wszystkiego. 🤯 To właśnie zakwestionowanie dotychczasowej wiedzy stało się jednym z motorów rozwoju nauki.

Najbardziej podobał mi się rozdział poświęcony ekonomii, bo to akurat zawsze była dla mnie czarna magia. 🫣 Harari pokazuje jednak, że gospodarka to nie tylko pieniądze i liczby, ale system oparty przede wszystkim na ludzkiej wierze i zaufaniu. Pieniądz działa dlatego, że wierzymy, iż inni również uznają jego wartość. A kredyt? To właściwie wiara w przyszłość i przekonanie, że jutro będzie lepsze od dziś. Nagle ekonomia zaczyna mieć zdecydowanie więcej sensu!

Bardzo mocno wybrzmiały też dla mnie pytania o rozwój nauki. Od czego właściwie zależy kierunek badań? W dużej mierze od pieniędzy. A te mają w swoich rękach siły polityczne, ekonomiczne i ideologiczne. Nauka nie utrzyma się sama, potrzebuje finansowania, a to oznacza, że ktoś zawsze decyduje, które badania są ważne, a które mogą poczekać.

I tutaj komiks zaczyna być czymś więcej niż tylko opowieścią o przeszłości. Skłania do zastanowienia się nad światem, w którym żyjemy dzisiaj.

„Nigdy jeszcze nie mieliśmy takich możliwości jak dziś, lecz nie wiemy, co z nimi robić. Mało tego – robimy się coraz bardziej nieodpowiedzialni.”

Trudno się z tym nie zgodzić. Rozwój dał nam możliwości, o których wcześniejsze pokolenia nawet nie mogły marzyć. Tylko czy sama możliwość korzystania z nich oznacza, że potrafimy zrobić z nich dobry użytek?

„Mamy 1000 razy więcej możliwości niż ludzie z epoki kamienia łupanego, ale wcale nie jesteśmy przez to 1000 razy szczęśliwsi?”

„Wiek rewolucji” nie jest wyłącznie lekcją historii. To opowieść o tym, jak zmienialiśmy świat, ale również o cenie tych zmian i o odpowiedzialności, która wraz z rozwojem spada na człowieka.

Bardzo podobało mi się połączenie wiedzy, historii i formy graficznej. Komiks sprawił, że tematy, które w podręczniku mogłyby wydawać się trudne i odległe, tutaj stały się zdecydowanie bardziej przystępne. A przy okazji dostałam sporo tematów do dalszego przemyślenia.

Jeśli tak jak ja lubicie historię, ale czasami macie wrażenie, że szkolne podręczniki nie potrafiły jej sprzedać 😉, warto dać tej serii szansę. To może być naprawdę dobry sposób na spojrzenie na znane wydarzenia z zupełnie innej perspektywy.