piątek, 20 września 2019

Zapłata

TYTUŁ: Zapłata

AUTOR: Małgorzata Rogala

WYDAWNICTWO: Czwarta strona

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 350



Mobilizacja kryminalna trwa :) ja bardzo lubię wspólne akcje i wzajemne motywowanie się do czytania. Na Instagramie trwają dwie fajne akcje oznaczone hasztagami #kryminalnywrzesien i #grandzimyzkryminalem. Aby zmniejszyć nieco swój stos hańby sięgnęłam po książkę, która pasuje do tych hasztagów, a która stała na półce od grudnia. Trochę sobie strzeliłam w kolano jeśli chodzi o to zmniejszanie stosu hańby, bo teraz to ja muszę dokupić sobie kolejne tomy tej serii.

Na początek poznajemy kilka wątków z dzieciństwa starszej aspirant Agaty Górskiej. Obserwujemy jaki początek miała jej przyjaźń z Justyną Lipiec, to co spotkało dziewczynki połączyło je na zawsze.
Mija 20 lat, Agata jest cenioną policjantką, świetnie dogaduje się z nowym partnerem (w pracy) komisarzem Sławkiem Tomczykiem. Pracują wspólnie od niedawna ale już widać że tworzą świetny team. Justyna natomiast porzuciła marzenia o fotografii i otworzyła sklep zielarski, skończyła kurs aromaterapii i całkiem dobrze się jej wiedzie. Lubi swoje poukładane życie, wiele jednak ją kosztowało by taki stan osiągnąć.

W jednym z klubów znaleziono ciało młodego prawnika. Sposób zabójstwa był bardzo nietypowy (genialny wątek swoją drogą!) co zawęża krąg podejrzanych. Detektywi szukają informacji o ofierze i okazuje się, że ten młody mężczyzna był kiedyś oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Wtedy sprawa została umorzona, czy możliwe że po 8 latach ktoś będzie szukał zemsty?

Po przejrzeniu akt ze sprawy pobicia na jaw wychodzi, że związana jest z nią przeszłość Justyny. Młoda kobieta znajduje się w gronie podejrzanych. Czy Agata jako jej najbliższa przyjaciółka powinna nadal zajmować się tym śledztwem? Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej gdy komisarz Tomczyk za bardzo zbliża się do Justyny - ten wątek trochę mnie raził, jak dla mnie był nieco wciśnięty na siłę. Nie wpływa to jednak na ostateczną ocenę powieści.

Postacie policjantów zajmujących się śledztwem bardzo fajnie wykreowane. Takie powiedziałbym swojskie. Możemy podejrzeć ich życie prywatne, ich słabości a także zobaczyć ich w nieco romantycznej scenerii.
 Mimo że śledztwo trochę się ciągnie (jeśli chodzi o czas) to jednak dla czytelnika nie ma tutaj nic nużącego, bo my nie musimy czekać na wyniki badań i ekspertyz, a wiadomo że procedury pewne rzeczy wydłużają.

Książkę czytało się lekko i przyjemnie. Intryga kryminalna fajnie zapleciona, motyw zapłaty za błędy przeszłości jest tutaj wątkiem wiodącym. Działanie mordercy bardzo oryginalne. "Zaplata" okazała się więc bardzo satysfakcjonującą lekturą i zdecydowanie zaostrza apetyt na więcej. Mix powieści obyczajowej i kryminału pióra Małgorzaty Rogali polecam tym którzy chcą zacząć przygodę z kryminałem,  na pewno nie będziecie żałować i poprosicie o więcej.

Jest to 91 książka przeczytana w 2019 roku
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza wrzesień
#czytambopolskie wrzesień

środa, 18 września 2019

Ofiara

TYTUŁ: Ofiara

AUTOR: Max Czornyj

WYDAWNICTWO: Filia

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 414


W sierpniu przeczytałam Grzech <klik> Maxa Czornyja, który był świetnym debiutem. Zakończenie powieści wprowadziło lekką dezorientację, ale i mega zaciekawienie, dlatego bez wahania sięgnęłam po 2 tom. I to jest właśnie to co często podkreślam, że lubię serie czytać hurtem, by bez dłuższej przerwy sięgać po kolejne części mając na świeżo w pamięci niuanse fabuły.

"Ofiara" to bezpośrednia kontynuacja. Morderca określany mianem Cztery Iksa uciekł, komisarz Eryk Deryło leży w szpitalu, prawdopodobnie czeka go przeniesienie, a na pewno odebranie sprawy. Dziewczyna, która razem z córką Deryły została uratowana z rąk przestępcy ponownie zostaje porwana. Komisarz odsyła żonę i córkę daleko od Lublina, nie chce by troska o rodzinę przysłoniła mu szczegóły śledztwa. Mnożą się tropy, postawione zostaje nawet pytanie czy Cztery Iks ma naśladowcę skoro teraz dochodzi do porwań mężczyzn.

Zabójca obchodzi się ze swoimi ofiarami brutalnie. Wykonuje misternie swój plan, ale oprócz głównej misji jaką sobie wyznaczył toczy grę z komisarzem. Deryło odnajduje wskazówki przeznaczone tylko dla niego, podejmuje wyzwanie rzucone przez mordercę.

Powieść czyta sie błyskawicznie. Każdy kolejny wątek podsyca ciekawość. Autor umie budować napięcie, podrzuca tropy, wprowadza nowych bohaterów. Zabrakło mi trochę postaci profilera. Pojawił się w pierwszej części, tutaj przypisana mu rola była epizodyczna. Wejście w psychikę mordercy nie jest łatwe, a tutaj stanowi kluczową zagadkę. Mały minus należy się Deryle, za utajnianie pewnych faktów, trochę mnie to irytowało. Imponujące było przeciwstawienie się rozkazom i szukanie dowodów na własną rękę, ale ich nieujawnienie już mi przeszkadzało zwłaszcza w momencie gdy dostał szansę powrotu do śledztwa. Po za tymi delikatnymi zgrzytami nie mam zastrzeżeń. Czytało mi się świetnie, rosło napięcie, wojna psychologiczna świetnie poprowadzona.

Zakończenie wbija w fotel, tak jak najbardziej lubię (i tak jak najbardziej nienawidzę nie mając kolejnej części pod ręką). Po kolejny tom niezwłocznie wybieram się do biblioteki, nie wyobrażam sobie długiego czekania, długiej przerwy między tomami.

"Ofiara" niczym nie ustępuje "Grzechowi", morderca jest inteligentny i brutalny, autor nie szczędził mocnych opisów. Ponownie jak przy pierwszej części zaznaczam, że nie jest to książka dla każdego, nie znajdziecie tutaj owijania w bawełnę, wygładzania tyko krwawą morderczą rzeczywistość.
Fanom gatunku jak najbardziej polecam tę serię.

Tom 1 "Grzech" recenzja tutaj: <klik>



Jest to 90 książka przeczytana w 2019 roku
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza wrzesień
#czytambopolskie wrzesień

poniedziałek, 16 września 2019

Francuskie noce

TYTUŁ: Francuskie noce

AUTOR: Adriana Rak

WYDAWNICTWO: WasPos

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 325


Adriana Rak to wschodząca gwiazda wśród autorek polskich powieści obyczajowych. Z wielką przyjemnością zasiadłam do lektury jej kolejnej książki, kontynuacji Marokańskiego słońca <recenzja> czyli do Francuskich nocy.

Zacznę od okładki, która jest wyzywająca i sugeruje nam na prawdę namiętny romans. Jeśli takie pierwsze wrażenie zachęciło was do przeczytania tej książki to możecie się lekko rozczarować. Sceny erotyczne są, ale nie one stanowią tutaj przewagi w fabule, one są tylko dodatkiem do akcji i to wcale nie tak pikantnym jak sugeruje okładka. Dla mnie to akurat dobrze, ale dla osób lubiących mocniejsze sceny w tym zakresie może pozostać niedosyt.

Ta recenzja będzie spoilerem do części pierwszej.
Marysia i Bilal rozstali się w zgodzie, po niełatwych przemyśleniach oboje uznają że nie dadzą rady stworzyć szczęśliwego związku. Oceniam to zachowanie jako bardzo dojrzałe. Mimo, że trudno jest zapomnieć o miłości swojego życia każde z nich próbuje ułożyć sobie świat na nowo.

Narracja jest pierwszoosobowa, naprzemienna, częściej jednak do głosu dochodzi Marysia. Minęło kilka lat od wydarzeń opisanych w Marokańskim słońcu, widać jak czas miał wpływ na bohaterkę. Młoda kobieta nabrała pewności siebie, spoważniała nieco, a uroku dodaje jej macierzyństwo. Maria opowiada o swoim małżeństwie z Piotrem, o synku Radosławie. Pierwsze lata wspólnego życia są dla niej szczęśliwe, mieszka z nimi jej ukochana babcia, ona może całkowicie skupić się na synu, a firma męża bardzo dobrze prosperuje. Atmosferę w domu psuje jednak pojawienie się matki Marysi - kobieta zostawiała ją jako małą dziewczynkę pod opieką babci, a sama ruszyła w świat. Maria nie może wybaczyć matce przeszłości, a takiego zachowania nie może zrozumieć Piotr, pierwsza poważna małżeńska kłótnia dotyczy własnie relacji matka-córka. By oczyścić atmosferę Piotr zaprasza żonę do Dubaju, leci tam w interesach ale chce połączyć przyjemne z pożytecznym. Marysia jest oczarowana miastem, spędza z mężem cudowny czas. W czasie podróży powrotnej na lotnisku zauważa Bilala, ich spojrzenia się krzyżują. Czy to los ponownie splata ich losy?

Bilal ulega presji rodziny i wiąże się z Amal. Ten związek przyniósł mu szczęście, w głębi serca jednak nie potrafił się w niego całkowicie zaangażować. Po ciężkiej chorobie umiera matka mężczyzny, on nie umie sobie z tym poradzić i coraz częściej ucieka w alkohol. Jego związek się rozpada. Rzuca się w wir pracy, będąc na lotnisku w Dubaju zauważa Marysię. Śledzi kobietę w mediach społecznościowych, wie że wyszła za mąż, że ma syna powinna być szczęśliwa. Jednak chwila wystarczyła by zauważył w jej pięknych oczach cień smutku. Bilal wie, że nie może wtargnąć w życie Marysi, próbuje stworzyć kolejny związek, tym razem wydaje się że wybrał właściwie. Żeni się z piękną Hasną, tworzą rodzinę, do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka.

Czy przypadkowe spotkanie w Dubaju, a później w Paryżu rozpali przytłumione uczucie? Autorka nieźle namieszała w życiu bohaterów i ... całkiem zgrabnie jej się to udało. Nie ma tutaj wątków wciskanych na siłę, niemożliwych zwrotów akcji, wszystko w fabule doskonale współgra. Adriana w taki sposób przedstawiła życie Marysi i Bilala, że poznajemy ich perypetie z rosnącym zaciekawieniem. Książki nie można odłożyć na bok, trzeba doczytać do końca.

W fabułę wplecione zostało kilka informacji na temat kultury arabskiej, jest ich jednak mniej w porównaniu z częścią pierwszą. Tutaj na pierwszy plan wysuwają się rozterki małżeńskie i tłumiona tęsknota. Mamy też świetnie opisany wątek niełatwych relacji matka-córka.

Jeśli czytaliście Marokańskie słońce, ta książka jest dla was obowiązkowa. Jeśli jednak nie znacie jeszcze historii Marysi i Bilala to namawiam byście ją poznali. Polecam.


Jeśli mielibyście ochotę poznać inne powieści Adriany to polecam Uwikłani <recenzja> i Uwikłani tom II <recenzja>. Książki autorki wystawione są aktualnie na licytacji w zbiórce charytatywnej, tutaj podaje link <klik>.

Jest to 89 książka przeczytana w 2019 roku
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza wrzesień
#czytambopolskie wrzesień

sobota, 14 września 2019

Latawce

TYTUŁ: Latawce

AUTOR: Agnieszka Lis

WYDAWNICTWO: Czwarta strona

ROK WYDANIA 2018

LICZBA STRON: 190


Miałam niedawno przyjemność przeczytać kolejny finałowy tytuł niezależnego konkursu literackiego "Brakująca litera". To druga książka pani Agnieszki Lis uhonorowana w tym konkursie.

Początek lektury wywołał lekkie zdziwienie, króciutkie rozdziały, zapis dialogów, wspomnienia - ciężko odnaleźć się w takim chaosie. Czytając dalej ze zdumieniem odkrywamy, że w tym szaleństwie jest metoda. Taka forma powieści mobilizuje cała uwagę czytelnika, nie ma czasu na rozproszenie myśli. Te rozdziały były dla mnie jak okruchy szkła, z których należy złożyć witraż. Niestety finalnie i całościowo nie był to witraż cieszący oko, to obraz zranionej duszy, której droga przez mękę życia doprowadziła do okaleczenia ciała i ...

Enigmatycznie trochę, prawda? To teraz bardziej dosłownie. Grzegorz to młody chłopak, który próbuje poradzić sobie z życiem. Gdy był małym jego ojciec zostawił rodzinę. Matka samotnie wychowująca chłopca często mu ulegała, pobłażała negatywnym zachowaniom. Dorastający Grześ zaczął sprawiać coraz więcej problemów, opuścił się w nauce, zaczął wagarować, coraz więcej czasu spędzał w swoim pokoju - odcięty całkowicie do świata nie wykazywał żadnego zainteresowania życiem. Wakacje spędzał u ojca, ale zupełnie nie potrafił z nim rozmawiać. Taki scenariusz niestety często ma miejsce, małżeństwa się rozpadają, a bezstresowo wychowywane dzieci pozbawione poczucia bezpieczeństwa, przekraczają kolejne granice.

Granice które przekraczał Grzegorz dotarły do punktu krytycznego. Chłopak sięgnął po narkotyki, to już była równia pochyła. Przerzucanie się odpowiedzialnością między rodzicami, żal, pretensje. W tym wszystkim zagubiony Grzegorz...

Ta powieść zbudowana z krótkich zdań, porwanych dialogów pełna jest emocji. Czyta się ją bardzo szybko, ale jak pisałam z uwagą wyostrzoną na maxa. Jej objętość nie jest duża, ale to wystarczy, wystarczy by podjąć ten temat i gruntownie go sobie przemyśleć: samotność, odrzucenie, brak poczucia bezpieczeństwa.

Ta historia to nie wyobraźnia autorki, to historia która wydarzyła się na prawdę. W posłowiu znajdziemy wyjaśnienie pewnych aspektów, poznamy trochę bliżej bohatera. Autorka zdradza też jakie w niej emocje wywołało pisanie tego tekstu.

Polecam, bo nie pożałujecie poświęconego książce czasu! Polecam bo drobny wysiłek z waszej strony zaprocentuje, być może zwrocicie baczniejszą uwagę na swoje dzieci lub na dzieciaki z sąsiedztwa i uda się zapobiec kolejnej tragedi z narkotykami w tle.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce Agnieszce Lis, a za udostępnienie pliku do recenzji, Iwonie Niezgodzie organizatorce niezależnego plebiscytu na polską książkę roku „Brakująca Litera” 2018.






Jest to 88 książka przeczytana w 2019 roku
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza wrzesień
#czytambopolskie wrzesień

czwartek, 12 września 2019

Kamerdyner

TYTUŁ: Kamerdyner

AUTOR: Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał Pruski

WYDAWNICTWO: Agora

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 375



W sierpniu podczas sprzątania po remoncie naszła mnie ochota na audiobooka (wiecie takie sprzatanie w ciszy to nic fajnego), przeszukałam YouTube i trafiłam na "Kamerdynera". Dałam się wciągnąć tej historii zaczynającej się w styczniu 1900 roku. Oczywiście nie jest dostępny do darmowego odsłuchania cały audiobook więc postanowiłam wypożyczyć książkę.

Jak dla mnie była to historyczna petarda. Książka której tło stanowią prawdziwe wydarzenia, barwne postacie, które są odbiciem rzeczywistych osób, poruszający wątek miłosny, który nie gra tutaj pierwszych skrzypiec. Głównym bohaterem jak dla mnie były Kaszuby, region który walczył o swoja przynależność do Polski. Czy da się się opowiedzieć 45 lat wielkiej historii na zaledwie 370 stronach? Nie. Ta historia wymaga co najmniej kilku tomów. To co otrzymaliśmy w powieści "Kamerdyner" to wyciąg najważniejszych wydarzeń, to historia niekiedy zbyt ogólna, gdzie indziej znów bogata w szczegóły. Nie jest to jednak z mej strony zarzut, to przemawia przeze mnie niedosyt, bo ja doskonale znajduje się w takich historycznych klimatach.

Mateusz Kroll syn koniuszego wychowywał się w pałacu jaśnie pana Hermana von Kraussa na równi z jego dziećmi Maritą i Kurtem. Historia tego chłopca zwiazana jest z plotkami dotyczącymi jego pochodzenia, powszechnie bowiem wiedziano o "słabości" Kraussa do służących... Może nie byłoby to aż tak ważne gdyby nie to że dorastający wspólnie Mateusz i Marita zaczynają się w sobie zakochiwać. Matka dziewczyny Gerda w porę dostrzegła zagrożenie i wysyła oboje do różnych szkół. W ten sposób tylko podsyciła tęsknotę, z drugiej jednak strony urchroniła młodych przed koszmarem I wojny światowej.

Po traktacie wersalskim ziemie Kraussów zostały podzielone granicą polsko-niemiecką. Przedstawiciel Kaszubów Miotke dbał o dobre stosunki z jaśnie państwem, spełniło się jednak jego marzenie i część regionu została wcielona do Polski. Ten wątek nowego porządku po wielkiej wojnie był na prawdę świetnie opisany. Nowa polska władza musiała pokazać kto rządzi na tych ziemiach, Kraussów pozbawiono hektarów, potem dworu - wszystko zgodnie z prawem, ale z brakiem szacunku dla człowieka.

Czas II wojny światowej to odbicie się Kraussów od dna. To okres w którym szybko się wzbogacili i mogli odpłacić za doznane w czasie międzywojnia krzywdy. O Kaszubach którzy znaleźli się na niemieckich listach dotąd nie wiedziałam, ten temat jakoś nie był szeroko w szkole omawiany. A nie wolno zapominać (lub o nich wcale nie wiedzieć) o takich wydarzeniach jak ludobójstwo w Piaśnicy - w powieści szczegółowo opisane, a widziane oczami Mateusza.

Ta powieść to nie jest romans historyczny, to powieść obyczajowo-historyczna. Wojna zawsze pozostawia swój ślad, czasy w których żyjemy nas krztałtują, wydobywają z nas pierwotne instynkty. W książce znajdziemy różnych bohaterów, mężczyzn, kobiety przez 45 lat dojrzewali, zmieniali poglądy, szli z wiatrem lub pod wiatr. To historia pełna ludzkich wyborów, życia pełnego bólu ale i radości. Ja w powieściach historycznych lubię właśnie to, obserwować zmiany jakie zachodzą w poszczególnych bohaterach pod wpływem wydarzeń historycznych - tutaj dostałam to w na prawdę szerokim wymiarze.

Narracja jest płynna, nie jest to zalew podręcznikowych wiadomości historycznych. Tło jest doskonale odmalowane, von Kraussowie ich maniery, ich otoczenie - ta wyższa warstwa społeczna. Z drugiej Kaszubi oddający się pracy, wyczekujacy wolnej Polski.

Jestem zachwycona tą powieścią. Gdy tylko będę miała okazję to obejrzę również film (widziałam zwiastuny i robią wrażenie). Oglądaliście "Kamerdynera", a może czytaliście książkę lubi słuchaliście audiobooka? Dajcie znać w komentarzu. Jeśli jednak ta powieść (w jakiejkolwiek formie) jeszcze to szczerze polecam.

Jest to 87 książka przeczytana w 2019 roku
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza wrzesień
#czytambopolskie wrzesień