niedziela, 17 listopada 2019

Dziennik Reni

TYTUŁ: Dziennik Reni

AUTOR: Anna Rink

WYDAWNICTWO: Warszawska Firma Wydawnicza

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 305


Po książki, w których akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej sięgam raczej rzadko. Tutaj skusił mnie tytuł, bo wszelkie dzienniki czy pamiętniki czyta mi się dobrze, lubię zawarte w nich emocje, rozbudzam też swoją empatię. Autorką dziennika w tej książce jest 11 - letnia Renia, zapowiadała się więc nie łatwa lektura ale postanowiłam się z nią zmierzyć.

Renia jest najstarszą córką kierownika szkoły w Kamieńcu. Zaczyna pisać swój dziennik gdy jej tata zostaje aresztowany. Mama Anna zostaje w domu z siedmiorgiem dzieci, wkrótce na świecie ma się pojawić kolejne maleństwo. Rodzinna mieszka w budynku szkoły, mają do dyspozycji obszerne pomieszczenia i spory ogród. Dzieci od małego nauczone są posłuszeństwa i pracy, pomagają matce w codziennych obowiązkach, gdy rodzi się Jolka tych obowiązków przybywa. Renia w swym dzienniku skrzętnie notuje wydarzenia każdego dnia, opowiada o tęsknocie za ojcem, który nie wrócił po trzech dniach, a którego zesłano do obozu w Dachau. Opisy są drobiazgowe, dziewczynka opisuje kto odwiedza ich dom, jak pomagają im sąsiedzi przynosząc jedzenie, opisuje drogę na pocztę po paczki od rodziny, wymienia co mogli wysłać tacie. Spora część dziennika to właśnie takie wymienianki, kto napisał list, kto przyniósł jedzenie, co naszykowali tacie do paczki. Dla czytelnika jest to dość monotonne, nie ma tutaj akcji, tylko monotonia życia.

Z perspektywy czytelnika zbyt łatwo mi to napisać, że książka była monotonna, ale przecież tak wyglądała wojna na wsi. W Kamieńcu nie odbywały się żadne wojskowe działania, mieszkańcy byli pod okupacją niemiecką i musieli przestrzegać prawa i ograniczeń. Samotnej kobiecie na pewno nie łatwo było ogarnąć tę codzienność, w której dominowała tęsknota za mężem.

Gdy Renia kończy 13 lat musi zacząć pracować. Na szczęście udaje jej się znaleźć pracę blisko wuja w ogrodnictwie. Rodzinę odwiedza tylko raz w tygodniu i wtedy pisze swój dzienniczek. Wpisy są wtedy bardziej dynamiczne, bo nie skupiają się na drobiazgach. Dzieci dorastają, całe ich beztroskie lata pochłonęła okupacja. Czworo z rodzeństwa musiało pracować u Niemca, pani Ania mogła zostać z najmłodszymi w domu, uczyła dzieci czytać i pisać po polsku, codziennie odmawiała z nimi pacierz o rychłe zakończenie wojny i szczęśliwy powrót męża do domu.

Z dzienniczka Reni przebija przede wszystkim miłość do rodziny, szacunek do matki (tata w urodziny każdego dziecka przynosił swojej żonie kwiaty w podziękowaniu za trud wychowania). W dzisiejszych czasach rodzina z ośmiorgiem dzieci otrzymuje łatkę patologia, a na początku XX wieku to była norma. Jednak z kart tej książki na prawdę wyłania się obraz wspaniałej rodziny - jestem pełna podziwu.

Dziennik czytało się szybko, jest napisany prostym językiem. Moim zdaniem książka zyskałaby sporo gdyby dołączyć jeszcze wspomnienia mamy i opis pobytu taty w obozie. Takie wielowymiarowe spojrzenie na temat zawsze poczytuję na plus. Tutaj relacja jest tylko jednostronna.

Pamiętnik Reni rzeczywiście powstał w latach wojennych, opracowała go jej córka Anna. Polecam wam lekturę tej książki, codzienność wojenna, walka o przetrwanie, walka ze strachem i tęsknotą. "Dziennik Reni" to poruszający zapis historii pozbawiony krwawych scen, warty poznania, by uchronić przyszłe pokolenia przed widmem wojny.

Polecam.

Książkę przeczytałam dzięki współpracy z portalem Sztukater.pl


Jest to 115 ksiażka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:

* Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

piątek, 15 listopada 2019

#zksiążkąpodkocykiem

#zksiążkąpodkocykiem


Dziś zapraszam na wpis w ramach kampanii Z książką pod kocykiem - to akcja blogerów tworzących KLUB KSIĄŻKI pod nazwą "PRZECZYTAJ I PODAJE DALEJ" promująca czytelnictwo.

Do grupy zapraszam tutaj <klik>

Pomysłodawczynią kampanii jest Magda z bloga Save the magic moments.

Akcja polega na poleceniu książki idealnej na jesienne czytanie pod kocykiem. Polecać nie będę tylko ja, ale również moje blogowe koleżanki. Ta kampania to również dni otwarte na blogach :) Zapraszam:

Monika z bloga Kanapa Literacka, to taka moja blogowa dobra dusza. Blog Moniki był jednym z pierwszych, które zaczęłam czytać. Kilka książek z jej polecenia trafiło na moją czytelniczą listę, a jeśli nie byłam do którejś do końca przekonana, to ona po prostu przesłała mi książki - no i jak ja mogłam ich nie przeczytać ;) o serii Nory Roberts, którą poleciła mi Monika przeczytacie tutaj <klik>.

Na dzisiejszą jesienną polecajkę Monika przygotowała mini recenzję powieści jednej z jej ulubionych autorek Paulliny Simons (książki tej autorki to jest mój ogromny wyrzut sumienia).



"Łowca Tygrysów" jest pierwszym tomem cyklu: Kres wieczności.
Młody i przystojny Julian Cruz wiedzie szczęśliwe życie w bajkowym Los Angeles. Ma dziewczynę, wspaniałego przyjaciela i pokłady młodzieńczej radości. W czasie wyjazdu do Nowego Jorku poznaje młodą aktorkę, która dubluje w spektaklu samą Nicole Kidman. Josephine Collins trafia w niego niczym piorun. Julian od pierwszego wejrzenia wie, że to kobieta jego życia. Kiedy dziewczyna przyjeżdża do Los Angeles, porzuca on całe swoje dotychczasowe życie byle tylko być przy niej. Jest ostrzegany przez bliskich. Josephine wydaje się być chodzącą zagadką. Otacza ją tak wiele tajemnic, że staje się przez to niemal nierzeczywista. Zakochani zachowują się, jakby świat wokół nich zniknął. Aż dochodzi do tragedii, a na jaw wychodzą wszystkie sekrety młodej aktorki.Załamany Julian ostatecznie porzuca swoje miasto i ucieka do Londynu. Tam egzystuje na granicy życia i śmierci. Aż trafia na zagadkowego mężczyznę. Devi Prak daje mu możliwość ponownego ujrzenia ukochanej.Julian rzuca wyzwanie wszystkiemu co logiczne i przekracza bariery czasu i przestrzeni, żeby znowu połączyć się z Josephine. Wyrusza w podróż, z której nikt jeszcze nie wrócił.Autorka znana z wielkich dramatów, opowiadających o równie wielkich emocjach, tym razem zupełnie zaskakuje swoich fanów. Czy ktoś mógł się spodziewać romansu fantasy? Jest to powieść, która przez bardzo długi czas utrzymuje się w absolutnie realnych ryzach, po czym dajemy głębokiego nura w fantastykę. Bez ostrzeżenia, bez nabrania oddechu. To lekko oszałamia.Uwielbiam wątki podróży w czasie i przestrzeni, więc i w tym przypadku czytałam z wypiekami na twarzy.Świetne przemyślenia, doskonałe konwersacje, niebywała wiedza filozoficzna i przepiękny styl literacki. Opisy emocji balansujące na granicy poezji podrywają serce do wielkich wzruszeń. Jeśli ktoś już czytał autorkę, szybko odnajdzie ją między stronami.Paullina Simons, która stworzyła już około piętnastu mocnych powieści sięga dalej i rozwija swój talent z równym rozmachem, z jakim pisze. Czy jej się to uda, okaże się po finalnym tomie Kresu wieczności.

Z Ewą "znam się" stosunkowo niedawno, to kolejna dobra duszyczka z blogosfery. Dzieli się ze mną informacjami o możliwości podjęcia fajnych recenzenckich współprac. Chętnie również doradza w wyborze zdjęć gdy czasami poniesie mnie z obróbką i nie wiem którą fotkę wybrać. Mamy podobny czytelniczy gust i zupełnie mnie nie dziwi że Ewa na polecajkę wybrała "Sekrety Julii" Anny Płowiec (chyba wspólne oczekiwanie na tę premierę nas jakoś do siebie zbliżyło ;) )


Ewa prowadzi bloga "Nie tylko o książkach"<klik>




„Sekretów Julii” to książka, która mnie zachwyciła i wzbudziła we mnie masę emocji.
Akcja powieści toczy się w dwóch czasoprzestrzeniach, przedstawiając losy matki – Julii, oraz jej córki Alicji. Narracja książki skupia się przede wszystkim na poznawaniu miłości Julii, która napotkała na swojej drodze wiele przeciwności. Czy uda się jej osiągnąć upragnione szczęście?

Wydarzenia rozgrywają się na malowniczych tatrzańskich szlakach i w magicznym Krakowie. Zachwycające opisy przyrody i okrutnego systemu panującego w powojennych czasach, pozwalają wyobrazić sobie scenerię w jakiej mają miejsce przypadkowe zdarzenia, naprzemiennie powodując smutek i radość. Nacechowanie powieści tak wieloma skrajnymi emocjami powoduje, że książka czyta się sama i nie sposób się od niej oderwać. 

Pełna opinię Ewy o tej niesamowitej powieści znajdziecie tutaj <klik>

Ja też długo się zastanawiałam jaką książkę Wam polecić, która z przeczytanych przeze mnie powieści umili wam jesienne wieczory. Przeglądając półki zatrzymałam wzrok na powieści, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, która przeniosła mnie w zupełnie inny świat.




"Dżentelmen w Moskwie" Amor Towles
Hrabia Aleksander Ilijcz Rostow zostaje skazany przez bolszewicki sąd na dożywotnie przebywanie ekskluzywnym Metropolu, nie może go opuścić, ale może się po nim swobodnie poruszać. Nie jest samotny, doskonale dogaduje się niemal ze wszystkimi pracownikami hotelu. W jego życiu niespodziewanie pojawiają się też dwie małe dziewczynki, które na jego oczach stają się kobietami, a on ma wpływ na kształtowanie ich charakterów. Dzieje się również odwrotnie, postacie kobiece inspirują bohatera, mimo zamknięcia otwierają przed nim nowe możliwości.
Akcja dzieję się na przestrzeni trzydziestu dwóch lat  (1922-1954) - narracja bardzo dobrze poprowadzona, lekki styl i wyrazistość postaci. Wszystkie te czynniki dostosowane do sfery z której wywodził się hrabia.
Książka z nutą historii obyczajowej, takiej jak lubię najbardziej. W tle jednak Historia przez duże H, która dzieje się za murami Metropolu, a która czasami przekracza jej progi i ma wpływ na jego mieszkańców.
Piękna okładka, której elementy doskonale pasują do treści. Treść, która idealnie opisuje maksymę zawartą na okładce PRAWDZIWE BOGACTWO NOSIMY W SOBIE.
Ostatnie 100 stron przeczytałam jakby w zwolnionym tempie. Trudno było mi się rozstać z Aleksandrem Rostowem i pracownikami hotelu Metropol.
Zamknęłam ksiażkę z myślą że chcę przeczytać ją jeszcze raz. Może tej jesieni będzie ku temu okazja?



Mam nadzieję, że dzisiejsza wizyta na blogu dostarczyła Wam inspiracji. Jeśli macie ochotę na poszukiwania kolejnych wspaniałych czytelniczych pozycji zapraszam na Instagram.

czwartek, 14 listopada 2019

Branki w jasyrze

TYTUŁ: Branki w jasyrze

AUTOR: Deotyma (Jadwiga Łuszczewska)

WYDAWNICTWO: Mg

ROK WYDANIA: 2019 (pierwsze wydanie 1889 r.)

LICZBA STRON: 334



Kontynuuję swoją wędrówkę przez powieści historyczne, chociaż nie trzymam się chronologii. Była starożytność,  wiek XVIII, oraz przełom XIX i XX wieku. Teraz czas na recenzję książki, której akcja rozpoczyna się w 1240 r., smaczku dodaje fakt, że jest to powieść która została wydana po raz pierwszy w 1889 r.

Ludmiła mieszka w posiadłości swojej przyjaciółki i krewniaczki Elżbiety. Młoda kobieta jest sierotą, a o jej losie decydują stryjowie, którzy mają zamiar wydać ją za szwagra Elżbiety. Dla mężczyzn to świetny interes, ponieważ nieumiejętnie zarządzając majątkiem wychowanki popadli w długi. Elżbieta pełna trwogi o przyszłość przyjaciółki wybiera się z nią do Krakowa. Na tronie zasiada Bolesław Wstydliwy, a jego żoną jest Kinga (przyszła święta). Autorka pięknie odmalowała XIII wieczny drewniany Kraków, dwór królewski i życzliwość z jaką przyjmowani są goście. Sprawę fatalnych zaręczyn udaje się pomyślnie rozwiązać. Nasze bohaterki nie mogą jednak głęboko odetchnąć, nad krajem wisi widmo tatarskiego najazdu.

Mury obronne zamku w Żegnańcu niestety nie były w stanie obronić niewiast przed hordą Tatarów. Uciekając podziemnym tunelem wpadają w zasadzkę. Ludmiła, Elżbieta i jej syn Jasio trafiają do niewoli. Kobiety odznaczają się nieprzeciętną urodą dlatego przeznaczone zostają jako dar dla chana - przerażone tą wizją próbują ucieczki. We wrogim obozie udaje im się znaleźć sprzymierzeńca, niestety zostają rozdzielone. W heroicznym akcie Ludmile udaje się uratować Jasia i odesłać do wuja, brata zakonnego we Wrocławiu. Sama wraca do Elżbiety. W wyniku zawirowań i przesądów, splamiona ucieczką nie może być podarunkiem dla chana, pojmuje ją za żonę jeden z jego dowódców. Kobieta nie przyjmuje pokornie swojego losu, co bardzo podoba się Ajdarowi, który zgadza się na chrześcijański ślub.

Kobiety wędrują z tatarskim taborem i docierają do Mongolii. Podróż opisana jest z wielkim rozmachem, autorka w drobnych szczegółach oddała opis domów na kołach, przepysznych strojów, bogactwa. Branki wiodą w jasyrze spokojne dostanie życie, wszak są pod skrzydłami wysokich rangą obywateli. Ludmiła bierze udział w wyborach nowego chana - zaglądamy za kulisy dyplomacji, poznajemy intrygi, które nie były obce mongolskim ludom.

Kobiety nie były jednak szczęśliwe, tęskniły za krajem, za obrządkami chrześcijańskimi, a przede wszystkim za Jasiem, którego los był nie znany. To miłość do syna trzymała Elżbietę przy życiu, a Ludmiła nigdy nie opuściłaby przyjaciółki. W niewoli tatarskiej mija 20 lat, w tym czasie zmienia się kierunek polityki i chan szykuje wyprawę na Chiny. Jednak kilka mniejszych oddziałów wyrusza na zachód, w tym ten dowodzony przez męża Ludmiły. Podczas tej wyprawy kobieta zapada na trąd. Odtrącona przez męża razem z Elżbietą przedostaje się do Europy. Czy uda im się dotrzeć do Krakowa, czy odnajdą Jasia?

Książkę czytało się wyśmienicie, bogactwo opisów, historyczne perełki wszystko to poczytuje na plus. Fabularnie jednak były momenty gdy autorkę ponosiła wyobraźnia, mimo to losy bohaterek oddała bardzo spójnie. Druga część, czyli powrót do Europy, była jednak mało prawdopodobna ale doskonale wpisała się w średniowieczny nurt legend i żywotów świętych.

Jak już wspomniałam opisy odznaczały się drobiazgowością, ale nie było to nużące. Dla osób interesujących się historią ten jej wycinek, być może dotąd nie za bardzo zgłębiany może być nie lada gratką. Przyznam się szczerze, że z tego okresu niewiele pamiętam z lekcji czy wykładów dlatego była to dla mnie tak pasjonująca przygoda.

Głównymi bohaterkami są Ludmiła i Elżbieta, przedstawicielki średniowiecznych kobiet wyższego stanu. Ich indywidualna charakterystyka jest raczej ogólna, odznaczają się pobożnością, czystością myśli i czynu, pokładają ufność w Bogu. Tak, na podstawie opisu tych postaci możemy stworzyć ogólny obraz kobiet z XIII wieku.

Podsumowując: "Branki z jasyru" to powieść historyczna, opisana pięknym językiem, pełna szczegółów, zachwycająca w opisach. Fanom historii jak najbardziej polecam, a dla tych którzy za historią w szkole nie przepadali niech to będzie powieść przygodowa, która otworzy wam wrota przeszłości. Polecam.


Książkę przeczytałam dzięki współpracy z portalem Sztukater.pl
Jest to 114 ksiażka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:

* Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

wtorek, 12 listopada 2019

Hope again

TYTUŁ: Hope again

AUTOR: Mona Kasten

WYDAWNICTWO: Jaguar

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 327


Bardzo dawno nie miałam w rękach książki z gatunku young adult. Książki autorki znam tylko z widzenia bo na Instagramie często pojawiają się zdjęcia jej powieści. Gdy więc nadarzyła się okazja sięgnęłam po Hope again czyli 4 tom serii Begin again.

Raczej średnio zaczynać czytać serię od środka ale łatwo można było się połapać więc ze zrozumieniem akcji nie było problemów. Każdy tom ma innego głównego bohatera, a pozostałe osoby to przyjaciele wspierający w trudnych chwilach. W tej części narratorką jest Everly - 21 letnia studentka.

Dziewczyna chodzi na zajecia z kreatywnego pisania, niby zwykły przedmiot w programie nauczania, ale dlaczego ona zawsze przychodzi na niego wcześniej, a tuż przed wejściem na salę dyskretnie poprawia makijaż? Odpowiedź jest tylko jedna - wykładowca, 28 -letni, zabójczo przystojny Nolan. Mężczyzna ma bardzo dobry kontakt ze studentami, zadaje im ciekawe prace domowe, które omawiają na zajeciach lub indywidualnie wymieniając maile. Everly często w swoich wypracowaniach odnosi się do trudnego dzieciństwa, Nolan zauważa wyjątkową wrażliwość dziewczyny. Nocna wymiana meili dotycząca zajęć z czasem zmienia się w zwierzenia.

Everly ma spory bagaż przykrych doświadczeń, jej ojciec był przemocowcem. Gdy mama wreszcie się od niego uwolniła desperacko poszukiwała miłości pakując się w nieodpowiednie związki. Dziewczyna czuje się za nią odpowiedzialna, dlatego z nieufnością podchodzi do jej nowego partnera. Do tego wychodzi na jaw iż kobieta kontaktuje się z byłym mężem i spłaca jego długi. Everly trudno siebie z tym poradzić, zwlaszcza, że to sekret który stara się zachować dla siebie, nie chce nim obarczać przyjaciół. Jedyną osobą przed którą może się otworzyć jest Nolan. Mężczyzna jednak wie, że związek studentki i wykładowcy nie ma szans na przyszłość.

Co jednak gdy Everly zrezygnuje z zajęć kreatywnego pisania? Okazuje się, że ona też nie jest mu obojętna. Czy to już prosta droga do happy end´u? Jeszcze nie, ponieważ młody mężczyzna też ma za sobą trudną przeszłość i demony, z którymi jeszcze się nie uporał.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Studenckie życie, kawa pita w kafejce, spotkania z przyjaciółmi, pierwsza miłość. Relacje opisane w tej książce nie należą do najłatwiejszych, każdy z bohaterów zmaga się ze swoimi problemami i by stworzyć coś głębszego z drugą osobą musi przepracować swoją przeszłość. Autorka obarczył bohaterów ciężkimi problemami ale są one jak najbardziej realne, możliwe w prawdziwym życiu. Poprzez narrację pierwszoosobową możemy lepiej zrozumieć emocje z którymi boryka się Everly.

Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ciekawy wątek. Wybór kierunku studiów Everly związany
był ściśle z marzeniem jej mamy o założeniu agencji literackiej. Dziewczyna co prawda lubi literaturę, ale nie jest pewna czy chciałaby z nią wiązać całe życie. Jak jednak powiedzieć to mamie która wzięła spory kredyt by córka mogła się uczyć? Everly stanie przed wielkim dylematem - własne potrzeby czy.marzenia mamy?

Książka okazała się miłym przerywnikiem od historycznych i kryminalnych klimatów. Słodko-gorzka powieść z ciekawie wykreowanymi bohaterami. Jako młodzieżówka jak najbardziej wpasuje się w młodzieńcze gusta. Jak pisałam dla mnie była przyjemnym czytadłem ale nie czuję potrzeby by jakoś desperacko szukać wcześniejszych tomów, przy odrobinie czasu i chęci na czytelniczy reset jednak im nie odmówię.

Książkę przeczytałam dzięki współpracy z portalem Sztukater.pl

Jest to 113 ksiażka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

niedziela, 10 listopada 2019

Amber gold

TYTUŁ: Amber gold
AUTOR: Krzysztof Beśka

WYDAWNICTWO: Oficynka
ROK WYDANIA: 2019
LICZBA STRON: 496




Bez problemu odnajduję się w gatunku jakim jest kryminał retro dlatego coraz częściej sięgam po takie książki. Powieść Amber gold zachęca opisem afera finansowa, poszukiwania zaginionego młodzieńca, prywatne problemy detektywa. Z zainteresowaniem zasiadłam do lektury.

Kilka uwag technicznych:

Przed prologiem mamy 5 stron tekstu, który można wziąć za wprowadzenie, ale trochę nie zgadzają się ramy czasowe, o tym jednak za chwilę. Następnie mamy prolog, w którym młody chłopak spóźnia się na pociąg, a zamiast czekać na kolejny upija się i zostaje napadnięty. Rozpoczyna się akcja właściwa podzielona na rozdziały. Akcja okropnie skacze, raz jest tu, raz jest tam, po to by za chwilę wrócić i pojawić się w innym miejscu. Zbyt duże nagromadzenie zdarzeń i postaci od początku powieści nie wpływało na jej płynność. Pierwszego dnia przeczytałam zaledwie 80 stron. Potem akcja nieco się klaruje, ale pojawiają się od czasu do czasu wstawki, które trudno dopasować. Wiecie to jak z puzzlami, początek to chaos, zbyt dużo elementów, a później jest już tylko lepiej. O poprawie jakości czytania niech posłuży fakt iż drugiego dnia przeczytałam 190 stron, a trzeciego 226, kiedy to wszystko złożyło się w piękną całość.

Stanisław Berg był kiedyś cenionym detektywem, teraz jego reputacja znacznie się pogorszyła, a on często wykorzystywany jest do wykonania brudnej roboty. Łódzki przedsiębiorca Johann Wolfgang Gross zleca Bergowi odnalezienie syna, który nie wrócił z wakacji. W mieście zjawia się szantażysta, który za określoną kwotę wyjawi miejsce pobytu młodego Grossa, jego ojcu puszczają nerwy i mężczyzna żądający pieniędzy zostaje zamordowany.  Stanisław jednak wpada na trop i wyrusza w podróż do Gdańska, a później do Konigsbergu (Królewca) by odnaleźć chłopaka.

Można by rzec, że Stanisław przyciąga do siebie kłopoty, prawdą jednak jest, że to sprawy które prowadzi często pociągają za sobą niezbyt przyjemne konsekwencje. W obcym mieście udaje mu się jednak znaleźć schronienie u Żyda handlującego tytoniem, Berg ochronił jego sklep przed złodziejami. Rozniosła się więc falą po mieście informacja iż detektyw, wybawiciel rozwiąże każdą, nawet najtrudniejszą sprawę. Mężczyźnie było to początkowo nie w smak, ale właściwie dlaczego nie miałby tutaj zacząć wszystkiego od nowa? Do Stacha zgłosiło się sporo osób, które zaciągnęły kredyty w firmie pożyczkowej Amber Gold, która nalicza horrendalne odsetki za każdy dzień zwłoki w spłacaniu rat. Trop młodego Grossa jest ledwo wyczuwalny, jednak Bergowi udaje się uchwycić kilka nitek, jedną dość solidną wydaje się znajomość z młodziutką Leni córką konsula. Dziewczyna zakochała się w chłopaku z Łodzi, nie mogła jednak z nim być, bo wkrótce miały zostać ogłoszone jej zaręczyny z mężczyzną, którego wybrał jej ojciec.

Powieść jest wielowątkowa, postacie różnorodne opisane szczegółowo. Tak jak pisałam początek lektury może delikatnie zmęczyć. Wypowiedzi bohaterów są stylizowane i wpasowują się w realia epoki. Miasto opisane z detalami, klimat retro jak najbardziej oddany, aż słychać było konie pędzące po bruku. Nie ma w powieści żadnych odniesień do jakiś ważnych wydarzeń historycznych, ot obyczajówka z 1895 roku. Zagadka kryminalna ciekawie skonstruowana, budząca spore zainteresowanie. Stanisław Berg to mężczyzna charyzmatyczny, detektyw z licencją, posiada doskonały zmysł obserwacji i dedukcji. Jest to postać dobrze skonstruowana, zapadająca w pamięć myślę więc że usłyszymy o nim jeszcze nie raz.

W jakich ramach czasowych umieścić kryminał retro? 

Dla mnie to XIX wiek + początek XX do wybuchu II wojny światowej. W powieści Amber gold zgadza się to oczywiście jak najbardziej mamy bowiem rok 1895. Piszę o tym ponieważ chciałabym zaznaczyć pewien minus który dość mocno mnie uwiera. Tekst przed prologiem i tekst po epilogu - wydarzenia z czasów II wojny światowej, które nie wnoszą do powieści absolutnie nic, nie są w żaden sposób związane z Bergiem, ani nie zapowiadają wydarzeń z kolejnego tomu. Taka zagwostka jak dla mnie zupełnie zbędna.

Powieść "Amber gold" jak najbardziej polecam fanom gatunku, i wielbicielom kryminałów i fanom powieści retro. Przebrnijcie pierwsze 100 stron, a potem będzie czytało się rewelacyjnie, a satysfakcja pozostanie z wami na dłużej.

Jest to 112 ksiażka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek