piątek, 18 września 2026

Lottie Brooks

 TYTUŁ: Lottie Brooks i narciarska turbo kompromitacja 

AUTOR: Katie Kirby

WYDAWNICTWO: Znak emotikon

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 333

Jeśli trafiliście na tę książkę w zapowiedziach i pierwszą waszą myślą było: o to coś dla mojej córki - to zasadniczo mogę się zgodzić, ale wczesniejsze tomy też powinniście kupić :) 

Narciarska turbo kompromitacja to bezpośrednia kontynuacja "Lottie Brooks kontra wredne dziewczyny", a zdecydowanie lepiej wiedzieć dlaczego Lottie miała spięcie z Amber i dlaczego Amber w ramach przeprosin zaprosiła Lottie na wyjazd na narty.

Słów kilka od mojej córki (16 lat), która Lottie czyta od pierwszego tomu, kiedy sama miała prawie 12 lat, tak jak główna bohaterka:

W tej książce Lottie jedzie na narty z Amber, jej przyjaciółką, która chce naprawić ich relacje. Rodzice Amber sie rozwodzą, a jej tata ma nową dziewczyne Tamare, która jest straszną snobką. Amber jej nie lubi i nie chce z nią przebywać. Sytuacje pogarsza to, że Tamara ma dzieci, syna w wieku brata Lottie i córke która okazuje sie okropną dziewczyną (znam ją z innego tomu). L i A nazywają ją zadartym nosem.

Nie jest to najlepsza książka jaką czytałam chociaż było dużo śmiesznych momentów. Jest ona skierowana bardziej do młodszych czytelników. Mimo to bawiły mnie zachowania Lottie. Lubie w tych książkach to, że sa napisane w taki sposób, że szybko sie je czyta. Najbardziej zapamiętałam i najbardziej sie uśmiałam kiedy razem z rodziną przyjaciółki Lottie poszła do drogiej restauracji z fondue. 

Z sentymentu polecam stałym czytelniczkom Lottie, ale generalnie jest to seria dla młodszych dziewczyn. 

Ja z przyjemnością wróciłam do przygód Lottie. Tak bardzo odpowiada mi humor, że dla swojej przyjemności przeczytałam też jeden z wcześniejszych tomów :) opisane sytuacje są bardzo realne, pokazują czym przejmują się nastolatki, jak ważna dla nich jest przyjaźń i przynależność do grupy. 

Polecam mamom i córkom :) 

czwartek, 10 września 2026

Cienie Turynu

TYTUŁ: Cienie Turynu

AUTOR: Fruttero & Lucentini

WYDAWNICTWO: Noir Sur Blanc

ROK WYDANIA: 2026 (1972)

LICZBA STRON: 501

CZAS AKCJI: lat 70 XX wieku

Architekt Garrone zostaje znaleziony w swoim biurze. Martwy.

Powieść zaczyna się dobrze, mocnym akcentem. Ale! Prowadzący sprawę komisarz Santamaria to człowiek bardzo ostrożny, momentami aż przesadnie taktowny wobec osób, które zdecydowanie nie ułatwiają mu pracy. A przecież tutaj chodzi o morderstwo! Miałam wrażenie, jakby dosłownie chodził na paluszkach wokół przesłuchiwanych.

Anna Carla i Massimo to przedstawiciele „towarzystwa”. Ich dni wypełnia przede wszystkim monotonna codzienność, w której nie muszą martwić się o pieniądze. Przez pewien niewysłany list zostają powiązani z ofiarą. Spotkanie z komisarzem okazuje się niezwykle miłą odmianą w ich nudnym życiu. Są to bohaterowie niezwykle irytujący. Aroganccy, przekonani o swojej wyższości, potrafią zacząć zdanie, a potem zostawić je gdzieś w połowie… 

Przyznaję się od razu: trochę omijałam opisy. I dialogi, które momentami miałam wrażenie, że absolutnie nic nie wnoszą. Zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do kryminałów mocniejszych, konkretnych i do znacznie bardziej zdecydowanych śledczych.

„Cienie Turynu” zaczęły mnie naprawdę wciągać dopiero wtedy, kiedy zbliżały się do końca. Ostatnie kilkadziesiąt stron przeczytałam z dużo większym zainteresowaniem, bo wreszcie dostałam to, na co czekałam: konkrety. Rozwiązanie sprawy zostało wyłożone bez zbędnego krążenia wokół tematu, było logiczne i co najważniejsze satysfakcjonujące.

Te 500 stron powieści mogę więc podsumować krótko: egzaltowani bohaterowie, niedopowiedzenia, urywane zdania i sporo krążenia wokół tego, co właściwie się wydarzyło. Momentami miałam ochotę powiedzieć: naprawdę, przejdźmy już do rzeczy.

Czy to znaczy, że „Cienie Turynu” są złym kryminałem? Nie.

Po prostu chyba nie jest to kryminał dla mnie.

Widzę, że za tą historią stoi określony styl i pomysł na prowadzenie opowieści, w którym sprawa kryminalna jest właściwie pretekstem do przedstawienia portretu mieszkańców Turynu. Tylko że ja, jako czytelniczka, potrzebowałam tutaj czegoś innego. Mniej salonowych gierek, a więcej śledztwa.

I chyba na tym zakończę, bo czasami najlepszą recenzją jest po prostu przyznanie:

To nie była moja książka.

Bo przecież nie każda przeczytana książka musi nią być.

czwartek, 3 września 2026

Podsumowanie sierpnia

 


Jak to bywa z początkiem września ogarnianie rzeczywistości bywa bardzo intensywne 😅 

W sierpniu czytało mi się bardzo dobrze, nawet zdjęłam z półki dwie książki które stały tam od bardzo dawna 🫣📚


Były oceny bardzo wysokie i średnie, były lektury przejmujące ale też i takie które mega mnie irytowały, były typowo rozrywkowe, ale też i takie dzięki którym czegoś się nauczyłam - pełen wachlarz emocji i możliwości 📖❤️


4 audiobooki i totalny mix gatunkowy.

Nie włączam jeszcze trybu jesiennego 🍂 chce się jeszcze cieszyć latem ☀️ w TBR na nowy miesiąc kilka książek z biblioteki i reread który planuje już od stycznia 😄

Co u Was?


wtorek, 25 sierpnia 2026

Sapiens - opowieść graficzna

 TYTUŁ: Sapiens opowieść graficzna. Część 4. Wiek rewolucji 

AUTOR: Yuval Noah Harari

WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie 

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 242

Uwielbiam odkrywać historię poprzez analizę źródeł, wyprawy do muzeów i archiwów czy rozmowy ze starszymi ludźmi. Ale najczęściej są to jednak wycinki, małe fragmenty większej układanki. Dlatego tak bardzo zaciekawiła mnie „Opowieść graficzna. Wiek rewolucji” na podstawie książek Yuvala Noaha Harariego. To obszerna analiza epoki wielkich przemian – rewolucji naukowej i przemysłowej – podana w formie komiksu, która okazała się naprawdę ciekawym doświadczeniem zarówno czytelniczym, jak i poznawczym.

Wszystko to było przecież w szkole, ale kto wtedy zagłębiał się w szczegóły? 😉 Tutaj skomplikowane procesy, zależności i przemiany zostały przedstawione w bardzo przystępny sposób. I już na początku pojawia się myśl, która świetnie pokazuje kierunek całej opowieści: wiek rewolucji rozpoczął się od przyznania, że… nie wiemy wszystkiego. 🤯 To właśnie zakwestionowanie dotychczasowej wiedzy stało się jednym z motorów rozwoju nauki.

Najbardziej podobał mi się rozdział poświęcony ekonomii, bo to akurat zawsze była dla mnie czarna magia. 🫣 Harari pokazuje jednak, że gospodarka to nie tylko pieniądze i liczby, ale system oparty przede wszystkim na ludzkiej wierze i zaufaniu. Pieniądz działa dlatego, że wierzymy, iż inni również uznają jego wartość. A kredyt? To właściwie wiara w przyszłość i przekonanie, że jutro będzie lepsze od dziś. Nagle ekonomia zaczyna mieć zdecydowanie więcej sensu!

Bardzo mocno wybrzmiały też dla mnie pytania o rozwój nauki. Od czego właściwie zależy kierunek badań? W dużej mierze od pieniędzy. A te mają w swoich rękach siły polityczne, ekonomiczne i ideologiczne. Nauka nie utrzyma się sama, potrzebuje finansowania, a to oznacza, że ktoś zawsze decyduje, które badania są ważne, a które mogą poczekać.

I tutaj komiks zaczyna być czymś więcej niż tylko opowieścią o przeszłości. Skłania do zastanowienia się nad światem, w którym żyjemy dzisiaj.

„Nigdy jeszcze nie mieliśmy takich możliwości jak dziś, lecz nie wiemy, co z nimi robić. Mało tego – robimy się coraz bardziej nieodpowiedzialni.”

Trudno się z tym nie zgodzić. Rozwój dał nam możliwości, o których wcześniejsze pokolenia nawet nie mogły marzyć. Tylko czy sama możliwość korzystania z nich oznacza, że potrafimy zrobić z nich dobry użytek?

„Mamy 1000 razy więcej możliwości niż ludzie z epoki kamienia łupanego, ale wcale nie jesteśmy przez to 1000 razy szczęśliwsi?”

„Wiek rewolucji” nie jest wyłącznie lekcją historii. To opowieść o tym, jak zmienialiśmy świat, ale również o cenie tych zmian i o odpowiedzialności, która wraz z rozwojem spada na człowieka.

Bardzo podobało mi się połączenie wiedzy, historii i formy graficznej. Komiks sprawił, że tematy, które w podręczniku mogłyby wydawać się trudne i odległe, tutaj stały się zdecydowanie bardziej przystępne. A przy okazji dostałam sporo tematów do dalszego przemyślenia.

Jeśli tak jak ja lubicie historię, ale czasami macie wrażenie, że szkolne podręczniki nie potrafiły jej sprzedać 😉, warto dać tej serii szansę. To może być naprawdę dobry sposób na spojrzenie na znane wydarzenia z zupełnie innej perspektywy.





sobota, 22 sierpnia 2026

Topielica

 TYTUŁ: Topielica 

AUTOR: Aneta Kisielewska

WYDAWNICTWO: Filia

ROK WYDANIA: 2026

LICZBA STRON: 465

Co jest dla Was ważniejsze w thrillerze: zaskakujące zakończenie czy dobrze skonstruowany portret psychologiczny bohaterów?

Laura Becker nie miała łatwego dzieciństwa. Przemocowy ojciec alkoholik, matka, która nigdy nie stanęła w jej obronie i młodsza siostra, którą trzeba było ochronić. Dziewczyna ucieka do Krakowa i tam zaczyna nowe życie. Teraz już jako mężatka mieszka w przepięknym domu, ma wymarzoną pracę i męża... którego nawet drobiazg potrafi wyprowadzić z równowagi. 

Ale Bruno Becker pewnego dnia znika. Rozpłynął się w powietrzu jak przykre wspomnienie. Czytelnik zaczyna się zastanawiać, kim właściwie jest ten człowiek, bo pewne elementy zupełnie nie pasują do obrazu jaki dostaliśmy na początku.

Śledztwo dotyczące zaginięcia prowadzi inspektor Ernest Grinn, a jak się okazuje ma on z Beckerem pewne rachunki do wyrównania.

Pytania zaczynają się mnożyć, ale niestety wraz z nimi akcja zwalnia. Pojawia się druga płaszczyzna czasowa i poznajemy coraz lepiej przeszłość Laury. I tutaj muszę przyznać, że jej historia jest naprawdę dobrze skonstruowana. Autorka pokazuje, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na dorosłą Laurę, jej relacje i sposób postrzegania samej siebie.

A potem... dałam się zmanipulować. 😅

Byłam przekonana, że Laura zachowała się bezmyślnie, lecąc jak mucha do miodu. Zastanawiałam się, jak można tak naiwnie się zachować. A później okazało się, że to wszystko było częścią misternie ułożonego planu.

I właśnie tutaj „Topielica” zrobiła na mnie najlepsze wrażenie.

Bo chociaż rozwiązanie głównego wątku było dla mnie dość łatwe do przewidzenia, to sposób, w jaki autorka prowadziła Laurę i pokazywała kolejne mechanizmy manipulacji, naprawdę mi się podobał. Co więcej, sama dałam się wciągnąć w tę grę.

Najmocniejszą stroną książki jest dla mnie zdecydowanie psychologiczny aspekt historii. Portret Laury został bardzo dobrze zbudowany, a narzędzia manipulacji pokazane w sposób, który daje do myślenia. Widać, jak łatwo można wykorzystać czyjeś słabości, potrzeby i doświadczenia z przeszłości.

Tylko że...

Mam problem z oceną tej książki. Z jednej strony dobrze skonstruowana bohaterka, ciekawy psychologiczny portret i manipulacja, która potrafi zagrać również na nosie czytelnikowi. Z drugiej zdecydowanie za dużo opisów i wstawek romantycznych, które dla mnie były po prostu zbędne i odbierały historii tempo.

„Topielica” miała potencjał na naprawdę mocny thriller psychologiczny. Ostatecznie dostałam historię dobrze przemyślaną, ale zdecydowanie przegadaną.

I chyba właśnie dlatego mam z nią taki problem doceniam to, co autorka zrobiła dobrze, ale przez sposób prowadzenia narracji nie mogłam w pełni cieszyć się historią. Chciałabym, żeby autorka zaufała wyobraźni czytelnika i trochę ograniczyła opisy.