wtorek, 15 stycznia 2019

Faustynka

TYTUŁ: Faustynka. Opowieści patriotyczne

AUTOR: Wioletta Piasecka
ILUSTRACJE: Katarzyna Fus

WYDAWNICTWO: Niko

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 79



O tej książce przeczytałam u Weroniki z bloga ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie. Wiedziałam, że muszę ją mieć, że muszę ją przeczytać razem z córkami. Książkę zakupiłam na dzień dziecka, ale dopiero na początku stycznia miałyśmy więcej czasu by do niej przesiąść.

Faustynka urodziła się na Syberii. Jej ojciec Julian Morzycki został skazany na 25 lat wygnania, żona zgodziła się towarzyszyć mu w zesłaniu. Morzyccy radzili sobie dobrze, zarządzali niewielkim gospodarstwem. Całą rodzinę jednak przepełniała tęsknota za Polską, tata przekazał Faustynce miłość do ojczyzny.
"W kraju tym słowiki śpiewały najmilej, fiołki pachniały najpiękniej, słońce świeciło najjaśniej, a gwiazdy mieniły się niczym diamenty."

Mama dziewczynki mimo, że zgodziła się towarzyszyć mężowi w odbywaniu kary szybko popadła w melancholię i marzyła o powrocie do rodzinnego domu. Zabiera więc Faustynkę i wyjeżdżają do Żytomierza. Dziewczynka bardzo tęskni za ojcem, nie rozumie zachowania mamy, a babcia próbuje ją wychować według sztywnych zasad, na panienkę z dobrego domu pozbawioną własnego zdania. Na szczęście dziewczynka ma jeszcze ciocię, która uczy ją języka polskiego i zabiera na naukę do Warszawy.

Faustyna Morzycka to postać historyczna, działaczka socjalistyczna, nauczycielka języka polskiego, jej osoba zainteresowała Stefana Żeromskiego i stała się inspiracją do napisania "Siłaczki".

Ta książka jest bardzo wartościowa, napisana w prosty i zrozumiały dla dzieci sposób przybliża walkę z zaborcą. Tajne nauczanie, pielęgnowanie miłości do języka i ojczyzny - to taka ciekawostka dla najmłodszych, pierwsza lekcja historii.

Miałam pewne zastrzeżenia podczas czytania, zupełnie niepatriotyczne zachowanie matki, despotyczna babcia - trochę to odbiegało od wizerunku kobiet przedstawianych w bajkach. Jednak "Faustynka" to nie bajka, to opowieść historyczna o dziewczynce która żyła na prawdę, która spotkała się z brakiem.zrozumienia, z szykanowaniem ze strony najbliższych. Ta powieść prowokuje rozmowę, wyjaśnienie i pokazanie dobrych i złych zachowań, pokazanie czym jest miłość do ojczyzny.

Bardzo się cieszę że ta książka stoi na półce w pokoju moich córek. Świętowałyśmy razem rocznicę odzyskania niepodległości i rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego, tradycja i miłość do Polski to nasza codzienność.

Z ciekawości przeczytałam życiorys Faustyny Morzyckiej. Zagłębiając się bardziej w temat postanowiłam przeczytać "Siłaczkę" Stefana Żeromskiego. Z tym autorem nigdy nie było mi po drodze, czytałam jego książki ale nie bardzo trafiały w mój gust. Przeczytałam więc ponownie historię Pawła Oberackiego i Stasi Bozowskiej. W tej opowieści autor skupił sie na walce o ideały, a nie na życiorysie panny Bozowskiej. Ona jest symbolem, kobietą która wierzyła w pracę organiczną i w pracę u podstaw.

Dobrze że wypożyczyłam z biblioteki książkę z opracowaniem, bo to znacznie ułatwiło mi lekturę. Jednak w "ściądze" nie trafiłam na informację, że pierwowzorem Stanisławy Bozowskiej była Faustyna Morzycka.

Co do klasyki to nadal mam mieszane uczucia, ale jeśli chodzi o Opowieści patriotyczne to polecam nie tylko dzieciom. To historia napisana w przystępny sposób zaciekawi również dorosłych.

Jest to 5 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń

- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>

niedziela, 13 stycznia 2019

Gra pozorów

TYTUŁ: Gra pozorów

AUTOR: Joanna Opiat-Bojarska

WYDAWNICTWO: Czwarta Strona

ROK WYDANIA: 2016

LICZBA STRON: 318



Prawie dwa lata książka Joanny Opiat Bojarskiej znajdowała się na mojej czytelniczej liście must read. W ubiegłym roku na festiwalu kryminałów GRANDA byłam na spotkaniu autorskim i kupiłam sobie tę powieść. Teraz nadrabiam zaległości i czytam książki z półki wstydu, szczególnie skupiając się na kryminałach. Niestety często jest tak, że książki, o których od dawna marzyłam, książki które bardzo chciałam przeczytać okazują się nie koniecznie takie jak oczekiwałam. Książki z wysoko zawieszoną poprzeczką często rozczarowują... Jak było tym razem?

Prolog to film z egzekucji mężczyzny. Kamera ukryta w długopisie zarejestrowała strzał w udo, drugie trafienie odbyło się już po za kadrem. Policja jest w posiadaniu filmu, ale to jedyny dowód w sprawie. Brak ciała, narzędzia zbrodni czy podejrzanych. Ilość krwi znaleziona w opuszczonym garażu wskazuje jednoznacznie, że Gabriel Wilk nie miał szans przeżyć. Od tego zdarzenia minął już rok.

Aleksandra Wilk z wykształcenia psycholog radzi sobie z żałobą jak tylko potrafi. W pierwszych miesiącach uzależnia się jednak od leków uspokajających. Kobieta jest matką 8 - letniego Kuby i 15- letniej Weroniki. Pewnego dnia znika i pojawia się po tygodniu zupełnie nieświadoma swojej nieobecności.

Dawno nie spotkałam bohaterki, która tak bardzo by mnie irytowała. Wykształcona kobieta, prowadząca prywatną praktykę nie informuje nikogo, że nie pamięta co działo się z nią przez 7 dni, zwłaszcza że zauważa na swoim ciele ślady wkłuć. Jej zachowanie bywa nielogiczne, ledwo wiąże koniec z końcem, brakuje jej na czynsz, ale w mieszkaniu ma najnowszy (i nie używany) sprzęt audiowizualny kupiony przez jej męża. Z jednej strony martwi się o dzieci ale w krytycznych momentach nie zajmuje się ich bezpieczeństwem, a sama ratuje się pigułkami, od których już była uzależniona. Dostaje anonimowe sms-y z bramki internetowej, ktoś przesyła jej filmiki sugerujące że Gabriel żyje, by uratować męża Ola wykonuje polecenia szantażysty.

W początek powieści bardzo ciężko było mi się wgryźć. Niezrównoważone zachowanie Aleksandry, tajemnicze znikniecie - dziwnie mi się to czytało. W toku akcji pojawiło się kilka postaci drugoplanowych, a dzięki nim akcja przyspieszyła. Niestety emocje i napięcie, którego oczekiwałam rozpłynęły się w negatywnym odbiorze bohaterki. Zaczęłam również przypuszczać kto jest zamieszany w sprawę i dużo się nie pomyliłam, ale ostateczne rozwiązanie jest trochę naciągane i jakieś takie nierzeczywiste (bardzo duże pieniądze, nowinki technologiczne i farmaceutyczne, podwójna tożsamość bohaterów). Taki amerykański finał, a realia nadal polskie...

Wspomnę jeszcze o wątku siostry bliźniaczki Gabriela - Ilonie. Kobieta bardzo chce przejąć opiekę nad dziećmi. Chce pozbawić Aleksandrę praw rodzicielskich. Motyw ten jednak się zupełnie urywa, nie ma rozwiązania, po prostu rozmył się w powietrzu.

Podobnie wątek przeszłości Aleksandry. Kobieta często do niego wraca (że miała trudną młodość, że zamieszana była w sprawy kryminalne, w narkotyki). Niestety te jej wspomnienia nie wnoszą nic do powieści, nawet nie pozwalają bliżej jej poznać są tak szczątkowe. Trudno więc zmienić zdanie o bohaterce, może przeszłość jakoś tłumaczyłaby jej zachowanie, ale tak się nie dzieje. To kolejny urwany wątek pozostawiony bez wyjaśnienia.

Naprzemienna narracja, pierwszo i trzecioosobowa. Równomiernie rozłożone opisy i dialogi. Początek czytało się opornie, potem tempo akcji przyspiesza i jest już dużo lepiej jeśli chodzi o mechanikę czytania.

Na okładce możemy przeczytać, że to kryminał napisany z matematyczną precyzją - na prawdę szkoda więc, że wątki urywają się w połowie. Uważam, że potencjał tej powieści i pomysł na fabułę nie został do końca wykorzystany. Jak widać mam mieszane uczucia. Zastanawiam się czy sięgnąć po kontynuację, mimo że słyszałam że jest lepsza. Może was bohaterka nie będzie tak bardzo irytowała i zainteresuje was ta powieść sensacyjna.

Jest to 4 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń

- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>


czwartek, 10 stycznia 2019

Łąki kwitnące purpurą

TYTUŁ: Łąki kwitnące purpurą

AUTOR: Edyta Świętek

WYDAWNICTWO: Replika

ROK WYDANIA: 2017

LICZBA STRON: 382


Bardzo lubię czytać serie tom po tomie, ale nie przepadam za pisaniem ich recenzji. Nie chcę za dużo zdradzić tym którzy nie czytali 1 części, a równocześnie zbyt małą liczbą szczegółów nie chcę zniechęcić tych którzy zastanawiają się nad przeczytaniem sagi.

Prolog drugiej części jest znacznie spokojniejszy, można powiedzieć sielankowy. Gdzieś w tle jednak czai się zło, które przybrało postać mężczyzny w kapeluszu. Prolog z pierwszego tomu przynajmniej do połowy 2 książki zostaje niewyjaśnioną zagadką. Autorka umiejętnie podsyca ciekawość czytelnika wprowadzając do fabuły bardzo intrygujące rozdziały.

Rodzeństwo Szymczaków szuka szczęścia w Nowej Hucie. Na wsi zostały tylko mama i Dorotka. Po zaginięciu Marczyka w Pawlicach żyje się o wiele lepiej więc Bronek nie musi się o nie martwić. Sam układa sobie życie żeniąc się z Haliną.

Na pierwszy plan powieści wysuwa się właśnie Bronek, o jego życiu wiemy najwięcej. Możemy dokładnie śledzić wątek miłosny (wcale nie związany z jego małżonką). Życie pozostałych z rodzeństwa również jest dość szczegółowo opisane ale właśnie, więcej tutaj opisów wydarzeń niż przemyśleń bohaterów. Każdy z nich zmaga się z własnymi problemami, a pomocy szukają wśród bliskich, bo tak jak wychowała ich matka wiedzą że siła tkwi w rodzinie.

W kreacji bohaterów może brakuje psychologicznej wnikliwości, ale każdy charakteryzuje się indywidualną dla niego cechą. Bronek jest ambitny, marzy mu się powrót do przeszłości i odbudowanie rodzinnej gospodarki. Julia oddana synkowi, pragnie utrzymać niezależność którą udało jej się wypracować. Krystyna ciągle za czymś pędzi, nigdy nie jest jej dostatecznie dobrze, ciągle chciała by więcej. Dorota - jest obdarzona wielkim darem empatii (czy to aby na pewno dar? A może przekleństwo?). Andrzej - wierzy, że pech, który go spotyka jest karą za przewinienia z młodości. Leszek były wojskowy, szybko się uczy, porywczy w ważnych decyzjach (o nim jak na razie wiemy najmniej).

W tej części brak chaosu o którym wspominałam wcześniej, wszystkie elementy życia są równomiernie opisane, każdy wątek na swoim miejscu, nie ma przepychu lub urwanych myśli. Styl jest prosty, przyjemny w odbiorze.

W tomie drugim jest więcej przytoczonych cytatów z czasopism czy audycji radiowych z lat 50 XX co bardzo podnosi walor historyczny powieści. Pojawiają się też dowcipy, ci którym przyszło żyć w PRL-u wiedzieli że działania władzy często ocierają się o granice absurdu.

Pojawia się dosadne słownictwo, ale jak najbardziej dostosowane do zaistniałej sytuacji. Coraz częstsze awantury w mieszkaniu Bronka i Haliny, pokrzykiwania robotników na budowie itp. Nie mogło tutaj zabraknąć również wątku wiary, przynależności do kościoła, którą komunizm chciał zniszczyć. Robotnicy Nowej Huty domagali się wybudowania kościoła - w wypowiedziach bohaterów w tym temacie czuć patetyzm i patriotyczne uniesienie.

Tom drugi w niczym nie ustępuje pierwszemu. Rodzina Szymczaków wtłoczona w szare ramy systemu próbuje żyć, chwytać małe radości, są śluby i chrzciny, spotkania rodzinne. Saga ta przenosi nas w czasie a czytelnik kibicuje bohaterom w ich drodze do szczęścia.

Polecam.

Jest to 3 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń

- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>

wtorek, 8 stycznia 2019

Cień burzowych chmur

TYTUŁ: Cień burzowych chmur

AUTOR: Edyta Świętek

WYDAWNICTWO: Replika

ROK WYDANIA: 2017

LICZBA STRON: 349


Wchodząc w nowy rok miałam dokładnie sprecyzowany plan, ułożoną kolejność książek, które będę czytać. Ale jak to u mnie na planach się skończyło. A wszystko przez bibliotekę... Na półce stała seria, którą od dawna wypatrywałam. Spacer Aleją Róż czyli saga Edyty Świętek kusiła, więc nie mogłam się oprzeć. Na początek wypożyczyłam 2 książki i to był błąd... mogłam wziąć od razu całość, bo bardzo dobrze się je czyta.

Autorka zaczęła bardzo mocnym i tajemniczym prologiem. Przez całą powieść miałam z tyłu głowy pytanie, kto i komu wymierzył tak surową karę zamurowania żywcem?

Rodzina Szymczaków przeżyła wojnę, zginął tylko ojciec. Przed panią Władysławą i sześciorgiem jej dzieci zaczynał się nowy etap. Głową rodziny został najstarszy syn Bronek, miał pod opieką 3 siostry i najmłodszego brata (środkowy brat służył w wojsku). Szymczakowie to byli gospodarze, pierwsza rodzina we wsi, dzięki ciężkiej pracy wielu pokoleń mieli spore, dobrze prosperujące gospodarstwo. Nie ustępowali swym majątkiem przedwojennej rodzinie ziemiańskiej - bardzo często jest to podkreślane. Bronek patrzy z nadzieją w przyszłość, niestety nowej władzy nie do końca się to podoba. Ziemia zostaje mu odebrana i rozdzielona na mniejsze gospodarstwa, ostatecznie staje się jednak własnością spółdzielni.

Zarząd spółdzielni przejmuje znienawidzony przez Bronka Bartek Marczyk. Mężczyzna podoba się kobietom i wykorzystuje to. Nie ma szacunku dla pięknej płci i bierze siłą to czego nie chcą dać po dobroci. Skrzywdził obie siostry Bronka Julkę i Krysię (każdej z nich robiąc dziecko i grożąc konsekwencjami jeśli nie pozbędą się problemu; starsza, Krystyna wystraszyła się i usunęła ciążę).

Bronek pozbawiony ziemi, po bójce z Marczykiem musi uciekać. Wyrusza w świat i dociera na wielki plac budowy. Tuż pod Krakowem powstaje nowoczesne miasto socjalistyczne Nowa Huta. Młody mężczyzna szybko uczy się murarki, jest pracowity i ambitny, zostaje przodownikiem pracy. Wszystko wydaje się powoli układać, dostał mieszkanie, udało mu się odłożyć trochę pieniędzy. Los (a właściwie komunistyczna władza) bywa okrutny i Szymczakowie muszą zmagać się z kolejnymi trudnościami.

Tak po krótce przedstawia się.zarys fabuły pierwszego tomu. Część wydarzeń opisana jest szczegółowo (więcej dialogów i przemyśleń bohaterów), część potraktowania jest powierzchownie (relacja narratora). Odniosłam jednak wrażenie, że niekiedy w fabułę wkradał się chaos. Szybkie przeskakiwanie z tematu na temat: warunki życia na placu budowy Nowej Huty, informacje o nowo-przybyłych pracownikach, poglądy polityczne Bronka - wydawało mi się, że te wątki są zbyt stłoczone.
Zagadka z prologu nie została rozwiązana. Tom pierwszy zakończył się w momencie, który rodzi kolejne pytania.

Ogólnie jednak czytało się bardzo dobrze. Lubię taką płynną lekturę gdy strony przywracają się same. Losy bohaterów, ich trudna codzienność, trudne wybory - wszystko to osadzone w konkretnym miejscu i czasie. Doceniam walor historyczny, autorka doskonale odniosła się do przeszłości: pierwsze powojennych lat i początku PRL-u. Rzadko czytam książki, których akcja dzieje się w tym okresie więc z tym większą ciekawością czytam o tych czasach.

Bardzo się cieszę, że bez przerwy mogę zacząć czytać tom 2. Polecam wam Spacer Aleją Róż, jako historię rodziny, która pragnęła żyć w wolnej Polsce ale władza komunistyczna skutecznie uprzykrzała im życie.

Jest to 2 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń

- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>
- zatytułuj się <klik>

niedziela, 6 stycznia 2019

Martwa jesteś piękna

TYTUŁ: Martwa jesteś piękna

AUTOR: Belinda Bauer

WYDAWNICTWO: Muza

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 444


Grudzień upłynął pod znakiem powieści obyczajowych i książek historycznych. Zdecydowanie potrzebowałam zmiany w temacie wyboru gatunku książki. Pierwszą lekturą na nowy rok miał być krwawy kryminał. "Martwa jesteś piękna" od dawna znajdowała się na mojej liście czytelniczych marzeń.

Moja żądza krwi w literaturze została zaspokojona, a zamykając książkę mogłam powiedzieć "ale to było dobre". Ja potrzebuje "krwi" i emocji w powieściach kryminalnych, a ludzie uwielbiają sensacje. Na takim założeniu opiera się fabuła tej powieści.

Eve jest dziennikarką kryminalną. To ona zaraz po policji pojawia się na miejscu zdarzenia. Do jej zadań należy pokazanie widzom jak największej liczby szczegółów, tych makabrycznych szczegółów. Szef Eve wie, że słupki oglądalności wzrosną gdy na antenie pojawi się ciało ofiary i dużo krwi. W tym.zawodzie nie ma skrupułów, a względy moralne odchodzą na dalszy.plan.

W Londynie dochodzi do kilku morderstw, na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy. Czytając jednak rozdziały z perspektywy zabójcy wiemy ze jest tylko jeden sprawca. I to właśnie on kontaktuje się z Eve . On, tak samo jak ona potrzebuje publiczności. On tworzy nieśmiertelną sztukę, docierając do samego wnętrza... ofiary. Zaprasza widzów na swoje "wystawy", a morderstwa, których dokonuje są coraz bardziej brutalne. Chce by Ona pokazała ludziom jego dzieła, a na końcu sama doświadczyła piękna umierania.

Eve podejmuje współprace z policją. Mało jednak jest w książce szczegółów śledztwa, nie na tym skupia się fabuła. Morderca ma pewnego rodzaju fobie na punkcie dziennikarki. By do niej dotrzeć i wymusić spotkanie porywa bardzo ważną dla niej osobę... Akcja pędzi cały czas do przodu, emocje rosną, adrenalina buzuje - wszystkie elementy dobrego kryminału na właściwym miejscu.

Jeden minusik daję jednak za tożsamość zabójcy. Myślę, że na zakończenie autorka mogła bardziej przybliżyć jego postać, która do samego końca pozostaje enigmatyczna, przez to w finale brakuje efektu wielkiego wow.

Jest to bardzo dobrze napisana książka, z ciekawie wykreowanym profilem sprawcy. Główna bohaterka jest kobietą z krwi i kości, zmaga sie z codziennymi problemami, da się ją lubić, ponieważ można się z nią utożsamiać. Czas spędzony z tą książką wypełniony był emocjami, a zdecydowanie tego oczekuję po kryminałach. Jestem bardzo usatysfakcjonowana. Polecam

Jest to 1 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
"Pod hasłem" u Ejotkowe postrzeganie świata <klik>


czwartek, 3 stycznia 2019

Szorstkie wino


TYTUŁ: Szorstkie wino

AUTOR: Jean-Claude Carriere

WYDAWNICTWO: Drzewo Babel

ROK WYDANIA: 2017

LICZBA STRON: 286



Kilka słów o autorze, którego wizerunek zrobiony z owoców wionorośli widnieje na okładce: Jean-Claude Carriere ur 1931r. francuski pisarz, eseista, tłumacz, dramaturg, scenarzysta. Laureat Oscara i Europejskiej Nagrody Filmowej. Na podstawie jego scenariuszy zrealizowano blisko 80 filmów. Książka „Szorstkie wino” jest opisem jego dzieciństwa, próbą autobiografii. Książka obejmuje lata 1931-45, akcja dzieje się we wsi Colombieres-sur-Orb w dolinie Orbu, u stóp góry Caroux.

Temat tej książki nie jest zbyt wyszukany, ot codzienność na wsi francuskiej w latach międzywojennych. Autor posiada dar opowiadania, potrafi snuć opowieść i zainteresować czytelnika. Pojawiły się jednak momenty, jak dla mnie zbyt szczegółowo opisane, które można było delikatnie skrócić (na rzecz innych) – to rozdział poświęcony polowaniu i łowieniu ryb. Cerrirere zanurzył się w detalach, drobiazgowo opisując metody zdobywania pożywienia. Tekst urozmaicony jest kilkoma fotografiami krajobrazu, oraz zdjęciami rodziny autora.

Lata 30 i 40 XX wieku, to czas kiedy postęp wypierał to co znane. Szokująca opowieść o rzece, która dziś nie istnieje, a zaledwie 80 lat temu stanowiła centrum życia tej społeczności. Na piaszczystym brzegu całe rodziny spędzały czas w niedzielne popołudnia, chłopcy dokazywali i łowili ryby, dziewczynki i kobiety pluskały się w czystej wodzie. Wtedy nikt nie bał się zaczerpnąć wody prosto ze strumyka by się jej napić, dziś to już nie jest możliwe.

Ciekawe wnioski można wyciągnąć z rozdziału poświęconego czystości. Mieszkańcy wioski nie znali śmieci – szklane butelki można było ponownie napełnić, dla puszek i pudełek znajdowano nowe zastosowanie. Nie znano jeszcze plastiku, a to co zepsute naprawiało się lub zostawiało bo nie wiadomo kiedy dana część mogłaby się jeszcze przydać. Zdaje sobie sprawę, że w świecie opanowanym przez plastik takie życie bez śmieci, w zgodzie z przyrodą jest znacznie trudniejsze. Może jednak warto zastanowić się i podjąć wysiłek by wrócić do dawnych przyzwyczajeń i trochę odciążyć naszą planetę.

Zabrakło mi opowieści o winie, o etapach jego powstawania. Autor co prawda wspomina o winobraniu i pracy jakiej wymagała winnica, ale po książce z takim tytułem i z tak przepiękną okładką spodziewałam się trochę więcej w tym temacie. Szorstkie wino to taki pierwszy produkt, nie do końca sfermentowane, taki winny noworodek. Tytuł odnosi się więc metaforycznie do chłopca, który swoje pierwsze kroki stawiał w małej francuskiej wiosce w Langwedocji.

Ta historia, to nie tylko powieść autobiograficzna, to przede wszystkim powieść obyczajowa i historyczna. Bardzo mi się przyjemnie czytało te wspomnienia. Odniesienie do podstawowych, pierwotnych uczuć człowieka, do tego co go kształtuje, mimo że większość nabytych w dzieciństwie umiejętności nie przydała mu się w dorosłym życiu.

Wydawać by się mogło że tak uznany scenarzysta wyrastał wśród ludzi obeznanych z filmem i sztuką. Okazuje się że nic bardziej mylnego. Rodzicie Jean-Claude to ludzie prości. Autor wspomina pierwsze przeczytane książki, pierwsze czasopisma – których w tamtym czasie było niewiele. Naukę pobierał w wiejskiej szkole, a od 1941r przebywał w internacie kolegium zakonnego w Ardouane. Tutaj dopiero poznał historię i literaturę, tutaj stawiał swoje pierwsze kroki w pisaniu wypracowań, oraz  na scenie w szkolnych przedstawieniach.

Zachwyt nad krajobrazem, smakami i dźwiękami które przenoszą do świata dzieciństwa. Świata, który już dziś nie istnieje, którego nie rozumieją ludzie XXI wieku. Zmieniła się wieś, zmienili się ludzie, zmienił się nawet język. Autor przytacza ciekawostki o lokalnej mowie, dialekcie, gwarze oksytańskiej. Podaje informacje o słowach, które weszły do użytku w języku francuskim, o zacieraniu się wiejskiej mowy.

Mimo, że dziś już tamtego świata nie ma, bo świat pędzi do przodu, to autor wybierając się w rodzinne strony nadal słyszy echa minionych dni. Książka napisana jest rzeczowo, pojawiają się elementy nostalgiczne, ale w swoich wspomnieniach autor nie zachował wsi jako utopii. Mówi o jej zaletach i wadach, a nas czytelników przenosi do ciekawych czasów.

Polecam jako ciekawostkę historyczną o francuskiej wsi jakiej na pewno nie znacie.

Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Zatytułuj się u ejotkowe postrzeganie świata
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń

wtorek, 1 stycznia 2019

Plany i wyzwania 2019



Czytelnicze plany na rok 2019, poprzeczka dotycząca liczby przeczytanych książek zostaje na tym samym poziomie 100 to dla mnie minimum, jeśli będzie więcej to świetnie. W poprzednim poście pisałam, że ma to być rok spełniania czytelniczych marzeń, mam na dzieję że uda mi się ten pomysł zrealizować. Chciałabym też wrócić do mojego ulubionego gatunku czyli kryminałów, bo nie wiele udało mi się ich przeczytać w 2018. Na pierwszy ogień pójdą książki które mam w domu, chciałabym też dokończyć a przynajmniej przeczytać po 2 książki z serii które już zaczęłam czyli Chyłka & Zordon R. Mroza i seria o Lipowie K. Puzyńskiej (tutaj z pomocą przyjdzie mi moja ukochana biblioteka). Nie sprawdzam nowości wydawniczych, przeczytam te, które w ramach współpracy zaproponują wydawnictwa, a które z opisu będą bardzo intrygujące. Tyle z konkretnych planów, a co będzie pokaże czas.

Posty postaram się dodawać z taką samą regularnością jak było do tej pory. Wieczorami w niedzielę, wtorek i czwartek. Czy macie jakieś sugestie odnośnie tych terminów? Gdzie publikować linki byście nie przegapili nowych postów?

Jak wiecie uwielbiam wyzwania książkowe, to motywuje mnie do poszukiwań nowych tytułów, zabawy w hasła czy nadrabianie zaległości z domowej biblioteczki. Udział w wyzwaniach to również podwojenie przyjemności z czytania i szczypta rywalizacji. Oto lista wyzwań do których zgłaszam się w 2019r.:
                                                 





 #czytambopolskie wyzwanie zorganizowane przez Kasię z bloga Poligon domowy polega na zbieraniu punktów za każdą przeczytaną polską książkę - to wyzwanie pozwala poznać autorów z naszego podwórka :) Zgłoszenia lektur przeczytanych w styczniu zostawiamy tutaj <klik>






Olimpiada czytelnicza na blogu Pośredniczka książek - zapisy tutaj <klik>, polega na zgłaszaniu wszystkich przeczytanych książek, punkty dostajemy za każdą przeczytaną stronę, dodawane są również EXTRA punkty, w każdym miesiącu za coś innego.







Wyzwanie "Pod hasłem" u Ejotkowe postrzeganie świata <klik> to dopasowanie czytanej książki do podanego hasła, czasami trzeba się nagimnastykować żeby przeczytać chociaż jedną pasującą książkę, a czasami hasło idealnie pasuje do książek które na nas czekają.


O wyzwaniu Mini Czelendż 2019 pisałam wam tutaj <klik> mam nadzieję że uda mi się przeczytać zgłoszone książki. Jeszcze możecie zapisać się do tego wyzwania. Zachęcam.








Zatytułuj się 2. Misja specjalna. To wyzwanie trwa już od lipca 2018 i zakończy się 30.06.2019. Polega na czytaniu książek autorów, których pierwsza litera nazwiska odpowiada literom tytułu książki zgłoszonej przez uczestnika. Moje zgłoszenie wygląda tak:

C
I
- Egan Jennifer "Manhattan Beach"
Ń
- Prusiński Jarosław "Zapomniani bogowie"
R
- Zborowski Zbigniew "Kręgi"
E
- Sinicka Alicja "Oczy wilka"
Z
Ł
- Olejnik Agnieszka "Randka pod jemiołą"
Ś
C
I

Jeszcze sporo mi brakuje do zaliczenia wyzwania. Postępy uczestników możecie śledzić tutaj: <klik>

Wielkobukowe BINGO - brzmi intrygująco a polega na wypełnieniu planszy czyli dopasowaniu tytułów do podanych haseł. Plansza wygląda tak: , a szczegóły znajdziecie tutaj <klik>



Jako, że więcej mnie teraz na Instaramie tam również biorę udział w wyzwaniu #zmniejszamstoshanby2019 u zaczytana_tak_poprostu ja zgłosiłam 32 ksiązki, które stoją na mojej półce dłużej niż pół roku - zobaczymy jak pójdzie ze zmniejszeniem tego stosiku - połowa przeczytanych książek to już będzie sukces.



Znacie jeszcze jakieś książkowe wyzwania? Bierzecie udział w takich wydarzeniach?

Zaczytanego 2019 życzę wszystkim odwiedzającym bloga :)