czwartek, 13 czerwca 2019

Zastępcza miłość

TYTUŁ: Zastępcza miłość

AUTOR: Beata Majewska

WYDAWNICTWO: Lira

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 410



Chyba pisałam to już w poprzednim poście, ale chętnie się powtórzę: uwielbiam książki Beaty Majewskiej (Augusty Docher) i każdą kolejną biorę w ciemno. Autorka nie boi się trudnych tematów, łamie tabu i umie pisać sceny erotyczne. Bohaterowie wykreowani na kartach jej powieści to ludzie z krwi i kości, z wadami i zaletami, tacy których moglibyśmy pokochać i tacy którzy nas irytują. Każda kolejna książka to podniesienie poprzeczki wyżej, czy "Zastępcza miłość" spełniła oczekiwania?

Julia, skromna studentka z Polski przyjmuje nietypowe zlecenie od amerykańskiego milionera, które całkowicie odmienia jej życie. Czy ta historia skończy się jak bajka o Kopciuszku?

Kopciuszek którego znamy raczej nie przyjąłby propozycji Diamonda, ale skoro wszystkie bajki umiemy już na pamięć czas napisać nową. Beata Majewska stworzyła baśń XXI wieku, mamy tutaj charakterystyczne cechy bajki + elementy współczesne. Czy ta historia mogłaby zdarzyć się na prawdę? Myślę że odpowiedź na to pytanie nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest to, że takie książki chcemy czytać, takie bajkowe, niesamowite historie, by potem zamknąć książkę i powzdychać, ach gdyby spotkać takiego multimilionera ;)

Julia ma 19 lat, mieszka z mamą z którą łączy ją wyjątkowa więź. Dziewczyna razem z przyjaciółkami spędza wakacje w Monako, tam spotyka Diamonda ciemnoskórego trzydziestolatka który składa jej nietypową propozycję zarobkową. Dziewczyna nie jest wyrachowana i nie "leci" na kasę więc początkowo zdecydowanie odmawia. Niestety wkrótce ojczym Julii ma wyjść z wiezienia, ona i mama muszą uciekać - pieniądze w tej sytuacji zdecydowanie się przydadzą.

Co to była za propozycja niestety wam nie powiem. Możecie trochę zasugerować się tytułem. Napiszę jednak że autorka podjęła dość kontrowersyjny temat, ciekawie go poprowadziła budując dodatkowe napięcie w postaci zwrotów akcji. Tyle o wątku głównym. Przejdźmy teraz do romansu.

Diamond jest pośrednikiem między Julią a swoim szefem. Ma opiekować się dziewczyną w czasie wykonywania przez nią zadania. Miedzy nimi zaczyna iskrzyć, zaczyna się od rozmów z podtekstami, spojrzeń i delikatnych kroków na przód. A potem to już z górki mimo że było to tylko i wyłącznie "nieuprawianie" seksu bez zobowiązań. W pewnym momencie uczucia dochodzą do głosu i sprawy zaczynają się komplikować.
 Narracja jest trzecioosobowa, ale skupia się głównie na Julii, poznajemy dokładnie myśli młodej kobiety co znacznie zbliża nas do bohaterki. To osoba, którą można polubić, walczy o swoje, nie daje sobą pomiatać i nie zaślepiła jej wizja szybkiego wzbogacenia się. Wtedy gdy na szali położono uczucia one stały się dla niej wartością, której nie można wycenić.

Emocji i dylematów w tej książce nie brakuje. Beata Majewska i tym razem nie zwiodła. Książkę, tak jak wspomniałam wyżej trzeba traktować jak baśń, bo jeśli weźmiemy ją zbyt serio to trzeba by się czepiać tego, że pewne wątki są mało realne. Ja z tą powieścią spędziłam miły czas, czytało mi się ją fantastycznie. Serdecznie polecam.


Inne książki Beaty Majewskiej recenzowane na blogu:
"Baśnik" <recenzja>
"Moja twoja wina" <recenzja>

"Zapisane w chmurze" <recenzja>
Recenzja Konkursu na żonę <klik>
Recenzja Biletu na szczęście <klik>
Recenzja Zdążyć z miłością <klik>

Książki wydane pod pseudonimem Augusta Docher:
Anatomia uległości <klik>
Cała ja <klik>
Płatki wspomnień <klik>
Najlepszy powód by żyć <klik>
Wiele powodów by wrócić <klik>


Jest to 54 ksiażka przeczytana w 2019 r.
Książka bierze udział w wyzwaniu
* Olimpiada czytelnicza czerwiec
#czytambopolskie u Poligon domowy

wtorek, 11 czerwca 2019

Soboty są dla nas

TYTUŁ: Soboty są dla nas

AUTOR: Anna Matysek

WYDAWNICTWO: Skrzat

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 188


Uwielbiam uzupełniać biblioteczkę moich córek i pokazywać im różnorodność gatunków literackich. Mamy już doświadczenia z fantastyką i kryminałami dla dzieci. Dziś udało nam się skończyć obyczajówkę ;)

"Soboty są dla nas" to urocza książka dla dzieci w wieku 6+ idealna zarówno do samodzielnego jak i rodzinnego czytania. Fabuła ogólnym zarysem przypomina "Dzici z Bullerbyn", ale zdecydowanie lepiej się ją czyta.

Sześcioro przyjaciół w wieku od 5 do 14 lat to mali bohaterowie tej książki. Dzieci spędzają wspólnie każdą sobotę. Nie nudzą się, bo mają głowy pełne pomysłów, a ponad to, dorośli również podsuwają swoje propozycje. W książce nie brakuje zwierząt, które skradły nasze serca - trzy kociaki, psy i szczeniaki a nawet kozy. 

Życie dzieci to sielanka, ale i one muszą się mierzyć z trudnymi i przykrymi sytuacjami. (O różnym stopniu natężenia)Np. groźna burza zdala od domu czy wyjazd rodziców za granicę w poszukiwaniu pracy. Bardzo podobało mi się ukazanie pewnych spraw z perspektywy rodziców. Dzieci mogą zrozumieć czym martwią się dorośli.

Książka jest bardzo przyjemna w odbiorze, przyjazna i swojska. Język dostosowany do wieku dzieci, trudniejsze zagadnienia są od razu wytłumaczone. Czyta się bardzo szybko, jest to lektura w sam raz na letnie dni. Ja polecam, a co na to dziewczyny?

Lidka (7lat): trochę trudno zapamiętać wszystkie imiona dzieci z tej.książki, ja najbardziej polubiłam Tosię i Tomka bo oni bardzo zajmują się zwierzętami. Mamy prawie taki sam sad jak oni więc.łatwo sobie wyobrazić ich zabawy w.ogrodzie.

Gabi (9 lat): bardzo lubię gdy w książkach pojawiają się koty, a tutaj były trzy psotne kociaki. Taka grupa przyjaciół do zabawy jest bardzo ważna żeby miło i bez nudy spędzać czas. My robimy tak samo. 


POLECAMY



niedziela, 9 czerwca 2019

Sprawa Niny S.

TYTUŁ: Sprawa Niny S.

AUTOR: Maria Nurowska

WYDAWNICTWO: WAB

ROK WYDANIA: 2009

LICZBA STRON: 293


Ostatnio bardzo rzadko mam okazję buszować między półkami w bibliotece. Większość książek, które czytam to nowości ze współprac recenzenckich. Z końcem czerwca kończy się jednak wyzwanie zatytułuj się u Ejotkowe postrzeganie świata, a do zaliczenia brakuje mi dwóch autorów (nazwisko na N i I). Pozwoliłam więc sobie na przyjemność przeszukiwania półek w bibliotece, przeciąganie palcem po grzbietach, wciąganie charakterystycznego zapachu. Tak trafiłam na książki Marii Nurowskiej, czytając opisy wybrałam Sprawę Niny S.

OPIS:
Radca prawny Jerzy Baran zostaje zastrzelony w swoim warszawskim mieszkaniu. Śledztwo prowadzi komisarz Zawadka, doświadczony policjant, wciąż szukający spełnienia zawodowego - zadania, które odmieni jego życie. Instynkt podpowiada mu, że taką sprawą będzie zabójstwo Jerzego B. Do zbrodni przyznaje się była konkubina denata, pisarka Nina S., jednak komisarz nie daje wiary jej wersji wydarzeń. Aby dotrzeć do prawdy, studiuje dziennik pisarki i zeznania jej córek bliźniaczek. Poznaje losy trzech kobiet. Ich pragnienia, lęki i skrywane od lat tajemnice. Wkracza do świata, w którym miłość splata się z podłością, a o uczucie i godność trzeba nieustannie walczyć.

Liczyłam na mocny wątek kryminalny i delikatną obyczajową otoczkę. Niestety proporcje były odwrotne. Morderstwo Jerzego B. było pretekstem do opowiedzenia historii Niny i jej córek.

Gabriela to 39-letnia kobieta. Żyje jakby w cieniu swojej siostry bliźniaczki. Opowiada o swojej matce sławnej autorce powieści. Często ucieka jej główny temat, uwielbia dygresje. Jej opowieść jest spójna, a pozorne odejście od meritum jest bogate w szczegóły, z których komisarz wyciąga właściwe wnioski dotyczące zabójcy.


Nina S. to artystyczna dusza. Była samotną matką bliźniaczek, w ich wychowaniu pomagał jej ojciec. W życiu kobiety mężczyźni pojawiali się na krótko. Do czasu pojawienia się Jerzego; już sam jego głos oczarował Ninę. Kobieta mimo że już nie młoda okazała się bardzo naiwna, już po 2 tygodniach znajomości upoważnia mężczyznę do swojego konta. Dalej było już tylko gorzej.


Nina okazała się łatwowierna, a Jerzy wykorzystał to w najgorszy z możliwych sposobów. Ta powieść to bardzo szczegółowy obraz, analiza zachowań kobiety. Z pamiętników Niny poznajemy jej przeszłość to jak wkraczała w dorosłe życie, miało znaczny wpływ na jej decyzje w wieku dojrzałym.

Mimo że książka nie była kryminałem była to bardzo ciekawa lektura. Widać tutaj dbałość języka i prostotę stylu przez co czyta się błyskawicznie. W pamiętniku Niny przytoczone są fragmenty jej twórczości - bardzo poetyckie, wysublimowane.

Ciężko było nie oceniać bohaterki. No cóż dała się złapać na czułe słówka, a konsekwencje jej wyborów były bardzo bolesne. Dobrze że miała wsparcie w córkach. Ale czy finał tej znajomości miał być taki? Czy strzały z pistoletu są w stanie wynagrodzić doznane krzywdy?


Ja bardzo lubię odwoływanie się do pamiętników, poznawanie przeszłości bohaterów. Ukazanie jak wydarzenia, w których biorą udział ich kształtują. Jeśli jesteście ciekawi człowieka i motywów jakie nim kierują ta powieść również wam się spodoba. Polecam.

Jest to 53 ksiażka przeczytana w 2019 r.
Książka bierze udział w wyzwaniu
* Olimpiada czytelnicza czerwiec
#czytambopolskie u Poligon domowy


czwartek, 6 czerwca 2019

Latte z walerianą

TYTUŁ: Latte z walerianą

AUTOR: Wanda Szymanowska

WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 153



Na Facebooku najwięcej polubionych przeze mnie fanpagy to te związane z książkami. Obserwuje wydawnictwa, blogerów i autorów. Ostatnio pani Wanda Szymanowska napisała że szuka chętnych do współpracy, bez wahania się zgłosiłam - po 1 dlatego, że słyszałam dużo dobrego o twórczości autorki, a po 2 to czytałam Zaine <klik> książeczkę dla dzieci, a chciałabym bardzo poznać coś dla starszych odbiorców.

Latte z walerianą to ulubiony napój Ani. Ania potrzebuje czegoś na ukojenie nerwów zszarganych w pracy. Trudny szef, ciężkie relacje z koleżankami, nawał bezsensownej papierkowej roboty. Kim z zawodu jest Ania? Nauczycielką.

O tej profesji było ostatnio bardzo głośno (większość z nas odczuła na własnej skórze - a.właściwie skórze własnych dzieci - strajk.nauczycieli). Społeczeństwo wierzy w stereotypy, ale.to co dzieje się za murami.szkoły, w pokoju nauczycielskim do bajki nie należy.

Ta krótka ale bardzo treściwa powieść to obraz odarty ze stereotypów. Anka jako nauczycielka historii próbuje przekazać wiedzę, próbuje wyjść po za schemat. Niestety dzisiejsza młodzież bywa oporna na wiedzę, a ten opór podsycają rodzice. Rodzice zapatrzeni w.swoje maleństwa, idealne i nieskazitelne, stawiają wymagania nauczycielom.

Dyrektor szkoły ma swoich faworytów w gronie nauczycieli i to pod nich wydaje wszelkie rozporządzenia. Tracą na tym takie osoby jak Ania. Pewnego dnia karta się jednak odwraca i pupilka dyrektora spada z piedestału. Czy Anna będzie wtedy triumfować? Nie, ona nie dąży do tego by być na piedestale, ona zawsze ma na pierwszym miejscu dobro dzieci.

Nauczyciele są różni, w swej powieści pani Wanda pokazała kilka typów. W lekko ironicznym tonie przedstawia plejadę postaci i funkcjonowanie polskiego gimnazjum. Nie ma tutaj owijania w bawełnę, pewne sytuacje były bardziej, mocniej zaakcentowane po to by bliżej się im przyjrzeć. Jako rodzic ucznia mamy duży wpływ na to co dzieje się w szkole, niech on będzie pozytywny dla wszystkich nie tylko dla naszego widzi misię. Stańmy po jednej stornie barykady, przestańmy ze sobą walczyć.

Polecam, bo lektura otwiera oczy na to dzieje się za murami szkoły. Pani Wanda.w doskonały sposób nakreśliła problemy dzisiejszej szkoły. Lekki styl gwarantuje przyjemność czytania, nie bójmy się tego tematu, bo jako rodzice możemy z tej książki wynieść zbawienne wnioski.

Jest to 52 ksiażka przeczytana w 2019 r.
Książka bierze udział w wyzwaniu
* Olimpiada czytelnicza czerwiec
#czytambopolskie u Poligon domowy

wtorek, 4 czerwca 2019

Pewnej zimy nad morzem

TYTUŁ: Pewnej zimy nad morzem

AUTOR: Iwona Banach

WYDAWNICTWO: Lucky

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 319





Wiecie jak spragniona jestem kryminałów, więc wybór tej książki nie dziwi. Okładka mocno sugestywna - przygotowałam się więc na spore emocje. Emocje były, a książka okazała się ciekawym połączeniem komedii, kryminału i powieści obyczajowej.

Tuż przed Bożym Narodzeniem do pensjonatu nad morzem przyjeżdżają blogerki, na promocję książki "Demoniczny kochanek". Po imprezie inauguracyjnej na stole pośród resztek jedzenia i satanistycznych dekoracji znaleziono zwłoki. Akcja się rozkręca, bo w pobliskiej kamienicy, w której starsze panie wywołały demona również znaleziono trupa.

Małe nadmorskie miasteczko raczej zapada w sen zimowy, a nie staje się idealnym miejscem na promocję czegokolwiek. A może wybór miejsca nie był przypadkowy? Satania, blogerka i autorka książki zaprasza "zaprzyjaźnione" dziewczyny. Cudzysłowu użyłam celowo, ponieważ dziewczyny znają się tylko z sieci i nigdy wcześniej się nie widziały. Oczywiście wielbią Satanię do czasu, aż ta zostaje oskarżona o morderstwo. Zaczynają też wychodzić na jaw drobne kłamstewka, których dziewczyny dopuszczały się na swoich blogach kreując idealny wizerunek.

Mieszkańcy miasteczka są bardzo ekscentryczni i oryginalni. Cztery przyjaciółki (starsze panie) próbując zabić nudę spędzają czas przy mocniejszych trunkach. W momencie gdy postanawiają wywołać demona zaczynają dziać się różne dziwne rzeczy. Wskrzeszona została legenda o umarniku, demonie który wymierza karę tym, którzy źle się prowadzą. Sytuacje w których mieszkańcy odnoszą się do demona z prośbami o pomoc doskonale odzwierciedlają relacje międzyludzkie w małych miejscowościach. Bez trudu zauważają błędy innych a sami nie widzą swoich.

Absurd gonił absurd, humor na najwyższym poziomie, mistrzowska obserwacja rzeczywistości.

Kryminalna intryga doskonale skonstruowana, do ostatniej strony nie wiedziałam kto zabił. Postacie drugoplanowe ciekawie scharakteryzowane do moich ulubieńców należy pan Stasiu który chce mieć swojego demona by zaprowadzić porządek w miasteczku. I pani Dziubowa wierząca we wszytko co przeczyta w Internecie - jej pomysły i przekręcanie wyrażeń bawią do łez. Trochę irytujący był policjant Marek, który podczas ważnej dla śledztwa rozmowy zmieniał nagle temat, co oddalało go od rozwiązania sprawy. Autorka pokusiła się też o wplecenie wątku romantycznego ale wypada on dość blado i nie jest mocno zarysowany (więc nie musicie się go obawiać)

Jeśli szukacie kryminału to ta książka będzie strzałem w dziesiątkę, jeśli szukacie komedii to gwarantuje że tutaj humoru nie zabraknie. Jeśli szukacie powieści z dogłębna analizą małomiasteczkowego społeczeństwa to trafiliście doskonale. POLECAM


Jest to 51 ksiażka przeczytana w 2019 r.
Książka bierze udział w wyzwaniu
* Olimpiada czytelnicza czerwiec
* Pod hasłem u Ejotkowe postrzeganie świata
#czytambopolskie u Poligon domowy

niedziela, 2 czerwca 2019

Podróż tysiąca mil

TYTUŁ: Podróż tysiąca mil

AUTOR: Richard Paul Evans

WYDAWNICTWO: Znak litera nova

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 284


Richard Paul Evans należy do grona moich ulubionych amerykańskich pisarzy, na każdą kolejną premierę czekam z utęsknieniem.

Długo przyszło nam czekać na kontynuację Sprzedawcy marzeń <klik>. Zapraszam was dziś na krótką recenzję "Podróży tysiąca mil".

James Charles przeżył własną śmierć, według doniesień medialnych był jedną z ofiar w katastrofie lotniczej, ale on spóźnił się na samolot o czym nikt nie wiedział. James ma szansę zacząć wszystko z czystą kartą, ale on jest schowmenem, lubi mocne wejścia - dlatego postanawia pojawić się na swoim pogrzebie. Jakież było jego zdziwienie gdy zamiast spodziewanego tłumu żałobników zjawiły się tylko 3 osoby.

Charles postanawia wyruszyć drogą Route 66 na swego rodzaju pielgrzymkę. On mieszka na początku tej drogi w Chicago, a jego była żona (którą nadal kocha) w Los Angeles, chce ją prosić o wybaczenie. Droga licząca prawie 4 tys kilometrów to także podróż w głąb siebie, to czas na przemyślenie własnego życia. Narracja jest pierwszoosobowa i nie szczędzi szczegółów opisu trasy (miejsca noclegów, jedzenie, muzea Route 66), które niekiedy przytłaczały swoją liczbą.



James spotyka na swojej drodze ludzi, którzy okazują mu bezinteresowną pomoc, spotyka też takich którzy są brutalni i bezwzględni. To co spotyka go na trasie skłania do refleksji.

"Uświadomiłem sobie, że szczęście przyszło do mnie, kiedy poczułem wdzięczność. Oba uczucia były ze sobą złączone niczym bliźnięta syjamskie. Nie mogłem być szczęśliwy, bo nie umiałem być wdzięczny, a nie umiałem być wdzięczny, bo sobie na to nie pozwalałem.Byłem zbyt zajęty pogonią za następną nagrodą, żeby docenić nagrodę którą już miałem."
.
Charles jest w połowie drogi do celu. Jak ta podróż się skończy? Trudno przewidzieć, poczekać trzeba na kolejny tom.

Podsumowując, trasa Charlesa bardzo przypomina drogę Alana ze Ścieżek nadziei <klik>, miejscami jest przegadana, ale to Evans. Możecie się spodziewać wzruszających sytuacji, ludzkich odruchów (o które dzisiaj bardzo trudno) i sporo tematów do przemyśleń.

Dla czytających Sprzedawcę marzeń jest to pozycja obowiązkowa, dla tych którzy nie znają historii Jamesa Charlesa muszą koniecznie nadrobić tom 1

Jest to 50 ksiazka przeczytana w 2019r

sobota, 1 czerwca 2019

Podsumowanie maja



Witajcie w czerwcu, maj nie zachwycał pogodą, przez większość czasu było nieprzyjemnie zimno. Czerwiec już pierwszego dnia zachwycił letnią pogodą - ja jestem bardzo spragniona słońca i optymizmu, które ze sobą niesie. Maj podobnie jak kwiecień spędziłam z trójką dzieci (w porywach nawet z czwórką, ale moja podopieczna ma ponad 2 godzinne drzemki i to jest mój czas na czytanie). Dziewczyny nadal trenują piłkę nożną, Gabrysi udało się nawet strzelić gola na turnieju więc motywacja do dalszych ćwiczeń jest co bardzo mnie cieszy.
Jaki czytelniczo był maj? Przeczytałam 10 książek i zaczęłam 11 - myślę że to jest taki mój poziom, ta 10, nie morduje się tylko czytam dla przyjemności. W maju przyszło sporo nowych książek, bo aż 9 ale część z nich już przeczytana, bo współprace recenzenckie mają pierwszeństwo. Udało mi się przeczytać również 2 książki które już sporo czasu czekały na swoją kolej "Skaza" i "Księżniczka z lodu" - oba tytuły zaliczają się do kryminałów, co mnie cieszy, bo to jakby spełnienie postanowienia noworocznego.



W maju więzłam udział w nietypowym book tour, bo zamiast książki którą trzeba przeczytać, dostałam ksiażkę którą trzeba napisać<klik>. Powiem wam że niezła była zabawa, bardzo jestem ciekawa jak ta powieść się skończy. Żeby podtrzymać mój pisarski zapał (ha ha), zapisałam się na 5-dniową rozgrzewkę pisarską, szczegóły znajdziecie na Facebboku Piszę, bo chcę . Na pewno podzielę się efektami.

W tym miesiacu trafiłam też na książkę, która pretenduje w mojej ocenie do miana najgorszej książki 2019r, mowa tutaj o Gaming house Dominiki Smoleń Recenzja

W maju niestety nie pojawił się żaden post o Harry Potterze, niestety nie skończyłyśmy czytać Czary Ognia. Książka ma spory gabaryt, a wiadomo że wieczory są jasne i dziewczyny wolą spędzać czas na dworze i tych chwil na czytanie przed spaniem jest mniej. 

Wyzwanie na Instagramie #zmniejszamstoschanby2019 w maju jak najbardziej na plus. Udało zmniejszyć się stosik o 1 książkę. 


A jakie plany na czerwiec? Dwie cudowne premiery, dwóch moich ulubionych autorek Beaty Majewskiej i Katarzyny Misiołek - oj będą emocje.


Wielki świat, zakazane uczucie i kusząca propozycja… 
Julia, skromna studentka z Polski, przyjmuje nietypowe zlecenie od amerykańskiego milionera, które całkowicie odmienia jej życie. Przed Julią otwiera się inna rzeczywistość, w której luksus, wielkie pieniądze i zdradzieckie intrygi są na porządku dziennym. Pośrednikiem w transakcji jest czarnoskóry Diamond King. Jednocześnie między nim a Julią rodzi się uczucie. Jest to jednak miłość niemożliwa, która nie powinna się zdarzyć. Sytuacja dodatkowo komplikuje się, gdy w rodzinie milionera dochodzi do tragedii, co stawia pod znakiem zapytania powodzenie całego przedsięwzięcia…
Czy ta historia zakończy się jak bajka o Kopciuszku?


Urokliwy dom nad jeziorem z porośniętą winoroślą werandą miał być oazą spokoju dla dwóch zaprzyjaźnionych małżeństw, które wspólnymi siłami przywróciły starej willi dawną świetność.
Ale wakacje pod jednym dachem to nie tylko beztroskie chwile. Przez lata pomiędzy przyjaciółmi zaczynają pojawiać się sekrety, niesnaski i urazy, które z czasem pęcznieją…
Czy można było uniknąć tragedii, która wydarzyła się dusznej sierpniowej nocy nad wodą?
Kto odpowiada za to, co się stało i czy tylko jedna osoba jest winna?
„Księżycowa kołysanka” to przejmująca, pełna emocji opowieść o życiu, które nie zawsze przynosi nam to, czego byśmy oczekiwali, i o naszych codziennych wyborach, których konsekwencje mogą być tragiczne.




czwartek, 30 maja 2019

Gaming house

TYTUŁ: Gaming house

AUTOR: Dominika Smoleń

WYDAWNICTWO: WasPos

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 366


Zgłosiłam się jako recenzent tej powieści zachęcona opisem, przeczytajcie go i wy:

Jeden dom. Ośmioro przyjaciół, którzy są geekami komputerowymi. Przygody, które potrafią rozbawić do łez.

Kiedy grupa znajomych zdecydowała się zamieszkać razem, nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jak wiele rzeczy może nie wyjść po ich myśli i jak wiele dramatów może zawitać do ich życia. Jak każdy jednak wie - na przyjaciół zawsze można liczyć. Pytanie tylko - czy na tych też?

"Gaming house" to wspaniała, lekko humorystyczna historia, która wprowadzi w Wasze życie wiele uśmiechu. Dajcie jej szansę i pozwólcie zanurzyć się w wir prawdziwej miłości i ponadczasowej przyjaźni.

Jakie są wasze odczucia po zapoznaniu się z opisem? Ja nastawiałam się na lekką, przyjemną, odstresowującą lekturę, niestety moje nadzieje zostały zrównane z ziemią. Zapraszam na pierwszą od dawna negatywną recenzję.

Ośmioro przyjaciół (w tym dwa rodzeństwa i kuzynostwo) mieszkają w domu zwanym Gaming house. Każdy ma swój pokój, oprócz tego do dyspozycji kuchnię, jadalnię, siłownię i bibliotekę, a co najważniejsze wyposażony w komputery pokój gier. Nasi bohaterowie to młodzi ludzie w wieku od 18 do 24 lat, najmłodszy Aleks jest jeszcze przed maturą, pozostali studiują (na różnych kierunkach), tylko dwie osoby pracują i utrzymują wesołą gromadkę (Diana pisząc erotyki, Filip tworząc programy komputerowe). Pozostali, no cóż to wolne ptaki, które czas wolny spędzają na graniu w gry komputerowe i na seksie.

Bohaterowie żyją w swego rodzaju komunie, żywią się śmieciowym jedzeniem, chyba ze któreś z nich usmaży naleśniki. Całe dnie spędzają na graniu, a zdobywanie kolejnych poziomów jest sensem ich życia. To i seks, a właściwie pieprzenie się i wymienianie się partnerkami, bo trzy mieszkanki Gaming house są biseksualne. Dla mnie ta książka była żenująca i wulgarna, miała być lekko humorystyczna, być może jest przerysowana ale humor jest tutaj raczej płytki.

"- Ludzie w Gaming house nie mają życia - oznajmiła Sandra.
- Nie, nie mają. Ale mają niezłe przypały - skomentowała Diana."

To komentarz bohaterów na dosypanie przyjacielowi czegoś do gorącej czekolady. Po wypiciu napoju Filip miał halucynacje, widział postacie z gry biegające po lesie i próbował je gonić - taak... to jedna z tych zabawnych scenek obiecanych w opisie

A jak pomoc przyjaciół w trudnych życiowych sprawach? Na cóż... Mega ważnym kłopotem był wybór książek w Empiku - tak, przyjaciel się sprawdził, wybrał kilka tytułów prawie na chybił-trafił. Druga sytuacja: po rozstaniu z chłopakiem (bo spadł z najwyższego poziomu gry LOL) Sandra ma złamane serce i jest w totalnej rozsypce - o tak tu parsknęłam śmiechem, bo to jakie bohaterka przeżywała emocje można by przyrównać do żałoby po stracie ważnej osoby, a ona z nim zerwała bo przegrał w grze. (Jeśli to miała być ironiczna scenka, to przepraszam nie wyczułam ironii i wzięłam to na serio). Lekiem na tę sytuację okazało się kakao przyniesione przez znajomego przyjaciółki.

Niestety nie znalazłam w tej książce nic wartościowego, żadnego morału, stwierdzenia, że życie w taki sposób nie jest niczym pozytywnym. To zbiór scenek z życia młodych ludzi wpatrzonych w ekrany swoich komputerów, gdyby jeszcze oni zarabiali w ten sposób to byłby w tym jakiś sens. Ktoś zapewnił im dach nad głową, ktoś ich utrzymuje, a w nagrodę za przejście kolejnego poziomu kupuje mu bardzo drogi prezent- żyć nie umierać. Nie ma tutaj akcji, jakiejś myśli przewodniej, która spinałaby poszczególne rozdziały (każdy pisany w narracji pierwszoosobowej ). Pomysł jest oryginalny, ale moim zdaniem ta oryginalność poszła w złym kierunku.

 Ja czytałam e-book ale mam na.dzieje że na okładce książki widnieje ostrzeżenie, że jest to książka przeznaczona dla osób (grubo) powyżej 18 lat i przedstawione wydarzenia są fikcyjne, nie próbujecie tego w domu.

Był co prawda fragment gdzie bohater zauważa swoje uzależnienie od Internetu i wybiera się na spotkanie grupy wsparcia, jako terapię zaproponowano uczestnikom wizytę w klubie go-go... Pozostawię to już waszej ocenie i konfrontacji z opisem.

A jakie pozytywne elementy ma ta książka? Na pewno to, że szybko się czyta, 366 stron w 2 dni. Jest to spowodowane tym, że czytając nie trzeba myśleć, skupiać się na losach bohaterów, po prostu przewraca się kartki, by mieć już to za sobą.  Dużym plusem jest jednak postawa autorki, która przekazała honorarium autorskie na cele charytatywne.

Dzisiejszej recenzji na pewno nie zakończę słowem polecam.

Jest to 49 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj

wtorek, 28 maja 2019

Terra insecta

TYTUŁ: Terra insecta. Planeta owadów

AUTOR: Anne Sverdrup-Thygeson

WYDAWNICTWO: Znak litera nova

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 230 + źródła



Moje córki kochają robaczki, ja kocham moje córki więc propozycja zrecenzowania książki o owadach spadła mi jak z nieba. Książkę czytałam sama dla siebie ale spore fragmenty opisywałam też dziewczynom. Świat owadów okazał się na tyle fascynujący że nawet mąż włączał się w nasze dyskusje i każdy dowiedział się czegoś nowego.

Anna Sverdrup-Thygeson jest profesorem na Norweskim Uniwersytecie Nauk przyrodniczych i to ona przez 2 dni była moim przewodnikiem po świecie owadów. Z każdej strony, ba z każdego zdania przebijała pasja z jaką autorka oddaje się obserwacji i badaniu owadów. Tę książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko, nie ma tutaj lawiny naukowych doniesień tutaj są przykłady z życia owadów przedstawione w bardzo humorystyczny sposób.

"Na każdego człowieka żyjącego dziś na Ziemi przypada ponad 200 milionów owadów." Ta liczba robi wrażenie, a jeszcze większe wrażenie robi fakt, że stworzenia, które my uważamy za utrudniające nam życie faktycznie są tymi, które życie na Ziemi podtrzymują.

Ta książka to 9 rozdziałów, dowiemy się z nich o owadach żyjących w społecznościach, o drapieżcach i tych którzy dążą do współpracy. Ta książka to historyjki o dominacji kobiet w owadzim świecie i o motylach składających jaja w kupie leniwca (ten fakt najbardziej spodobał się moim córkom). Ja natomiast z ciekawością przeczytałam o komarach dzięki którym mogę zjeść czekoladę i o muszkach owocówkach, które zdobyły nagrodę Nobla.

Zainteresowani? Mam nadzieję że tak, bo nie ma co się tej książki obawiać. Lekki styl duża dawka humoru i sporo ciekawostek. A na zakończenie temat do rozważań co zrobić by owady nie wyginęły? Są bowiem gatunki, którym trudno się utrzymać w świecie skażonym chemikaliami, a niedługo uznane zostaną za wymarłe.

Polecam przeczytajcie i dzielcie się ciekawostkami z życia owadów.


Jest to 48 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj

niedziela, 26 maja 2019

Ręce ojca

TYTUŁ: Ręce ojca

AUTOR: Aleksandra Julia Kotela

WYDAWNICTWO: Janka

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 316



Sukcesywnie zabieram się za zmniejszanie stosiku recenzenckiego, który ostatnio niebezpiecznie urósł. Przyjmowanie debiutów do recenzji ma swoje dobre strony, czasami przez przypadek trafimy na prawdziwą perełkę. Tak było w przypadku powieści "Ręce ojca". Po dotarciu do ostatniej strony mogłam głośno powiedzieć "ale to było dobre!" Zapraszam na recenzję z której dowiecie się co to za książka.

"Ręce ojca" to powieść o poszukiwaniu swojej tożsamości, o odkrywaniu tajemnic rodzinnych i zaglądaniu w najgłębsze zakamarki własnego serca.

Narracja jest pierwszoosobowa i pozwala nam dokładnie śledzić rozterki Julii. Odkrywamy razem z bohaterką elementy rodzinnego sekretu czy jego odkrycie będzie wyzwalające, czy przyniesie ulgę? A może wręcz przeciwnie?

Julia wkracza w dorosłe życie. Próbuje zbudować swoją rzeczywistość, ale by jej życie było pełne musi rozliczyć się z przeszłością. Przeszłość tej młodej kobiety to dzieciństwo bez ojca, to kłótnie z matką i robienie tajemnicy z rozstania rodziców. Julia pamięta (a może tylko wyobraża sobie) silne dłonie ojca, kobieta ze strzępków informacji buduje idealny obraz mężczyzny, którego nigdy nie poznała. Nagle pojawia się szansa na dotarcie do prawdy, ojciec umiera, a w spadku zostawia jej mieszkanie i bar w Niemczech. Julia wyrusza w podróż w nieznane. Na miejscu poznaje Marka, bliskiego przyjaciela swojego ojca Jana.

Julia stara się poznać swojego ojca poprzez rozmowy z jego pracownikami, najbardziej jednak naciska na Marka. Ten starszy od niej o prawie 20 lat mężczyzna jest pisarzem, ona zna jego książkę, która mimo że brutalna bardzo ją zaciekawiła. Marek stawia w niej pytanie czy zło przekazywane jest w genach, czy zależy od wyborów człowieka. Jak się okazało w niesamowity sposób powieść Marka ma wpływ na historię życia Julii. Młodej kobiecie udaje się odkryć prawdę dotyczącą swojego pochodzenia, ale zapłaciła za to wysoką cenę.

Autorka prowadzi bohaterkę po bardzo cienkim lodzie. A czytelnik może wydarzenia odbierać dosłownie lub symbolicznie. Liczne metafory, nawiązania do literatury wzbogacają powieść i zachęcają do własnych poszukiwań. Powieść jest wielowątkowa i nie skupia się tylko na jednym problemie, mamy tutaj np relację matki córki, męską przyjaźń wystawioną na najtrudniejszą próbę, związek ze starszym mężczyzną i relacje polsko-niemieckie.

Możecie tę książkę rozpatrywać na wiele sposobów. Możecie zabawić się w detektywów, bo pojawia się ciekawie zarysowany wątek kryminalny.

Ta powieść jest zupełnie.różna od tego co dotychczas czytałam. Silna potrzeba poznania swojej przeszłości i odkrycie tajemnicy nie zawsze przynosi ukojenie, czasami namnaża problemy. Przeczytajcie, dajcie się zaskoczyć i porwać tej opowieści.

Jest to 47 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj
* #czytambopolskie maj

czwartek, 23 maja 2019

Wuj Krasnolud i brama opowieści

TYTUŁ: Wuj Krasnolud i brama opowieści

AUTOR: Kuba Sosnowski

WYDAWNICTWO: SOLIS

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 135



Codzienne głośne czytanie to nasz rytuał, lubię te wspólne chwilę spędzone wspólnie z książką. Dobra.lektura zawsze podrzuci temat do rozmowy. Tym razem przyjrzałyśmy się bliżej fantastyce polskiego autora. Przypominam, że mamy za sobą Krainę opowieści <recenzja> i Harrego Pottera <recenzja>.

Emka ma 10 lat, mieszka z mamą i tatą, wiodą sobie w trójkę spokojne życie. Wszystko z zmienia się z czasem gdy odwiedza ich brat mamy, Karol. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt że Karol jest krasnoludem, jest niski, spodnie podtrzymuje skórzanym pasem i nigdy nie rozstaje się ze swoim toporem. Wuj wprowadza nieco zamieszania zaczynając kopać w piwnicy tunel i robiąc przy tym sporo hałasu który słyszy tylko Emka. Jak wyjaśnia jej krasnolud dorośli niewiele widzą, utracili wyobraźnię która została zastąpiona racjonalnym myśleniem. Emka zaprzyjaźnia się z wujem i razem przeżywają przygody, odwiedzają smoki mieszkające na szczycie bloków na szarym osiedlu, walczą z subgoblinami, szukają złota.

Historia jest wciągająca, a autor snuje swą opowieść z niebywałą lekkością. Wyobraźni panu Kubie nie można odmówić. Ja odniosłam jednak wrażenie pewnego przesytu, przeładowania, wydarzenia następowały po sobie bardzo szybko. Pojawiały się nowe fantastyczne stworzenia, o których opowiedziane było bardzo ogólnie, zabrakło chwili oddechu by bardziej wgryźć się w ten świat.To takie moje wrażenia z perspektywy dorosłego człowieka, a co do powiedzenia mają moje córki?

Lidka (7 lat) - Emka to fajna dziewczyna, a Wuj Karol był śmieszny wtedy gdy powtarzał swoje powiedzonko "na toporek ciotki Matyldy". Fajne były przygody w tej książce, wystarczy trochę wyobraźni i już na szczycie domu mogą zamieszkać smoki - podobało mi się to i jeszcze wyprawa by uratować rodziców.

Gabi (9lat) - były momenty że mi się ta książka podobała i były takie że mi się nie podobała. Trochę ta Emka była na początku zwyczajna, a potem jak zdobyła topór to były ciekawe sceny walki. Odkryła też spalinowce które źle działają na przyrodę, tak jak u nas np. palenie śmieci. Podobała mi się zagadka Sfinksa.

Jak widzicie książka w delikatny sposób zwraca uwagę dzieci na środowisko, pokazuje przewagę dobrego zachowania nad złym. Uczy korzystać z wyobraźni, bo wystarczy chwila namysłu by przegonić nudę.Plastyczne opisy wartka akcja - dzieciaki są zadowolone, bo to lektura idealnie dobrana do wieku.

Polecamy, na zbliżający się dzień dziecka będzie jak znalazł.


wtorek, 21 maja 2019

Księżniczka z lodu

TYTUŁ: Księżniczka z lodu

AUTOR: Camilla Lackberg

WYDAWNICTWO: Czarna owca

ROK WYDANIA: 2018 (pierwsze polskie wydanie 2009)

LICZBA STRON: 424


Ostatnio głośno o premierze najnowszej powieści Camilli Lackberg "Złota klatka". Z tego co słyszałam to na tle innych jej powieści ta wypada średnio, więcej w niej elementów obyczajowych niż kryminału. Na tę nowość przyjdzie kiedyś czas, ale dla mnie nadeszła pora na zawarcie tej literackiej znajomości. Na mojej półce już od jakiegoś czasu stała.Księżniczka z lodu, a że miałam zmniejszać stoa hańby to z ogromnym pozytywnym nastawieniem zabrałam się za czytanie.

W spokojnym miasteczku Fjallbacka znaleziono ciało Alexandry Wijkner - od tygodnia leżało w wannie gdzie pokryte zostało cieniutką warstwą lodu. Przedramiona kobiety pocięte zostały żyletką, a biała łazienka pokryta została krwią - tyle jeśli chodzi o dobry, mocny początek. Dalej mamy powieść obyczajową i szukanie mordercy (bo samobójstwo było tylko pozorowane) jako oś wydarzeń.

Jedną z osób które znalazły ciało jest Erica Falck, która 25 lat wcześniej przyjaźniła się z Alex. Ericka jest autorką biografii, pracuje właśnie nad kolejną książką, na stałe mieszka w Sztokholmie, a do rodzinnego miasteczka przyjechała by sprzątnąć dom po śmierci rodziców. Sprawa z Alex daje kobiecie do myślenia, na prośbę jej bliskich sporządza o niej pamiątkowy artykuł co staje się inspiracją do napisania książki. Erica zaczyna prowadzić swoje śledztwo, odkrywa ważne dla sprawy elementy układanki ale nie zawsze dzieli się wnioskami z policją.

Co organów ścigania to na pierwszy plan wysuwa się Patrick, który okazuje się być kolegą Ericki z dzieciństwa. Żeby było atrakcyjniej jest to kolega, który od zawsze był w niej zakochany. Spotkanie po latach owocuje szczerymi rozmowami i ... (Nie trudno zgadnąć).

Spora część powieści opiera się na wątkach obyczajowych. Narrator jest wszechwiedzący i ujawnia tajemnice osób powiązanych z Alex. Do czytelnika należy powiązanie faktów i odkrycie kto zabił. Niestety zabrakło mi mrocznego, gęstego klimatu na który bardzo liczyłam. Śledztwo jest prowadzone poprawnie, Patrick nie ustaje w wysiłkach by ustalić co się wydarzyło. Jego działania wzmogły się po znalezieniu drugiego trupa, który był mocno związany z .Alex. Czyżby ktoś bał się ujawnienia sekretu który znali zamordowani?

Trudno mi tę książkę ocenić, ponieważ czytało mi się ją dobrze, płynnie i z ciekawością. Ale była to ciekawość na poziomie właśnie powieści obyczajowej. Moim zdaniem koło mrocznego thrillera ta książka nawet nie leżała i na tym poziomie mocno się zawiodłam. Jeśli więc lubicie powieści obyczajowe z elementami thrillera i kryminału to jak najbardziej polecam. Ale jeśli chcecie przeczytać coś na prawdę mocnego z zakończeniem wbijającym w ziemię to niestety nie ta książka.

Jest to 46 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj

niedziela, 19 maja 2019

Skaza

TYTUŁ: Skaza

AUTOR: Zbigniew Zborowski

WYDAWNICTWO: Znak litera nova

ROK WYDANIA: 2017

LICZBA STRON: 397


Biorąc oddech przed kolejną porcją książek recenzenckich udało się sięgnąć po coś z własnej półki. Wybór jak zwykle nie był przypadkowy, bo kierowałam się wyzwaniem "zatytułuj się" u Ejotkowe postrzeganie świata. To moje drugie spotkanie z autorem, bo jakiś czas temu czytałam Kręgi <tutaj>, które bardzo mi się podobały, a Skaza to część 1 serii o Bartoszu Koneckim.

Policjanci znajdują ciało Zofii Pogody. To w jakim stanie są zwłoki w pierwszej chwili wskazuje na zabójstwo na tle seksualnym. Po sekcji wiadomo już w jaki sposób zginęła kobieta, od precyzyjnego uderzenia w najsłabiej osłonięty mięśniami punkt kręgosłupa szyjnego. To mógł zrobić tylko dobrze wyszkolony zabójca. Policjanci badają tropy, a ślad prowadzi do ośrodka dla uchodźców.

Akcja biegnie dwutorowo. Czas teraźniejszy to śledztwo, w którym pojawia się kolejny trup, wysoce prawdopodobne jest też to, że ktoś z komendy współpracuje z mordercą. Czas przeszły to urywki zdarzeń od 1934 r., a dotyczą notesu z wzorami doświadczeń fizyki jądrowej. Ta część była niezwykle ciekawa, dotyczyła bowiem historii Iraku, Iranu, Syrii- tutaj akcja biegł bardzo szybko, bogata w brutalne szczegóły budziła emocje i zainteresowanie, jak połączyć to ze sprawą nad którą pracuje Konecki.

Kreacja głównego bohatera ciekawa i spójna. To mężczyzna który zmaga się z traumą z niedalekiej przeszłości. Udzielono mu kredyt zaufania i wrócił do pracy w policji. Jak sam twierdzi stracił swoją intuicję i umiejętność szybkiego kojarzenia faktów. Da się to odczuć w fabule, bo kilka elementów naprowadzających na rozwiązaniem zagadki odkrył ze sporym opóźnieniem. Jednak to Bartek odkrył kreta w wydziale (mnie szybko udało się ustalić co to za postać więc finał nie był dla mnie zaskoczeniem).

Powieść okazała się ciekawym w swej konstrukcji kryminałem, rozwiązanie współczesnego morderstwa sięgało daleko w przeszłość. Lubię takie połączenia i zagadkę która wymaga sporego kombinowania. Jak już wspomniałam jedną z tajemnic udało mi się odkryć przed czasem, a samo rozwiązanie głównego wątku było akceptowalne ale nie było jakoś specjalnie spektakularne.

Porównując część 1 i 2 to "Kręgi" podobały mi się zdecydowanie bardziej, tam dałam się zaskoczyć, bo zakończenie na prawdę robiło wrażenie. Jeśli przeczytaliście tom 1 i czujecie lekki niedosyt to na pewno zaspokoicie go w tomie 2. "Skazę" oceniam pozytywnie ale bez fajerwerków - do przeczytania w wolnym czasie.

Jest to 45 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj
* #czytambopolskie maj

czwartek, 16 maja 2019

Książka do napisania

Dzisiaj o książce, której jeszcze nie ma. Trochę z ciekawości, trochę z chęci sprawdzenia siebie, a w szczególności z zamiarem dobrej zabawy zapisałam się na Instagramie na nietypowy book tour. Organizatorką jest Martyna prowadząca profil Imaginationcornerpl. Zabawa polega na pisaniu rozdziału i przesyłanie książki do kolejnej uczestniczki.


Tak jak czytam od zawsze, tak pierwsza myśl o napisaniu czegoś swojego pojawiła się w liceum. Były jakieś wiersze, jakieś artykuły do szkolnej gazetki, po czasie nawet własna rubryka ("Z pamiętnika sfrustrowanej licealistki") - niestety z tamtych czasów nic się nie zachowało, żadnych zapisanych plików, brak gazetek; trochę szkoda. Co do powieści to oczywiście milion wersji miałam ułożonych w głowie, ale tylko początki udało przelać się na papier. Mnie to raczej charakteryzuje słomiany zapał (aż sama się dziwię że tego bloga prowadzę tak długo). Zaczynam pisać, potem absorbuje mnie coś innego i tekst zwyczajnie idzie w odstawkę. Bardzo chciałabym rozwinąć swój warsztat, popracować nad stylem, nad prowadzeniem dialogów - ten book tour to taki pierwszy krok do realizacji tego planu.

Moją myślą jest napisanie książki, którą sama chciałabym przeczytać, chyba byłaby to obyczajówka o bardzo ironicznym zabarwieniu. Uwielbiam czytać kryminały ale nie podjęłabym się napisania książki w tym gatunku, nie umiem mieszać, podsuwać mylnych tropów, jakoś się w tym nie widzę. Co się  jednak okazało? Dziewczyny zaczęły pisać kryminał, główną bohaterką jest młoda kobieta, pani aspirant. Żeby było jeszcze śmieszniej wpleciony został wątek paranormalny (Ci co czytają mnie dłużej wiedzą, że ja takich wątków w powieściach nie lubię, fantastyka to nie dla mnie a wciskanie fantastycznych zjawisk w szarą rzeczywistość działa na mnie jak płachta na byka). Mam teraz 2 tygodnie (a właściwie już tylko 10 dni) na napisanie kolejnego rozdziału i sprowadzenie fabuły na "normalną" drogę. Sama jestem ciekawa co mi z tego wyjdzie. 

W podsumowaniu maja na pewno pochwalę się efektami mojej pracy. Trzymajcie kciuki żeby był to krok ku spełnieniu marzenia, którego nie śmiem wypowiedzieć głośno.


wtorek, 14 maja 2019

Podaruj mi jutro

TYTUŁ: Podaruj mi jutro

AUTOR: Ilona Gołębiewska

WYDAWNICTWO: Muza

ROK WYDANIA: 2019

LICZBA STRON: 466




Zapraszam dziś na premierową recenzję najnowszej powieści Ilony Gołębiewskiej. To moja druga przeczytana książka tej autorki, wcześniej czytałam Teatr pod białym latawcem (recenzja). Jest to 6 powieść w dorobku pani Ilony, więc mam co nadrabiać (a przyznam się, że mam w domu pierwszy tom sagi o starym domu).

Prolog "śladami wspomnień" to podróż do przeszłości. Kilka ważnych zdarzeń z życia Anieli Horczyńskiej. W akcji właściwej toczącej się współcześnie główna bohaterka ma ok 80 lat. Nie jest jednak sędziwą staruszką, jest kobietą pełną życia, z marzeniami i wielkimi planami.

Ojciec Anieli Fiodor Horczyński, którego w czasie wojny pozbawiono majątku poświęcił całe życie na jego odzyskanie. Udało się to jednak dopiero jego córce. Aniela początkowo nie miała żadnych planów co do dworu w Lipowczanach. Wystarczyła jednak chwila zastanowienia i otoczenie się przyjaznymi ludźmi by udało się jej stworzyć miejsce wyjątkowe.

Aniela jest światowej klasy malarką, pragnie by na Lipowym Wzgórzu ludzie mogli odkrywać swoje pasje. Dlatego otwiera Akademię Sztuk Anielskich. Nic jednak nie może się udać bez reklamy i rozgłosu ale jak się do tego zabrać wymyślił jeden z współpracowników Anieli, Emil. Zaprosił on znanego redaktora prowadzącego program "Maluchem przez Polskę". Postać Rakoczego wynosi sporo humoru. Pani Ilona stworzyła całą podjadę wielobarwnych postaci, niezbyt pozytywni Gajowicz i Szrama, obowiązkowy Emil, Julia która potrzebuje pomocy i Kalina która zapomniała zadbać o swoje zdrowie (dzięki tej bohaterce autorka przypomina kobietom jak ważne są badania piersi i cytologia!).

Wątki obyczajowe są miejscami bardzo słodkie, jak lipowy miód z którego słynął Dwór na Lipowym Wzgórzu. Wydaje mi się, że niektóre sprawy układały się zbyt gładko, trochę zabrakło emocji, jakiejś nutki dramatyzmu. Zrekompensował mi to jednak wątek z czasów II wojny światowej.

Najbardziej podobał mi się właśnie motyw wojenny i odkrywanie tajemnic z przeszłości. Aniela próbuje oczyścić imię ojca. Miejscowa plotka głosi iż zdradził oddział partyzantów i zginęli wszyscy podczas akcji w Czarnym Szańcu. Czy po latach, kiedy świadkowie tych wydarzeń już nie żyją uda się odkryć prawdę?

Autorka umie opowiadać, snuć historię, która nie nudzi, przy której przyjemnie płynie czas. Czytanie tej powieści to jak miło spędzone chwile z przyjaciółką przy lipowej herbacie. Ta książka zdecydowanie zadziałała na mnie odprężająco, była lekiem na małe wiosenne smuteczki, wzbudziła tęsknotę za latem i dała nadzieję że przyjaźń i miłość zawsze znajdą dla siebie miejsce w naszym życiu.



"Przeszłość jest częścią każdego z nas, nie można jej zapomnieć, wyprzeć, ukryć. Jednak trwanie w niej przypomina zamknięcie się w więzieniu. ten, kto nie potrafi zaprzyjaźnić się z bieżącą chwilą, puścić w niepamięć mroki przeszłości, ten nigdy nie zazna, czym jest szczęście. Z kolei przyszłość będzie szczodra jedynie wtedy, kiedy wszystko ofiarujesz teraźniejszości i wypełnisz ją dobrem. Ono zawsze powraca... czasem wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewasz."

POLECAM!





Jest to 44 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj
* Pod hasłem u Ejotkowepostrzeganieświata klik
* #czytambopolskie maj

niedziela, 12 maja 2019

Zapisane w bliznach

TYTUŁ: Zapisane w bliznach

AUTOR: Adriana Locke

WYDAWNICTWO: Szósty zmysł

ROK WYDANIA: 2019 (premiera 15 maja)

LICZBA STRON: 372



"Poświęcenie" Adriany Locke było jedną z lepszych powieści, które przeczytałam w 2018 roku. Recenzję przeczytacie tutaj klik. Kolejna książka autorki to dla mnie pozycja obowiązkowa.

Akcja zaczyna się prologiem kiedy to Ty i Elin przygotowują się do swojego ślubu. Są parą od liceum, a założenie rodziny to ich wspólne marzenie. Jednak przysięga małżeńska osób kochających się z wzajemnością nie zapewnia życia jak w bajce. Ty i E. przekonali się że "żyli długo i szczęśliwie" to tylko pobożne życzenie.

"Choć kochanie jest czymś trudnym, to właśnie tym jest życie.
Życie nie dba o uczucia. Nie interesuje się tym, kogo kochasz i z kim chcesz być. Rzuca w ciebie nieszczęściami, chcąc cię złamać, aż w końcu znasz jedynie panujący dookoła ciebie chaos."

Ty stracił zdrowie i pracę, nie może utrzymać swojej rodziny, czuje też że zaczyna uzależniać się od leków. Jedyne co może zrobić by nie dokładać problemów Elin to odejść. Podjął decyzję i na wiele tygodni odciął się od wszystkich.
Elin wspierana przez swojego brata bliźniaka i jego żonę, swoją najlepszą przyjaciółkę próbuje stanąć na nogi. Jest to tym bardziej trudne, że oprócz odejścia Ty'a spadło na nią coś jeszcze.

Czy Ty otrzyma drugą szansę gdy o nią poprosi? Czy Elin, która nigdy nie przestała go kochać przyjmie go z otwartymi ramionami?

Oboje zdają sobie sprawę że nie ma szans na powrót do tego co było. Trzeba zbudować coś nowego na trwalszych fundamentach. Ty i E. muszą na nowo sobie zaufać, muszą przeobrazić swoją nastoletnią miłość w coś dojrzalszego. Droga ich powrotu do siebie nie była łatwa, ale udało się ją pokonać dzięki ogromnemu wsparciu przyjaciół, szczerym rozmowom i chęci wybaczenia.

Na uznanie zasługuje kreacja drugoplanowych postaci. I uczynienie przyjaźni bardzo istotnym wątkiem dla fabuły. To właśnie przyjaźń okazała się najważniejsza w kulminacyjnym, wzruszającym momencie. Postać Cord'a i jego życiowa mądrość na długo pozostaną w mojej pamięci.

"Żeby kochać, potrzeba odwagi. A kochanie kogoś z wzajemnością jest warte każdego ciosu, jakie zada nam życie. Życie nie jest łatwe. Miłość nie jest dla słabych. Trzeba pokonywać swoje lęki i sięgać po to, co dobre."

Dodam jeszcze, że autorka porusza ważny temat jakim jest staranie się o dziecko. Brak upragnionej ciąży, zmaganie się z poronieniami oddziałuje zarówno na kobietę jak i mężczyznę. To rodzice pragną dziecka i oboje odczuwają stratę gdy ona następuje. Ten trudny temat jest kolejnym atutem tej książki.

Serdecznie polecam, bo ta lektura dostarczy wam wielu wrażeń. Uśmiechniecie się (czasami nawet pobłażliwie), popłaczecie, będziecie kibicować bohaterom. Autorka umie stopniować napięcie, tak konstruuje fabułę, że nie będziecie w stanie odłożyć książki.  Tytułowe blizny to te widoczne gołym okiem będące wynikiem wypadku w kopalni, oraz te niewidoczne rysy na sercu, które świadczą o tym, że żyło się na prawdę. Serdecznie polecam.

Jest to 43 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj

czwartek, 9 maja 2019

Życie z kartonu

TYTUŁ: Życie z kartonu

AUTOR: Anna Laszczka

WYDAWNICTWO: Novae Res

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 266




Minimalistyczna ale intrygująca okładka, ciekawy opis - co tu dużo mówić dałam się skusić. Raczej rzadko sięgam po krótkie formy, bo boję się że nie będę potrafiła się wczuć w treść, że historia za szybko się skończy bym mogła poczuć emocje. "Życie z kartonu" to zbiór opowiadań. Bardzo smutnych opowiadań i jedno mogę powiedzieć na pewno: emocje były i chwila refleksji również.

Dwadzieścia jeden jednowątkowych tekstów ukazujących przede wszystkim samotność, często również tę wśród tłumów. Opowiadania o starości, przemijaniu i braku zrozumienia.
Cześć opowiadań jest metaforyczna, część boleśnie prawdziwa. Odzierają życie z lukru, a może właśnie pokazują samo życie, a to my dorabiamy lukier wierząc pozorom uśmiechniętych twarzy. Czasami wystarczy chwila rozmowy, szczerego zainteresowania drugim człowiekiem by zobaczyć że to co na zewnątrz to maska dla świata. To co w środku to przeważnie dusza zmęczona życiem, nietrafionymi wyborami, samotnością.

Autorce nie można odmówić pięknego plastycznego języka. Używa wielu rozbudowanych porównań, czasami bardzo kwiecistych metafor. Jej spostrzeżenia zamknięte w ramy opowiadań trafiają w punkt. Są celne, zmuszają do refleksji, do chwili zastanowienia nad naszymi relacjami z bliskimi, nad naszym podejściem do starości i osób schorowanych.

Najbardziej spodobało mi się opowiadanie zatytułowane „Lustro”. O pięknej aktorce, której młodość już przeminęła, jak ogarnął ją strach przed spoglądaniem w zwierciadło. Nadeszła chwila ostatniego występu na scenie, brak wiwatów i aplauzów załamuje kobietę. Dopiero jedno zdanie wypowiedziane przez woźnego teatru uzmysławia jej, że życie nie zakończyło się wraz z smutnym finałem kariery.

"Kiedy ze słoika wypełnionego ludzkim życiem czas wyjadł już połowę zawartości, nie da się żyć marzeniem o napełnieniu go po raz drugi. To niemożliwe."

Opowiadania które znajdziemy w zbiorze „Życie z kartonu” są różne, jedne bardziej przypadły mi do gustu, inne mniej. Z pewnością jest to jednak książka do której będę często zaglądać, bo zawarto w niej wiele mądrości życiowych. Nie ma tutaj moralizatorskiego tonu, są sytuacje znane nam z codzienności. Takie przedstawienie tematu pozwala na utożsamianie się z bohaterami.

Jest to 42 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj

#czytambopolskie na poligondomowy.pl 


wtorek, 7 maja 2019

Karmin

TYTUŁ: Karmin

AUTOR: Agnieszka Meyer

WYDAWNICTWO: MG

ROK WYDANIA: 2017

LICZBA STRON: 282



Dziś o książce, która przekonała mnie do siebie tajemniczością. Zaczynając od tytułu (karmin- barwnik pochodzenia naturalnego), poprzez okładkę, a na opisie kończąc. Właśnie sądząc z opisu okładkowego stawiałam na powieść sensacyjną, odkrywanie tajemnic starych manuskryptów - taki wątek się pojawia ale nie jest on tutaj najważniejszy.

Najważniejsi są bohaterowie, a jest ich w powieści czworo:

Sabina (nazywana Seliną) z pochodzenia Polka. Jest konserwatorką książek, przedłuża życie starym księgom. Szczerze powiem, że ten wątek był cudowny, miłość młodej kobiety do książek, jej fascynacja chemikaliami, precyzja ruchów przy odnawianiu pigmentu, a przede wszystkim odkrywanie wnętrza, treści zapisanych na pergaminach.

Max z pochodzenia Niemiec, jest stolarzem, zajmuje się renowacją starych mebli. Chociaż za takiego się nie uważa jest artystą. Pewny w tym co robi, szczery.

David (jego pochodzenie nie jest z początku znane), jest bardzo przystojny o południowej urodzie. Cały swój czas poświęca na podróże po świecie, dokumentuje to co wkrótce zginie na ziemi, zagrożone gatunki zwierząt (lub ostatnie osobniki wymarłych gatunków), rośliny i ekosystemy. Ten mężczyzna jest chodzącą zagadką, choruje na narkolepsje, nie ma domu, w bankowym sejfie ukrywa cenne starodruki, ma też tajemnicę...

Jessie z pochodzenia Amerykanka, agent nieruchomości. Duma rodziców, zawsze we wszystkim najlepsza, jej życie to odhaczanie punktów na liście.

Jak splotą się ze sobą losy tych czterech osób? Jaką rolę odegrają stare księgi i czy sekret Davida wyjdzie na jaw?

Ta powieść jest wielowymiarowa, wielopłaszczyznowa i bardzo tajemnicza. Selina i Max pasują do siebie jak ogień i woda, jedno bez drugiego nie może żyć, uzupełniają się bo są zupełnie różni , zupełnie inne mają podejście do świata. Jak więc możliwe, że brak odpowiedzi na jedno pytanie doprowadził do zerwania? Nie było kłótni, wzajemnych pretensji, jedno zimne słowo żegnaj. Czy tak może zakończyć się miłość? I Selina i Max przekonali się że nie; ona rzuciła się w wir pracy którą zaproponował jej David, przy okazji pogłębiając znajomość z nim. On przeniósł się na inny kontynent i próbował zapomnieć w ramionach Jess.

"Śpimy, a raczej spaliśmy ze sobą. Co nie znaczy, że byliśmy razem."

Wydarzenia opisane są z perspektywy każdego bohatera, narrator jest wszechwiedzący dlatego czytelnik ma możliwość oceny zachowania każdej postaci. To relacje miedzy bohaterami są osią tej powieści.

"Karmin" okazał się książką o miłości. Trochę byłam zaskoczona, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Autorka jednak tak sprawnie posługuje się piórem, że dałam się porwać tej historii, która z każdą stroną intrygowała mnie coraz bardziej. Nieoczekiwanie stała się też jedną z piękniejszych opowieści o miłości jaką czytałam. Autorka nie uderza w patetyczny ton, nie przedstawia łzawych scen, tutaj dominują uczucia i próba radzenia sobie z nimi.

Pojawiają się też sceny erotyczne. W zbliżeniach widoczna jest różnica, czy jest to akt miłości czy tylko akt żądzy cielesnej. Opisy są sugestywne, ale nie wulgarne.
Z fabuły wyłania się wątek paranormalny, nie jest on opowiedziany wprost, można go wyczytać między wierszami co bardzo mi się spodobało (a nie jestem fanką takich elementów w powieściach).

Podsumowując: „Karmin” okazał się ciekawą przygodą, bo jest to książka którą można rozpatrywać na wiele sposobów. Ja zafascynowałam się starymi książkami i miłością. Może Wy czytając tę książkę odnajdziecie w niej coś zaskakującego. Polecam.

Jest to 41 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
* Olimpiada czytelnicza maj
#czytambopolskie na poligondomowy.pl