TYTUŁ: W samym sercu morza
AUTOR: Jojo Moyes
ROK WYDANIA: 2020, napisana w 2005
WYDAWNICTWO: Znak litera nova
LICZBA STRON: 539
Po książki Jojo Moyes sięgam bez wahania i z wielką przyjemnością, chociaż jeszcze nie udało mi się przeczytać wszystkich jej powieści. Tym razem okładka w wakacyjnym klimacie i głośna premiera książki, która napisana została kilka lat temu a inspiracją były prawdziwe wydarzenia skusiła mnie do natychmiastowego sięgnięcia po tę lekturę.
Jeniffer spędza wakacje w Indiach, podróżuje z babcią by pokazać jej kawałek świata. Kobiety trafiają na "cmentarzysko" starych statków, tam wrak jednego z nich - lotniskowca Victoria - wywołuje lawinę wspomnień.
Australia, rok 1946. Wojna się skończyła, żołnierze wracają do domów, a w Australii młode żony przygotowują się do podróży życia. Poślubiły chłopców w mundurach, znając ich niezwykle krótko, wymieniając sporadyczne listy a teraz wsiadają na statek by rozpocząć w Anglii nowe życie.
Ponad 600 kobiet opuszcza rodzinne strony i na pokładzie lotniskowca wyrusza w nieznane. Wśród nich podróżuje 16 letnia Jean, właściwie jeszcze dziecko a już młoda żona, niedoświadczona przez życie łatwo wpada w tarapaty. Avice panienka z dobrego, bogatego domu, zakochana bez pamięci w swoim mężu Ian'e. Margaret dziewczyna z farmy, która będąc w ciąży bardzo źle znosi warunku rejsu. I wreszcie Frances pielęgniarka, która dźwiga na barkach trudną przeszłość.
Wyobraźcie więc teraz sobie 6 tygodniową podróż, 600 kobiet zamkniętych na małej przestrzeni, bezkresny ocean i przystojnych marynarzy. Dla kilku osób ten rejs nie skończy się dobrze. Plotki, pomówienia, zawiść i wiszące w powietrzu napięcie, a przede wszystkim odkrywanie siebie i nadzieja na wspaniałe życie w nowym powojennym świecie. Można tutaj bez wahania użyć stwierdzenia "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono".
Młode mężatki nie wyruszyły na żadną wielką przygodę. W gruncie rzeczy były bezradne. A taka bezradność potrafi wywołać niezwykłe emocje zarówno u tych, którzy jej doświadczają, jak i u tych, którzy są tego świadkami.
Cztery bohaterki którym możemy się bliżej przyjrzeć są znakomicie scharakteryzowane. Obserwujemy ich życiowe postawy, ich decyzje i konsekwencje z którymi muszą się zmierzyć. Są silne i zdeterminowane ale ta 6 tygodniowa podróż pozwoliła im dojrzeć i zyskać na pewne sprawy inną perspektywę.
Nie powiem że przez powieść płynie się z lekkością i przyjemnością. Mimo fantastycznego miejsca i czasu akcji, mimo cudownych bohaterek jakoś nie mogłam nabrać wiatru w żagle, bo strony nie chciały jakoś umykać do przodu. Sporo czasu spędziłam z tą książką ale po namyśle stwierdzam że nie jest to duży minus, to takie (nieplanowane ale jednak) rozciągnięcie przyjemności i trwanie w tej lekturze, taka książka której właściwe nie chce się kończyć, bo to jak splecione zostały losy bohaterów intryguje i nie pozwala o nich zapomnieć. Autorka postawiła na długie opisy hamujące akcję i wyważone dialogi.
Podsumowując: minus razy minus daje plus. ;) taka dzisiaj trochę przekorna ocena. Pamiętać jednak należy że to debiut autorki, a nie powieści dojrzałej pisarki, tutaj dopiero tworzy się warsztat i powstaje charakterystyczny styl. W powieści znajdziemy ogrom serca i pracy włożony przez Jojo Moyes. Poszczególne rozdziały poprzedzone są oryginalnymi wspomnieniami czy doniesieniami prasowymi z rejsu lotniskowcem Victoria i podróży młodych żon do swoich wojennych mężów.
Dla fanek Moyes to pozycja obowiązkowa, dla tych którzy dopiero zaczynają podróż z twórczością autorki mała rada - nie zrażajcie się opisami, dajcie szansę tej historii.
Polecam
Jest to 54 książka, którą przeczytałam w 2020r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek










