piątek, 4 grudnia 2020

Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem

 TYTUŁ: Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Edukacja, w której dzieci same chcą się uczyć i rozwijać

AUTOR: Mikołaj Marcela

WYDAWNICTWO: Muza

ROK WYDANIA: 2020

LICZBA STRON: 300



Nauczanie zdalne... u nas razy 2. W klasie II i IV. Lekko nie jest, chociaż już się nieco do tego systemu przyzwyczaiłysmy, na pewno jest lepiej niż wiosną jeśli chodzi o organizację i kontakt z nauczycielem. Często jednak dziewczyny popadają w zniechęcenie, tęsknią za koleżankami, a i sposób przekazywania wiadomości nie jest mobilizujący do poszerzania wiedzy.

Dlatego wypożyczając lektury w bibliotece wybrałam dla siebie książkę Mikołaja Marcela. Wniosek po jej przeczytaniu jest raczej niefajny - długa przed nami droga by zmienić podejście do edukacji. System jest przestarzały i nastawiony na zaliczanie egzaminów i wkuwanie rzeczy które nigdy później się nam nie przydadzą.

Autor zwraca uwagę na indywidualne podejście do ucznia, do wzbudzenia jego wewnętrznej motywacji. Faktem jest że dzieci zmęczone materiałem który muszą przerobić nie mają już siły na realizowanie swoich pasji, godziny spędzone przy książkach przy odrabianiu prac domowych gaszą ich entuzjazm i chęć zdobywania wiedzy z dziedziny która na prawdę je interesuje.

Znalazłam sporo wskazówek jak pomóc córkom czerpać radość z nauki. Autor przedstawiła jednak  wiele ogólników ale to tylko dlatego że do każdego dziecka trzeba podejść indywidualnie.

Teraz będąc z dziećmi w domu mamy większy wpływ na to jak się uczą i jakie metody będą dla nich najlepsze. Materiał nadal trzeba przerobić i zaliczyć na sprawdzianie, ale można to wzbogacić o rozmowy w rodzinnym gronie. 

Dziecko nie musi być we wszystkim dobre,a nawet nie powinno. Warto pomóc dziecku znaleźć jego dobre strony i na nich bazować podczas uczenia. Zmieniłam też nieco nastawienie do dziecięcej nudy, trzeba dzieciom pozwolić by same znalazło sobie zajęcie, a nie wyręczać je w wymyślaniu zabaw (mój błąd, ale do naprawienia).

Książkę polecam bo zdecydowanie przyda się rodzicom i dzieciom, ale również nauczycielom. Warto inaczej spojrzeć na edukację którą znamy ze swoich czasów szkolnych (a która nie raz wzbudzała w nas niechęć), świat się zmienia i warto by dzieci same chciały poznać te jego aspekty, które najbardziej je interesują.

Polecam!

środa, 2 grudnia 2020

Podsumowanie listopada

 


Zupełnie nie mam pojęcia gdzie się podział listopad... Ale skoro już jesteśmy w końcówce roku, to witajcie w grudniu!

Listopad minął mi zdecydowanie spokojnie, wdrożyliśmy się jakoś w to zdalne nauczanie. Lekcjom podporządkowana jest pierwsza połowa dnia, później obowiązkowo ruch na świeżym powietrzu. Wieczory przeznaczamy na wspólną zabawę i czytanie. Cóż popadliśmy w rutynę, ale już nie raz przekonałam się że dla zdrowia psychicznego jest ona bardzo ważna.

Przeczytane w listopadzie:


  • Grzech zaniechania długo czekałam na przeczytanie kolejnego tomu, dla mnie to było jak spotkanie z dawno nie widzianym przyjacielem, w książce znalazłam wszystko to co urzekło mnie w poprzednich tomach
  • Szalone kury pana Dropsa wspaniała i zabawna historia dla całej rodziny
  • Wstrzymując oddech nie lubię elementów fantastycznych w powieściach obyczajowych, autorka poruszyła bardzo ważny temat przeżywania żałoby, ale forma którą wybrała nie do końca do mnie przemawia
  • Pierwsza osoba liczby pojedynczej pierwsze spotkanie z twórczością Murakamiego było intrygująco!
  • Cup of therapy ilustrowany poradnik, jak przede wszystkim uszczęśliwić siebie
  • Zapomniana piosenka wzruszająca historia z świętami w tle
  • Nieboszczyk sam w domu komedia kryminalna, trup w ubraniu Mikołaja to nie jest wymarzony prezent pod choinkę
  • Ziele Marianny takie powieści obyczajowe bardzo lubię, czasy powojenne i próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości
  • Kuzynka Marie tom 2 intrygująca kontynuacja tomu 2, rodzinne tajemnice i ukryte namiętności, przeczytajcie całość

  • Stos hańby nadal wygląda imponująco! Ale lubię otaczać się książkami i widzieć pełne półki. Fakt, że zaczyna już na nich brakować miejsca ale tak trudno się powstrzymać widząc tyle nowości wydawniczych 😉
  • Grudniowe plany: na pewno antologia od WasPos


Odnajdziecie w tym zbiorze wielu klasyków literatury zarówno polskiej, jak i światowej, m.in. Antoniego Czechowa – z jego smutnym opowiadaniem o chłopcu imieniem Wańka, baśnie Hansa Christiana Andersena, nostalgiczne opowiadanie nominowanej do nagrody Nobla Marii Dąbrowskiej, znaną wszystkim Elizę Orzeszkową, trochę zapomniane wigilijne opowiadania Marii Rodziewiczówny, losy pewnego świerszcza – Karola Dickensa czy fragment wielbionej przez wielu książki „Ania z Zielonego Wzgórza”. Nie są to jednak wszyscy autorzy, którzy znaleźli się w tym zbiorze. Mamy nadzieję, że pomoże on odnaleźć Wam to, czego szukacie – magię świąt, zimowych dni i nocy, oraz przypomni o tym, że niestety nie każdy ma tyle szczęścia, by spędzać je w radosnym gronie przyjaciół i rodziny.


Wielu przyjemności w grudniu! Trzymajcie się ciepło 🤗

poniedziałek, 30 listopada 2020

Grzech zaniechania

 TYTUŁ: Grzech zaniechania

AUTOR: Małgorzata Rogala

WYDAWNICTWO: Czwarta strona

ROK WYDANIA: 2018

LICZBA STRON: 340



Niemal rok minął od przeczytania Zastrzyku śmierci,a pamiętam że zakończenie wymagało natychmiastowego sięgnięcia po kontynuację... 🤦 Na pocieszenie jednak dodam że nie trudno było wkręcić się w fabułę. Główny wątek kryminalny jest zupełnie nowy, a ten dotyczący poprzednich tomów zgrabnie czytelnikowi przypomniany.

Zacznę od wprowadzenia was w nową sprawę. Doktor psychiatrii Antonina Brzozowska, współwłaścicielka prywatnego ośrodka zostaje zamordowana. Uderzyła z wielką siłą o kant biurka, z kim pokłóciła się tak bardzo że doszło do szarpaniny? Policjanci prześwietlają współpracowników i odkrywają nieprawidłowości w diagnozach stawianych przez panią doktor. Kobieta zajmowała się psychoanalizą i "odzyskiwaniem wspomnień" twierdząc że traumy z dzieciństwa wpływają na niepowodzenia w dorosłym życiu. Brzozowska była też biegłą sądową i niejednym orzeczeniem zaszkodziła pozwanym. Policjanci mają pełne ręce roboty i sporo literatury fachowej do przeczytania, grupa śledcza działa jednak w okrojonym składzie, bo Agata Górska przebywa w areszcie.

Teraz przechodzimy do wątku znanego z wcześniejszych tomów serii. Mężczyzna z którym spotykała się Agata zostaje zamordowany kuchennym nożem. Zgłosił się świadek który widział policjantkę wybiegającą z mieszkania Michała. Sprawę prowadzi policjant którego Agata upokorzyła kiedyś na oczach kolegów, czy śledztwo będzie obiektywne skoro i pani prokurator chce na nim coś dla siebie ugrać?

Czytając powieść mamy więc w pakiecie dwie zagadki kryminalne. Obie dobrze skonstruowane, pierwsza bardzo intrygująca, druga wpisująca się w nurt serii. Wątek odzyskiwania wspomnień i nadużyć psychiatry bardzo mi się spodobał. Autorka zwraca uwagę na pochopne wystawianie diagnozy o ADHD czy zespole Aspergera, którym rodzice wygodnie tłumaczą swoją niewydolność wychowawczą (oczywiście nie neguję że taka choroba istnieje). Pani Małgorzata po raz kolejny udowodniła że jest dobrą obserwatorką rzeczywistości i świetnie wykorzystuje to tworząc klimat powieści.

Wszystkie tomy serii mam już na półce, mam nadzieję że teraz w krótkim czasie uda mi się sięgnąć po kolejne książki. Serię bardzo polecam, recenzje wcześniejszych tomów znajdziecie tutaj:

Tom 1 "Zapłata" <klik>

Tom 2 "Dobra matka" <klik>

Tom 3 "Ważka" <klik>

Tom 4 " Zastrzyk śmierci" <klik>



sobota, 28 listopada 2020

Szalone kury pana Dropsa

 TYTUŁ: Szalone kury pana Dropsa

AUTOR: Ala Hanna Murgrabia

WYDAWNICTWO: Dragon

ROK WYDANIA: 2020

LICZBA STRON: 95


Książek dla dzieci nigdy dość. Wybierając jednak do czytania Szalone kury pana Dropsa trochę obawiałam się czy moje córki już nie wyrosły z takich zwierzęcych bohaterów...

Pola, Klementyna, Gertuda i Emma - to cztery rezolutne kury, podwórko należy do nich. Kokoszki bronią swojego terenu przed psem, wnukami pana Dropsa i białą zjawą. Aby dobrze wykonać swoją misję konieczny jest plan, taki wydrapany pazurem, złożony z kilku punktów. Pola jest przywódczynią to ona nadaje akcjom odpowiednie kryptonimy, Klementyna uwielbia grzebać a jej życiowym celem jest znalezienie jak największej rosówki. Gertruda wyciąga logiczne wnioski czym niejednokrotnie zaskakuje przyjaciółki, a Emma jako najmłodsza musi się jeszcze bardzo dużo nauczyć.

Fabuła tej książki jest tak przyjemna, a kury tak sympatyczne że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Czytając obdarzyłam bohaterki różnymi głosami więc tym bardziej lektura była przyjemna, ale przede wszystkim zabawna. Humor sytuacyjny niejednokrotnie powodował rodzinny wybuch śmiechu np wtedy gdy kury wytwarzały się w błotku bo potrzebny był im kamuflaż.

Piękne wydanie w formacie A4, w sztywnej okładce sprawi że książka posłuży nam na lata. Czarno-białe ilustracje wykonane przez Klaudię Murgrabia pojawiają się na każdej stronie. Prosta kreska zdecydowanie podkreśla że jednak najważniejsza jest treść. Książka skierowana jest do nieco starszych dzieci, 6+ myślę że będzie idealnie. Moje obawy co do tego czy bohaterki spodobają się córkom były niepotrzebne. Od pierwszych stron polubiły wszystkie cztery kury. Każda ma cechę która czyni ją wyjątkową.

Przesłanie tej książki jest bardzo wartościowe i właściwie w każdym z 5 opowiadań się ono pojawia. Nie wolno oceniać kogoś tylko po wyglądzie, który różni się od naszego. By wyrobić sobie o kimś zdanie należy go najpierw poznać. Bo chociaż jest inny może stać się naszym przyjacielem.

Kilka słów od moich córek:

Lidka (8 lat): te Kury są w niektórych momentach tak zabawne że nie da się powstrzymać śmiechu. Najbardziej podobał mi się rozdział o tym jak Klementyna znalazła sobie syna, oraz pojawienie się zjawy w kurniku. Polecam bo taka książka to dobry poprawiacz humoru.

Gabi (10 lat): rozdział o dziecku Kleosi jest moim ulubionym. Najbardziej polubiłam kurę Gertrudę bo zawsze ma rację i najlepsze pomysły. Chyba jeszcze nie czytałam książki w której tyle razy bym się śmiała.

Jeśli więc macie ochotę się pośmiać i to tak bardzo aż rozbolą.was brzuchy to koniecznie przeczytajcie."Szalone kury pana Dropsa". Polecamy!







czwartek, 26 listopada 2020

Wstrzymując oddech

 TYTUŁ: Wstrzymując oddech

AUTOR: Małgorzata Mikos

WYDAWNICTWO: Novae Res

ROK WYDANIA: 2020

LICZBA STRON: 417


Pora na ostatnią książkę ze stosiku recenzenckiego. Jakoś tak ciągle spychałam ją na sam dół, chyba podskórnie czułam że będzie mi przez nią trudno przebrnąć.

Oliwia i Jakub tworzą bardzo sympatyczną parę. Mają po trzydzieści lat, a świat stoi przed nimi otworem. Jakub jest architektem i uwielbia zaskakiwać swoją narzeczoną, na jej urodziny przygotował niesamowitą niespodziankę. Mężczyzna kupił dla Oliwi lokal który w przyszłości ma stać się jej wymarzoną kawiarnią. Dla niej to za wiele, nie potrafi się cieszyć tak dużym prezentem, z czasem jednak daje się przekonać i realizuje swoje plany. Remont, przygotowania do otwarcia, sprawy do załatwienia wszystko to spędza Oliwii sen z powiek, kobieta czuje że los szykuje jakiś nieprzyjemny zwrot akcji. Nikt ze znajomych nie bierze obaw Oliwii na serio wszyscy zrzucają to na karb stresu. 

Na tydzień przed otwarciem kawiarni Jakub wyjeżdża służbowo. Z tego wyjazdu już nie wraca. Mężczyzna ginie w wypadku samochodowym. Dla Oliwii jest to ogromny cios. Autorka ze szczegółami opisała reakcję kobiety: ogromny ból, zaprzeczenie, złość. Taka mieszanka emocji towarzyszy nam po stracie bliskiej osoby (dokładnie tego samego doświadczyłam w kwietniu po śmierci babci). Z tej powieści emocje dosłownie się wylewają, razem ze łzami, które trudno powstrzymać.

Ta książka mogłaby być ukojeniem dla osób ktore musiały zmierzyć się ze śmiercią kogoś bliskiego. To droga przez wszystkie etapy żałoby. Oliwia odcina się od świata, zamyka w sypialni nie chce z nikim rozmawiać. Po pół roku postanawia zobaczyć miejsce wypadku, wtedy też dopiero zbiera się na odwagę by iść na cmentarz. To pierwsze kroki by ruszyć dalej. Niestety autorka pokusiła się o wątek paranormalny, a przez to książka zdecydowanie straciła w moich oczach i zaważa to na ocenie. Zamiast być pocieszeniem powieść okazała się farsą.

Co do stylistyki i języka nie mam żadnych zastrzeżeń. Pierwsza część powieści zrobiła na mnie duże wrażenie, opisy emocji są bardzo przejmujące. Ocena treści jest subiektywna, inny czytelnik może ją odebrać zupełnie inaczej. 

Żałobę każdy przeżywa na swój sposób i każdy sposób jest dobry. I tak nigdy nie wystarczy empatii by wczuć się w uczucia kogoś kto doświadczył straty. W powieści ukazane są różne postawy rodziny i przyjaciół Oliwii. Każdy chce dla niej dobrze, chce by zaczęła ponownie żyć. Kobieta jednak zdecydowanie odrzuca pomoc. Oliwia gdy była już w stanie powiedzieć słowo "żegnaj" zrozumiała jak cenna jest każda chwila, i że warto doceniać życie.

Zakończenie pasuje do koncepcji całej powieści. Mimo że oczywistym wnioskiem po przeczytaniu historii Oliwii i Jakuba jest to by cieszyć się chwilą to wydźwięk powieści (jej zakończenie) nie jest pozytywne.

Czy polecam? Jak wspominałam do połowy było bardzo dobrze, temat śmieci poruszony z należytą powagą. Później no cóż... (jak to napisać żeby nie spoilerować?) zrobiło się dziwnie i mało realnie. Jeśli lubicie wątki paranormalne w powieściach obyczajowych to nie będzie wam to przeszkadzać, ale jeśli obawiacie się fantastyki w gatunku jak najbliżej realnym to lepiej sobie odpuścić.