piątek, 28 lutego 2020

Spadek Barbary Tryźnianki

TYTUŁ: Spadek Barbary Tryźnianki
AUTOR: Andrzej F. Paczkowski
WYDAWNICTWO: WasPos
ROK WYDANIA: 2020
LICZBA STRON: 239


Zdecydowanie do przeczytania tej książki skusiła mnie okładka. Zapowiadała wspaniałą podróż w czasie do XIX wieku. Gdy trafiła do mnie i przeczytałam słowo od autora wiedziałam już że przepadałam.

Swego czasu zaczytywałam się w powieściach Marii Rodziewiczówny. W tym miejscu chciałabym podziękować koleżance która zaopatrzyła mnie w cały karton książek autorki. Koleżanki już niestety nie ma na tym świecie [*] ale jak widać przez książki pamięć o niej będzie trwała.
Moją ulubioną powieścią autorki jest "Między ustami a brzegiem pucharu", niestety nie czytałam "Barbary Tryźnianki" więc to co zaproponował pan Andrzej było dla mnie czymś nowym, a przez to fascynującym.

Umiera Antoni Michałek senior rodu, bogaty posiadacz ziemski. Wdowa pani Maria wraz z wnuczką 5 letnią Michasią czynią przygotowania do pogrzebu. Kobieta czeka na przyjazd trójki swoich dzieci. Joanna, Mateusz i Dominiki mają jednak swoje życie w mieście i rzadko przyjeżdżają do domu. Pani Maria wierzy że śmierć ojca nieco otrzeźwi jej dzieci. Młodzi ludzie przyjeżdżają w ostatniej chwili o jedyne co ich interesuje to zapis w testamencie, wszyscy troje bowiem uważają że pieniądze ojca im się należą.

Pani Maria z mężem starała się wychować dzieci by były pełne szacunku do pracy i ziemi. Wyrośli w pięknym otoczeniu przyrody ale tak na prawdę nigdy go nie widzieli. Od najmłodszych lat mieli postawę roszczeniową a gdy tylko mogli uciekli do miasta by pomnażać pieniądze. Tylko ostatni syn, ojciec Michasi, wydał się w rodziców, niestety zmarł pozostawiając pod opieką babci małą córeczkę.

Na kilka dni przed śmiercią pan Antoni zmienia zapis w testamencie. W czasie choroby dzieci nie odwiedziły go ani razu dlatego postanawia ich wydziedziczyć. Zabezpiecza przyszłość żony i wnuczki a pozostałą część spadku powierza opiece Barbary Tryźnianki. Rodzeństwo wpada w szał, żądza pieniądza jest tak wielka, że rozgoryczeni nie bacząc na matkę wracają do miasta i rozpoczynają poszukiwania kobiety. To staje się ich obsesją, nakręcają siebie nawzajem próbując odzyskać to co im się "należy".

Trochę zabrakło mi szczegółowych opisów, takiego klimatu retro który wyzierałby z każdego kąta. Autor skupił się na kreacji bohaterów, na relacjach miedzy nimi, na ich reakcjach na wydarzenia co oczywiście jest plusem, ale osobiście w powieściach których akcja dzieje się na przełomie XIX i XX wieku cenię sobie pobudzające opisu realiów tamtych czasów.

Kreacja bohaterów jest spójna i dopracowana. Autor doskonale przedstawił pazerność rodzeństwa i smutek serca matki z takiej sytuacji. Tajemnicza Barbara Tryźnianka chociaż pojawia się dopiero pod koniec powieści przez cały czas intryguje.

Joanna, Mateusz i Dominiki poszukują odpowiedzi na pytania, ale nie na te najważniejsze. Dla nich liczą się tylko pieniądze. Czy gdy poznają sekret testamentu ojca ich zachowanie ulegnie przemianie? Przeczytajcie bo mimo iż akcja dzieje się na początku XX wieku to przekalkować można ją do współczesności. Pieniądze często przesłaniają więzi rodzinne i międzyludzkie, a na zmianę zachowania niekiedy może już być za późno.

Polecam.

Jest to 20 książka, którą przeczytałam w 2020r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

środa, 26 lutego 2020

Oskarżenie

TYTUŁ: Oskarżenie

AUTOR: Remigiusz Mróz
WYDAWNICTWO: Czwarta Strona
ROK WYDANIA: 2017
LICZBA STRON: 558


Oj, minęło już sporo czasu od mojego ostatniego spotkania z Chyłką. Dokładnie od października 2017r.  Jednym z moich postanowień noworocznych był powrót do tej serii. Udało się to zrealizować dzięki mojemu zacięciu w realizowaniu czytelniczych wyzwań ;)

Aby jednak przejść do Oskarżenia musiałam sobie przypomnieć kilka ostatnich rozdziałów Inwigilacji, która to zakończyła się bardzo mocnym akcentem. W 6 już tomie serii - którego nie warto zaczynać nie znając poprzednich - duet Kordian Chyłka przestaje mieć prawo zawodowego bytu. Oryński zostaje zwolniony z kancelarii, ma rok do kolejnego egzaminu, ale to nic w porównaniu z tym co go czeka w prywatnym życiu.

Chyłka otrzymuje telefon od żony Tadeusza Tesarewicza, legendy Solidarności, mężczyzny oskarżonego o 4 brutalne morderstwa. Kobieta twierdzi, że ma dowód na niewinność męża. Joanna nie widzi w tej sprawie nic ciekawego, jednak gdy następnego dnia pani Tesarewcz nie żyje, adwokatka wie że to coś dla niej. Rusza sądowa machina, oskarżony jednak nie do końca pali się do współpracy z Chyłką.

W tym czasie niespodziewanie aresztowany zostaje Kordian. Wszystko wskazuje na to że ktoś pociąga za sznurki, bo Zordon ma trafić do celi Gorzyma. Akcja się zagęszcza. Chyłka by ratować swojego aplikanta udaje się po pomoc do ... - oj nie poczęstuję was takim spoilerem ;) ale by w pełni zrozumieć sytuację w jakiej znalazł się Zordon i jak mocno Chyłka został przyparta do muru musicie znać poprzednie części.

Akcja nie zwalnia ani odrobinę, Chyłka próbuje się zorientować w co została wmanewrowana. Nagle z obrońcy stała się oskarżycielem posiłkowym. Ponadto życie osobiste nie daje czasu na wytchnienie, Pasożyt rośnie, Kordian próbuje poznać prawdę o jego ojcu, a sama Chyłka nawet nie przeczuwa jak źle wszystko może się skończyć.

Miałam pewne zastrzeżenia co do sprawy Tesarewicza i jego szybkiego uniewinnienia tylko dlatego, że pojawił się jeden nowy dowód. Coś mi tu mocno nie grało. Ale na szczęście Kormak miał te same wątpliwości więc moja ciekawość pod tym względem została zaspokojona.

Co do wątków relacji między bohaterami to pozostają na tym samym poziomie co w poprzednich  częściach. Odpowiednio cięte riposty, tym razem jednak nie zakrapiane alkoholem ze strony Chyłki, ale okraszone gandalfem białym ze strony Zordona. Kreacja bohaterów jak najbardziej spójna i mimo, że śledzimy ich losy już przez sześć książek to nie są oni przewidywalni, a wręcz zaskakują na każdym kroku.

Mimo plusów nie jestem jednak pewna czy sięgnę po kolejne tomy. Książkę czyta się lekko, ale wątki sensacyjne trochę mnie przerastają. Nie mogłam nadążyć za fabułą, za zwrotami akcji, trudno było mi wszystko ze sobą powiązać i okazało się że tę samą trudność mieli główni bohaterowie, bo nawet oni nie mieli szans na znalezienie spoiwa łączącego wszystkie zebrane informacje. Sprawa przedstawiona w ten sposób nie budzi czytelniczej satysfakcji. Więc na prawdę trudno mi się teraz zdeklarować czy będę czytała dalej.

A wy należycie do fanów twórczości Remigiusza Mroza?

Moje recenzje poprzednich tomów znajdziecie tutaj:
Kasacja
Zaginięcie
Rewizja
Immunitet
* Inwigilacja

Jest to 20 książka, którą przeczytałam w 2020r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

poniedziałek, 24 lutego 2020

Syn pszczelarza

TYTUŁ: Syn pszczelarza

AUTOR: Kelly Irvin
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
ROK WYDANIA: 2020
LICZBA STRON: 371


Po dość smutnym i trudnym czasie dla mojej rodziny wracam do świata książek. Powieści przynoszą ukojenie, pozwalają na chwilę odpocząć galopującym myślom, pomagają się wyciszyć. A książka, w której bohaterowie w pełni oddają się woli Bożej działa tym bardziej uzdrawiająco.

Bohaterowie "Syna pszczelarza" to Amisze. Żyją we współczesnym świecie, a jednak w swojej społeczności w której czas stanął w miejscu. Życie w zgodzie z naturą i wolą Bożą, oddanie swego losu w ręce Boga i wiara w Jego plan i opiekę nad każdym człowiekiem. To zaskakuje a jednocześnie budzi ogromny podziw.

Abigail dwa lata temu straciła męża, teraz z piątką dzieci przenosi się do innego stanu. Ma zamieszkać u brata a potem związać się z dawnym adoratorem Stephenem. Jednak ziemia na którą przybywają jest bardzo nie przyjazna, suche nieurodzajne pola południowego Teksasu bardzo różnią się od znanego im zielonego Tennessee.  Dzieci Abigail bardzo tęsknią za domem, kobieta też coraz częściej zastanawia się czy podjęła dobrą decyzję. Jej najstarsza córka jawnie okazuje niezadowolenie z sytuacji w ktorej się znalazła. Mimo to Debora posłuszna matce i zasadom wspólnoty próbuje znaleźć jasne strony nowego życia.

Młoda kobieta próbuje poznać Fineasza, syna pszczelarza który bardzo ją intryguje. W wieku 8 lat w wypadku samochodowym zginęła jego mama, a on został bardzo okaleczony, do dziś blizny szpecą jego twarz.  Deborę i Fineasza połączyła samotność, a później ze zdumieniem odkrywali że mają ze sobą dużo wspólnego. Młody mężczyzna jednak zaciekle broni się przed narastającym uczuciem, wie jak wygląda i nie chce tym skrzywdzić Debory. Ona jednak wie, że miły jej sercu mężczyzna ma do zaofiarowania coś znacznie cenniejszego niż wygląd.

"Kiedy patrzę ci w oczy, wcale nie widzę blizn. Bóg dał ci piękne oczy, przez które zaglądam prosto do twojego serca i widzę, co czujesz. Nic przede mną nie ukryjesz."

Dwa romantyczne wątki

Największym plusem tej powieści jest rodzące się uczucie i dwa romantyczne wątki. Pierwsza niezapomniana miłość i dojrzały związek dwóch osób. Tutaj nie ma miejsca na gwałtowny wybuch emocji, wszystko rozgrywa się w naturalnym powolnym tempie. Ja kibicowałam obydwóm parom, chociaż jednej postaci było mi szkoda, odrzucenie przecież boli. A podwójne tym bardziej. Autorka jednak zadbała by każdy znalazł.swoją odrobinę szczęścia. Okazuje się też że można pięknie pisać o miłości i nie są wcale do tego potrzebne sceny erotyczne.

Podsumowując książka okazała się bardzo przyjemną, niosącą nadzieję lekturą. Może nie chciałabym żyć jak Amisze ale na pewno chciałbym mieć ich wiarę i ufność (zwlaszcza w ostatnich dniach). Ta powieść jest bardzo ciepła i rodzinna, z niecierpliwością czekam na kolejne tomy a Wam polecam, poznajcie Fineasza syna pszczelarza.

Jest to 19 książka, którą przeczytałam w 2020r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

wtorek, 18 lutego 2020

W pętli

TYTUŁ: W pętli

AUTOR: Nicholas Evans
WYDAWNICTWO: Albatros
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 480


Oj długo stała ta książka na półce. Tak długo, że zupełnie nie pamiętam skąd ją mam. Zrobiła mi się mała luka między pozycjami recenzenckimi więc wybrałam sobie tę do przeczytania. Jest to format kieszonkowy więc niestety mała czcionka miała wpływ na przyjemność czytania - tzn. trochę tę przyjemność osłabiła.

Montana, ranczerskie miasteczko otoczone górami. Córka najbogatszego ranczera w okolicy, Bucka Caldera na progu swojego domu zauważa wilka. Wilka, który zaczaił się na jej rocznego synka. Kobiecie udało się przegonić zwierzę, ale ogromny strach padł na mieszkańców miasteczka. Po spędzeniu bydła z letnich pastwisk odnotowano liczne straty, wiele krów zostało zagryzionych, trudno jednak w 100% orzec czy zrobiły to wilki. Ranczerzy wiedzą jednak swoje i już przygotowują się do polowania.

Do miasteczka przybywa młoda pani biolog specjalizująca się w ochronie wilków. Helen Ross szybko popada w konflikt z miejscowymi. Zamieszkuje w chatce w lesie i tropi wilki by założyć im monitorujące obroże. Przez kilka pierwszych tygodni nie trafia na ślady zwierząt, czyżby był tutaj tylko jeden wilk - samotnik. Kobiecie udaje się ustalić, że ktoś z miasteczka próbuje chronić wilki i pomaga im unikać zastawionych przez nią sideł.

Mamy w powieści dwie frakcje - ranczerów troszczących się o swoje bydło i pragnących odstrzelić wilki oraz miłośników przyrody, którzy jednak realnie oceniają zagrożenie płynące od strony drapieżników. Okazuje się że w jednej rodzinie mogą być przedstawiciele obydwu grup, sytuacja robi się więc niezwykle ciekawa, a w punkcie kulminacyjnym dochodzi do prawdziwej eskalacji wszystkich konfliktów. Akcja mocno przyspiesza i robi się na prawdę mrocznie i poważnie.

Pierwsze 150 stron to przedstawienie bohaterów i tych pierwszo i tych drugoplanowych. Po za pierwszym pojawieniem się wilka akcji było bardzo mało. Później zaczęło się to całkiem ciekawie rozkręcać. Na scenę wkroczył syn Caldera - jąkający się Luck, historia tej rodziny sama w sobie jest również bardzo ciekawa więc emocje rosną. Jak już wkręciłam się w tę powieść to trudno ją było odłożyć. Dodatkowym atutem są fragmenty przedstawione oczami wilków. Nie było ich dużo ale tworzyły niepowtarzalny klimat tej powieści.

Wątek romansowy rozwinął się w bardzo nieoczekiwanym kierunku łamiąc stereotypy. Nie ma tutaj nagłego wybuchu namiętności, ale jest dojrzewanie do uczucia co ostatnio bardzo doceniam w powieściach. Tak jak wspomniałam postacie były na początku dość szczegółowo opisane co znacznie wpływa na odbiór przez czytelnika decyzji które muszą podjąć.

Podsumowując. Książka okazała się bardzo fajną przygodą. Powieści amerykańskie w ostatnich latach porzuciłam na rzecz polskich, a myślę teraz że warto to zrównoważyć. Książkę polecam jako niesamowitą przygodę z wilkami i walkę z przeciwnościami losu. Przeczytajcie.

Jest to 18 książka, którą przeczytałam w 2020r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek

niedziela, 16 lutego 2020

Odrobina poezji

Po poezję sięgam niezmiernie rzadko. Taki uraz z czasów szkolnych i wypracowania na temat "co poeta miał na myśli". Brr... Aż mnie ciarki przechodzą. Postanowiłam się.z.tą traumą zmierzyć, ponieważ dzięki współpracy z portalem Sztukater trafiły do mnie dwa tomiki wierszy. Dwa zupełnie różne tomiki.





TYTUŁ: Maszketny hajmat
AUTOR: Michał Radomski
WYDAWNICTWO: Warszawska Firma Wydawnicza
ROK WYDANIA: 2019
LICZBA STRON: 68

Pan Michał rocznik 1990 pochodzi ze Śląska. Tomik który trafił w moje ręce nie jest jego debiutem, wcześniej ukazał się zbiór wierszy  "Umuzor nes" oraz horror tragikomiczny zapisany w formie poematu "Blahebobla". Maszketny hajmat powstał we współpracy z ilustratorki która poradziła mu posprzątanie w szufladzie na pomysły.

Tomik liczy 28 utworów lirycznych. Są zarówno wiersze dłuższe jak i krótsze, o budowie stroficznej (zwrotkowej) lub ciągłej. Wszystkie jednak napisane są gwarą śląską. Ja pochodzę z Wielkopolski więc gdyby nie dołączony do wierszy słownik miałabym nie lada problem z rozszyfrowaniem treści. A treść jest w odbiorze całkiem przyjemna - trzeba jedynie podjąć wysiłek i przetłumaczyć z "naszego" na język polski.

Tematem wierszy jest codzienność Ślązaków, życie rodzinne, praca, a przede wszystkim dobre jedzenie. W większości utworów podmiot liryczny jest pozytywnie nastawiony do świata, przebija z tych wierszy raczej optymizm czasami pragmatyzm.

Spotkanie z wierszami zawartymi w tym tomiku to była ciekawa literacka przygoda. Przede wszystkim ze względu na język.

TYTUŁ: Grawitacja myśli. Wiersze
AUTOR: Karolina Tokarska-Leszczuk
WYDAWNICTWO: Warszawska Firma Wydawnicza
ROK WYDANIA: 2019
LICZBA STRON: 80

Po ten tomik sięgnęłam zaintrygowana nieco tytułem. Grawitacja to zjawisko naturalne, wzajemne przyciąganie się - ciekawa byłam jak to się ma do poezji.

Autorka studiowała filologię rosyjską i pedagogikę resocjalizacyjną, pracuje z ludźmi dotkniętymi życiowymi tragediami.

Tomik liczy 60 utworów. Cześć z nich posiada tytuły, większość jednak nie. Wszystkie są wierszami o budowie ciągłej. Rymy występują sporadycznie.

Podmiot liryczny odkrywa przed nami swój świat wewnętrzny i w formie monologu mówi o swoich przeżyciach, wzruszeniach, dzieli się refleksją. Osoba mówiąca w tych wierszach szuka Sensu Istnienia, głębi życia. Utwory zaprezentowane w tym tomiku pobudzają do przemyśleń. Są ukierunkowane na poszukiwanie.

Odniosłam wrażenie dojmującego smutku i patowej sytuacji w jakiej znalazł się podmiot liryczny. Szuka on odmiany i radości, jak na razie bezskutecznie.

Ten tomik trudno przeczytać na raz, trzeba sobie dawkować te utwory. Każdy.z.wierszy.wymaga chwili zastanowienia, przemyślenia zawartych w nim słów. Nie będę oceniała tych utworów pod.względem.treści, bo ile czytelników tyle interpretacji i refleksji. Warto jednak czasami sięgnąć po coś takiego i zastanowić nas swoim Sensem Istnienia.