TYTUŁ: Łąki kwitnące purpurą
AUTOR: Edyta Świętek
WYDAWNICTWO: Replika
ROK WYDANIA: 2017
LICZBA STRON: 382
Bardzo lubię czytać serie tom po tomie, ale nie przepadam za pisaniem ich recenzji. Nie chcę za dużo zdradzić tym którzy nie czytali 1 części, a równocześnie zbyt małą liczbą szczegółów nie chcę zniechęcić tych którzy zastanawiają się nad przeczytaniem sagi.
Prolog drugiej części jest znacznie spokojniejszy, można powiedzieć sielankowy. Gdzieś w tle jednak czai się zło, które przybrało postać mężczyzny w kapeluszu. Prolog z pierwszego tomu przynajmniej do połowy 2 książki zostaje niewyjaśnioną zagadką. Autorka umiejętnie podsyca ciekawość czytelnika wprowadzając do fabuły bardzo intrygujące rozdziały.
Rodzeństwo Szymczaków szuka szczęścia w Nowej Hucie. Na wsi zostały tylko mama i Dorotka. Po zaginięciu Marczyka w Pawlicach żyje się o wiele lepiej więc Bronek nie musi się o nie martwić. Sam układa sobie życie żeniąc się z Haliną.
Na pierwszy plan powieści wysuwa się właśnie Bronek, o jego życiu wiemy najwięcej. Możemy dokładnie śledzić wątek miłosny (wcale nie związany z jego małżonką). Życie pozostałych z rodzeństwa również jest dość szczegółowo opisane ale właśnie, więcej tutaj opisów wydarzeń niż przemyśleń bohaterów. Każdy z nich zmaga się z własnymi problemami, a pomocy szukają wśród bliskich, bo tak jak wychowała ich matka wiedzą że siła tkwi w rodzinie.
W kreacji bohaterów może brakuje psychologicznej wnikliwości, ale każdy charakteryzuje się indywidualną dla niego cechą. Bronek jest ambitny, marzy mu się powrót do przeszłości i odbudowanie rodzinnej gospodarki. Julia oddana synkowi, pragnie utrzymać niezależność którą udało jej się wypracować. Krystyna ciągle za czymś pędzi, nigdy nie jest jej dostatecznie dobrze, ciągle chciała by więcej. Dorota - jest obdarzona wielkim darem empatii (czy to aby na pewno dar? A może przekleństwo?). Andrzej - wierzy, że pech, który go spotyka jest karą za przewinienia z młodości. Leszek były wojskowy, szybko się uczy, porywczy w ważnych decyzjach (o nim jak na razie wiemy najmniej).
W tej części brak chaosu o którym wspominałam wcześniej, wszystkie elementy życia są równomiernie opisane, każdy wątek na swoim miejscu, nie ma przepychu lub urwanych myśli. Styl jest prosty, przyjemny w odbiorze.
W tomie drugim jest więcej przytoczonych cytatów z czasopism czy audycji radiowych z lat 50 XX co bardzo podnosi walor historyczny powieści. Pojawiają się też dowcipy, ci którym przyszło żyć w PRL-u wiedzieli że działania władzy często ocierają się o granice absurdu.
Pojawia się dosadne słownictwo, ale jak najbardziej dostosowane do zaistniałej sytuacji. Coraz częstsze awantury w mieszkaniu Bronka i Haliny, pokrzykiwania robotników na budowie itp. Nie mogło tutaj zabraknąć również wątku wiary, przynależności do kościoła, którą komunizm chciał zniszczyć. Robotnicy Nowej Huty domagali się wybudowania kościoła - w wypowiedziach bohaterów w tym temacie czuć patetyzm i patriotyczne uniesienie.
Tom drugi w niczym nie ustępuje pierwszemu. Rodzina Szymczaków wtłoczona w szare ramy systemu próbuje żyć, chwytać małe radości, są śluby i chrzciny, spotkania rodzinne. Saga ta przenosi nas w czasie a czytelnik kibicuje bohaterom w ich drodze do szczęścia.
Polecam.
Jest to 3 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>
czwartek, 10 stycznia 2019
wtorek, 8 stycznia 2019
Cień burzowych chmur
TYTUŁ: Cień burzowych chmur
AUTOR: Edyta Świętek
WYDAWNICTWO: Replika
ROK WYDANIA: 2017
LICZBA STRON: 349
Wchodząc w nowy rok miałam dokładnie sprecyzowany plan, ułożoną kolejność książek, które będę czytać. Ale jak to u mnie na planach się skończyło. A wszystko przez bibliotekę... Na półce stała seria, którą od dawna wypatrywałam. Spacer Aleją Róż czyli saga Edyty Świętek kusiła, więc nie mogłam się oprzeć. Na początek wypożyczyłam 2 książki i to był błąd... mogłam wziąć od razu całość, bo bardzo dobrze się je czyta.
Autorka zaczęła bardzo mocnym i tajemniczym prologiem. Przez całą powieść miałam z tyłu głowy pytanie, kto i komu wymierzył tak surową karę zamurowania żywcem?
Rodzina Szymczaków przeżyła wojnę, zginął tylko ojciec. Przed panią Władysławą i sześciorgiem jej dzieci zaczynał się nowy etap. Głową rodziny został najstarszy syn Bronek, miał pod opieką 3 siostry i najmłodszego brata (środkowy brat służył w wojsku). Szymczakowie to byli gospodarze, pierwsza rodzina we wsi, dzięki ciężkiej pracy wielu pokoleń mieli spore, dobrze prosperujące gospodarstwo. Nie ustępowali swym majątkiem przedwojennej rodzinie ziemiańskiej - bardzo często jest to podkreślane. Bronek patrzy z nadzieją w przyszłość, niestety nowej władzy nie do końca się to podoba. Ziemia zostaje mu odebrana i rozdzielona na mniejsze gospodarstwa, ostatecznie staje się jednak własnością spółdzielni.
Zarząd spółdzielni przejmuje znienawidzony przez Bronka Bartek Marczyk. Mężczyzna podoba się kobietom i wykorzystuje to. Nie ma szacunku dla pięknej płci i bierze siłą to czego nie chcą dać po dobroci. Skrzywdził obie siostry Bronka Julkę i Krysię (każdej z nich robiąc dziecko i grożąc konsekwencjami jeśli nie pozbędą się problemu; starsza, Krystyna wystraszyła się i usunęła ciążę).
Bronek pozbawiony ziemi, po bójce z Marczykiem musi uciekać. Wyrusza w świat i dociera na wielki plac budowy. Tuż pod Krakowem powstaje nowoczesne miasto socjalistyczne Nowa Huta. Młody mężczyzna szybko uczy się murarki, jest pracowity i ambitny, zostaje przodownikiem pracy. Wszystko wydaje się powoli układać, dostał mieszkanie, udało mu się odłożyć trochę pieniędzy. Los (a właściwie komunistyczna władza) bywa okrutny i Szymczakowie muszą zmagać się z kolejnymi trudnościami.
Tak po krótce przedstawia się.zarys fabuły pierwszego tomu. Część wydarzeń opisana jest szczegółowo (więcej dialogów i przemyśleń bohaterów), część potraktowania jest powierzchownie (relacja narratora). Odniosłam jednak wrażenie, że niekiedy w fabułę wkradał się chaos. Szybkie przeskakiwanie z tematu na temat: warunki życia na placu budowy Nowej Huty, informacje o nowo-przybyłych pracownikach, poglądy polityczne Bronka - wydawało mi się, że te wątki są zbyt stłoczone.
Zagadka z prologu nie została rozwiązana. Tom pierwszy zakończył się w momencie, który rodzi kolejne pytania.
Ogólnie jednak czytało się bardzo dobrze. Lubię taką płynną lekturę gdy strony przywracają się same. Losy bohaterów, ich trudna codzienność, trudne wybory - wszystko to osadzone w konkretnym miejscu i czasie. Doceniam walor historyczny, autorka doskonale odniosła się do przeszłości: pierwsze powojennych lat i początku PRL-u. Rzadko czytam książki, których akcja dzieje się w tym okresie więc z tym większą ciekawością czytam o tych czasach.
Bardzo się cieszę, że bez przerwy mogę zacząć czytać tom 2. Polecam wam Spacer Aleją Róż, jako historię rodziny, która pragnęła żyć w wolnej Polsce ale władza komunistyczna skutecznie uprzykrzała im życie.
Jest to 2 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>
- zatytułuj się <klik>
AUTOR: Edyta Świętek
WYDAWNICTWO: Replika
ROK WYDANIA: 2017
LICZBA STRON: 349
Wchodząc w nowy rok miałam dokładnie sprecyzowany plan, ułożoną kolejność książek, które będę czytać. Ale jak to u mnie na planach się skończyło. A wszystko przez bibliotekę... Na półce stała seria, którą od dawna wypatrywałam. Spacer Aleją Róż czyli saga Edyty Świętek kusiła, więc nie mogłam się oprzeć. Na początek wypożyczyłam 2 książki i to był błąd... mogłam wziąć od razu całość, bo bardzo dobrze się je czyta.
Autorka zaczęła bardzo mocnym i tajemniczym prologiem. Przez całą powieść miałam z tyłu głowy pytanie, kto i komu wymierzył tak surową karę zamurowania żywcem?
Rodzina Szymczaków przeżyła wojnę, zginął tylko ojciec. Przed panią Władysławą i sześciorgiem jej dzieci zaczynał się nowy etap. Głową rodziny został najstarszy syn Bronek, miał pod opieką 3 siostry i najmłodszego brata (środkowy brat służył w wojsku). Szymczakowie to byli gospodarze, pierwsza rodzina we wsi, dzięki ciężkiej pracy wielu pokoleń mieli spore, dobrze prosperujące gospodarstwo. Nie ustępowali swym majątkiem przedwojennej rodzinie ziemiańskiej - bardzo często jest to podkreślane. Bronek patrzy z nadzieją w przyszłość, niestety nowej władzy nie do końca się to podoba. Ziemia zostaje mu odebrana i rozdzielona na mniejsze gospodarstwa, ostatecznie staje się jednak własnością spółdzielni.
Zarząd spółdzielni przejmuje znienawidzony przez Bronka Bartek Marczyk. Mężczyzna podoba się kobietom i wykorzystuje to. Nie ma szacunku dla pięknej płci i bierze siłą to czego nie chcą dać po dobroci. Skrzywdził obie siostry Bronka Julkę i Krysię (każdej z nich robiąc dziecko i grożąc konsekwencjami jeśli nie pozbędą się problemu; starsza, Krystyna wystraszyła się i usunęła ciążę).
Bronek pozbawiony ziemi, po bójce z Marczykiem musi uciekać. Wyrusza w świat i dociera na wielki plac budowy. Tuż pod Krakowem powstaje nowoczesne miasto socjalistyczne Nowa Huta. Młody mężczyzna szybko uczy się murarki, jest pracowity i ambitny, zostaje przodownikiem pracy. Wszystko wydaje się powoli układać, dostał mieszkanie, udało mu się odłożyć trochę pieniędzy. Los (a właściwie komunistyczna władza) bywa okrutny i Szymczakowie muszą zmagać się z kolejnymi trudnościami.
Tak po krótce przedstawia się.zarys fabuły pierwszego tomu. Część wydarzeń opisana jest szczegółowo (więcej dialogów i przemyśleń bohaterów), część potraktowania jest powierzchownie (relacja narratora). Odniosłam jednak wrażenie, że niekiedy w fabułę wkradał się chaos. Szybkie przeskakiwanie z tematu na temat: warunki życia na placu budowy Nowej Huty, informacje o nowo-przybyłych pracownikach, poglądy polityczne Bronka - wydawało mi się, że te wątki są zbyt stłoczone.
Zagadka z prologu nie została rozwiązana. Tom pierwszy zakończył się w momencie, który rodzi kolejne pytania.
Ogólnie jednak czytało się bardzo dobrze. Lubię taką płynną lekturę gdy strony przywracają się same. Losy bohaterów, ich trudna codzienność, trudne wybory - wszystko to osadzone w konkretnym miejscu i czasie. Doceniam walor historyczny, autorka doskonale odniosła się do przeszłości: pierwsze powojennych lat i początku PRL-u. Rzadko czytam książki, których akcja dzieje się w tym okresie więc z tym większą ciekawością czytam o tych czasach.
Bardzo się cieszę, że bez przerwy mogę zacząć czytać tom 2. Polecam wam Spacer Aleją Róż, jako historię rodziny, która pragnęła żyć w wolnej Polsce ale władza komunistyczna skutecznie uprzykrzała im życie.
Jest to 2 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
- #czytambopolskie zgłoszenia tutaj <klik>
- zatytułuj się <klik>
niedziela, 6 stycznia 2019
Martwa jesteś piękna
TYTUŁ: Martwa jesteś piękna
AUTOR: Belinda Bauer
WYDAWNICTWO: Muza
ROK WYDANIA: 2018
LICZBA STRON: 444
Grudzień upłynął pod znakiem powieści obyczajowych i książek historycznych. Zdecydowanie potrzebowałam zmiany w temacie wyboru gatunku książki. Pierwszą lekturą na nowy rok miał być krwawy kryminał. "Martwa jesteś piękna" od dawna znajdowała się na mojej liście czytelniczych marzeń.
Moja żądza krwi w literaturze została zaspokojona, a zamykając książkę mogłam powiedzieć "ale to było dobre". Ja potrzebuje "krwi" i emocji w powieściach kryminalnych, a ludzie uwielbiają sensacje. Na takim założeniu opiera się fabuła tej powieści.
Eve jest dziennikarką kryminalną. To ona zaraz po policji pojawia się na miejscu zdarzenia. Do jej zadań należy pokazanie widzom jak największej liczby szczegółów, tych makabrycznych szczegółów. Szef Eve wie, że słupki oglądalności wzrosną gdy na antenie pojawi się ciało ofiary i dużo krwi. W tym.zawodzie nie ma skrupułów, a względy moralne odchodzą na dalszy.plan.
W Londynie dochodzi do kilku morderstw, na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy. Czytając jednak rozdziały z perspektywy zabójcy wiemy ze jest tylko jeden sprawca. I to właśnie on kontaktuje się z Eve . On, tak samo jak ona potrzebuje publiczności. On tworzy nieśmiertelną sztukę, docierając do samego wnętrza... ofiary. Zaprasza widzów na swoje "wystawy", a morderstwa, których dokonuje są coraz bardziej brutalne. Chce by Ona pokazała ludziom jego dzieła, a na końcu sama doświadczyła piękna umierania.
Eve podejmuje współprace z policją. Mało jednak jest w książce szczegółów śledztwa, nie na tym skupia się fabuła. Morderca ma pewnego rodzaju fobie na punkcie dziennikarki. By do niej dotrzeć i wymusić spotkanie porywa bardzo ważną dla niej osobę... Akcja pędzi cały czas do przodu, emocje rosną, adrenalina buzuje - wszystkie elementy dobrego kryminału na właściwym miejscu.
Jeden minusik daję jednak za tożsamość zabójcy. Myślę, że na zakończenie autorka mogła bardziej przybliżyć jego postać, która do samego końca pozostaje enigmatyczna, przez to w finale brakuje efektu wielkiego wow.
Jest to bardzo dobrze napisana książka, z ciekawie wykreowanym profilem sprawcy. Główna bohaterka jest kobietą z krwi i kości, zmaga sie z codziennymi problemami, da się ją lubić, ponieważ można się z nią utożsamiać. Czas spędzony z tą książką wypełniony był emocjami, a zdecydowanie tego oczekuję po kryminałach. Jestem bardzo usatysfakcjonowana. Polecam
Jest to 1 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
"Pod hasłem" u Ejotkowe postrzeganie świata <klik>
AUTOR: Belinda Bauer
WYDAWNICTWO: Muza
ROK WYDANIA: 2018
LICZBA STRON: 444
Grudzień upłynął pod znakiem powieści obyczajowych i książek historycznych. Zdecydowanie potrzebowałam zmiany w temacie wyboru gatunku książki. Pierwszą lekturą na nowy rok miał być krwawy kryminał. "Martwa jesteś piękna" od dawna znajdowała się na mojej liście czytelniczych marzeń.
Moja żądza krwi w literaturze została zaspokojona, a zamykając książkę mogłam powiedzieć "ale to było dobre". Ja potrzebuje "krwi" i emocji w powieściach kryminalnych, a ludzie uwielbiają sensacje. Na takim założeniu opiera się fabuła tej powieści.
Eve jest dziennikarką kryminalną. To ona zaraz po policji pojawia się na miejscu zdarzenia. Do jej zadań należy pokazanie widzom jak największej liczby szczegółów, tych makabrycznych szczegółów. Szef Eve wie, że słupki oglądalności wzrosną gdy na antenie pojawi się ciało ofiary i dużo krwi. W tym.zawodzie nie ma skrupułów, a względy moralne odchodzą na dalszy.plan.
W Londynie dochodzi do kilku morderstw, na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy. Czytając jednak rozdziały z perspektywy zabójcy wiemy ze jest tylko jeden sprawca. I to właśnie on kontaktuje się z Eve . On, tak samo jak ona potrzebuje publiczności. On tworzy nieśmiertelną sztukę, docierając do samego wnętrza... ofiary. Zaprasza widzów na swoje "wystawy", a morderstwa, których dokonuje są coraz bardziej brutalne. Chce by Ona pokazała ludziom jego dzieła, a na końcu sama doświadczyła piękna umierania.
Eve podejmuje współprace z policją. Mało jednak jest w książce szczegółów śledztwa, nie na tym skupia się fabuła. Morderca ma pewnego rodzaju fobie na punkcie dziennikarki. By do niej dotrzeć i wymusić spotkanie porywa bardzo ważną dla niej osobę... Akcja pędzi cały czas do przodu, emocje rosną, adrenalina buzuje - wszystkie elementy dobrego kryminału na właściwym miejscu.
Jeden minusik daję jednak za tożsamość zabójcy. Myślę, że na zakończenie autorka mogła bardziej przybliżyć jego postać, która do samego końca pozostaje enigmatyczna, przez to w finale brakuje efektu wielkiego wow.
Jest to bardzo dobrze napisana książka, z ciekawie wykreowanym profilem sprawcy. Główna bohaterka jest kobietą z krwi i kości, zmaga sie z codziennymi problemami, da się ją lubić, ponieważ można się z nią utożsamiać. Czas spędzony z tą książką wypełniony był emocjami, a zdecydowanie tego oczekuję po kryminałach. Jestem bardzo usatysfakcjonowana. Polecam
Jest to 1 książka przeczytana w 2019r.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
"Pod hasłem" u Ejotkowe postrzeganie świata <klik>
czwartek, 3 stycznia 2019
Szorstkie wino
TYTUŁ: Szorstkie wino
AUTOR: Jean-Claude Carriere
WYDAWNICTWO: Drzewo Babel
ROK WYDANIA: 2017
LICZBA STRON: 286
Kilka słów o autorze, którego wizerunek zrobiony z owoców wionorośli widnieje na okładce: Jean-Claude Carriere ur 1931r. francuski pisarz, eseista, tłumacz,
dramaturg, scenarzysta. Laureat Oscara i Europejskiej Nagrody Filmowej. Na
podstawie jego scenariuszy zrealizowano blisko 80 filmów. Książka „Szorstkie
wino” jest opisem jego dzieciństwa, próbą autobiografii. Książka obejmuje lata
1931-45, akcja dzieje się we wsi Colombieres-sur-Orb w dolinie Orbu, u stóp
góry Caroux.
Temat tej książki nie jest zbyt wyszukany, ot codzienność na
wsi francuskiej w latach międzywojennych. Autor posiada dar opowiadania,
potrafi snuć opowieść i zainteresować czytelnika. Pojawiły się jednak momenty,
jak dla mnie zbyt szczegółowo opisane, które można było delikatnie skrócić (na
rzecz innych) – to rozdział poświęcony polowaniu i łowieniu ryb. Cerrirere
zanurzył się w detalach, drobiazgowo opisując metody zdobywania pożywienia. Tekst
urozmaicony jest kilkoma fotografiami krajobrazu, oraz zdjęciami rodziny
autora.
Lata 30 i 40 XX wieku, to czas kiedy postęp wypierał to co
znane. Szokująca opowieść o rzece, która dziś nie istnieje, a zaledwie 80 lat
temu stanowiła centrum życia tej społeczności. Na piaszczystym brzegu całe
rodziny spędzały czas w niedzielne popołudnia, chłopcy dokazywali i łowili
ryby, dziewczynki i kobiety pluskały się w czystej wodzie. Wtedy nikt nie bał
się zaczerpnąć wody prosto ze strumyka by się jej napić, dziś to już nie jest
możliwe.
Ciekawe wnioski można wyciągnąć z rozdziału poświęconego czystości.
Mieszkańcy wioski nie znali śmieci – szklane butelki można było ponownie
napełnić, dla puszek i pudełek znajdowano nowe zastosowanie. Nie znano jeszcze
plastiku, a to co zepsute naprawiało się lub zostawiało bo nie wiadomo kiedy
dana część mogłaby się jeszcze przydać. Zdaje sobie sprawę, że w świecie
opanowanym przez plastik takie życie bez śmieci, w zgodzie z przyrodą jest znacznie
trudniejsze. Może jednak warto zastanowić się i podjąć wysiłek by wrócić do
dawnych przyzwyczajeń i trochę odciążyć naszą planetę.
Zabrakło mi opowieści o winie, o etapach jego powstawania.
Autor co prawda wspomina o winobraniu i pracy jakiej wymagała winnica, ale po
książce z takim tytułem i z tak przepiękną okładką spodziewałam się trochę
więcej w tym temacie. Szorstkie wino to taki pierwszy produkt, nie do końca
sfermentowane, taki winny noworodek. Tytuł odnosi się więc metaforycznie do
chłopca, który swoje pierwsze kroki stawiał w małej francuskiej wiosce w
Langwedocji.
Ta historia, to nie tylko powieść autobiograficzna, to
przede wszystkim powieść obyczajowa i historyczna. Bardzo mi się przyjemnie
czytało te wspomnienia. Odniesienie do podstawowych, pierwotnych uczuć
człowieka, do tego co go kształtuje, mimo że większość nabytych w dzieciństwie
umiejętności nie przydała mu się w dorosłym życiu.
Wydawać by się mogło że tak uznany scenarzysta wyrastał
wśród ludzi obeznanych z filmem i sztuką. Okazuje się że nic bardziej mylnego. Rodzicie
Jean-Claude to ludzie prości. Autor wspomina pierwsze przeczytane książki,
pierwsze czasopisma – których w tamtym czasie było niewiele. Naukę pobierał w
wiejskiej szkole, a od 1941r przebywał w internacie kolegium zakonnego w
Ardouane. Tutaj dopiero poznał historię i literaturę, tutaj stawiał swoje
pierwsze kroki w pisaniu wypracowań, oraz na scenie w szkolnych przedstawieniach.
Zachwyt nad krajobrazem, smakami i dźwiękami które przenoszą
do świata dzieciństwa. Świata, który już dziś nie istnieje, którego nie
rozumieją ludzie XXI wieku. Zmieniła się wieś, zmienili się ludzie, zmienił się
nawet język. Autor przytacza ciekawostki o lokalnej mowie, dialekcie, gwarze
oksytańskiej. Podaje informacje o słowach, które weszły do użytku w języku
francuskim, o zacieraniu się wiejskiej mowy.
Mimo, że dziś już tamtego świata nie ma, bo świat pędzi do
przodu, to autor wybierając się w rodzinne strony nadal słyszy echa minionych
dni. Książka napisana jest rzeczowo, pojawiają się elementy nostalgiczne, ale w
swoich wspomnieniach autor nie zachował wsi jako utopii. Mówi o jej zaletach i
wadach, a nas czytelników przenosi do ciekawych czasów.
Polecam jako ciekawostkę historyczną o francuskiej wsi
jakiej na pewno nie znacie.
Książka bierze udział w wyzwaniu:
- Zatytułuj się u ejotkowe postrzeganie świata
- Olimpiada czytelnicza u Pośredniczka książek styczeń
wtorek, 1 stycznia 2019
Plany i wyzwania 2019
Czytelnicze plany na rok 2019, poprzeczka dotycząca liczby przeczytanych książek zostaje na tym samym poziomie 100 to dla mnie minimum, jeśli będzie więcej to świetnie. W poprzednim poście pisałam, że ma to być rok spełniania czytelniczych marzeń, mam na dzieję że uda mi się ten pomysł zrealizować. Chciałabym też wrócić do mojego ulubionego gatunku czyli kryminałów, bo nie wiele udało mi się ich przeczytać w 2018. Na pierwszy ogień pójdą książki które mam w domu, chciałabym też dokończyć a przynajmniej przeczytać po 2 książki z serii które już zaczęłam czyli Chyłka & Zordon R. Mroza i seria o Lipowie K. Puzyńskiej (tutaj z pomocą przyjdzie mi moja ukochana biblioteka). Nie sprawdzam nowości wydawniczych, przeczytam te, które w ramach współpracy zaproponują wydawnictwa, a które z opisu będą bardzo intrygujące. Tyle z konkretnych planów, a co będzie pokaże czas.
Posty postaram się dodawać z taką samą regularnością jak było do tej pory. Wieczorami w niedzielę, wtorek i czwartek. Czy macie jakieś sugestie odnośnie tych terminów? Gdzie publikować linki byście nie przegapili nowych postów?
Jak wiecie uwielbiam wyzwania książkowe, to motywuje mnie do poszukiwań nowych tytułów, zabawy w hasła czy nadrabianie zaległości z domowej biblioteczki. Udział w wyzwaniach to również podwojenie przyjemności z czytania i szczypta rywalizacji. Oto lista wyzwań do których zgłaszam się w 2019r.:
#czytambopolskie wyzwanie zorganizowane przez Kasię z bloga Poligon domowy polega na zbieraniu punktów za każdą przeczytaną polską książkę - to wyzwanie pozwala poznać autorów z naszego podwórka :) Zgłoszenia lektur przeczytanych w styczniu zostawiamy tutaj <klik>
Olimpiada czytelnicza na blogu Pośredniczka książek - zapisy tutaj <klik>, polega na zgłaszaniu wszystkich przeczytanych książek, punkty dostajemy za każdą przeczytaną stronę, dodawane są również EXTRA punkty, w każdym miesiącu za coś innego.

Wyzwanie "Pod hasłem" u Ejotkowe postrzeganie świata <klik> to dopasowanie czytanej książki do podanego hasła, czasami trzeba się nagimnastykować żeby przeczytać chociaż jedną pasującą książkę, a czasami hasło idealnie pasuje do książek które na nas czekają.
O wyzwaniu Mini Czelendż 2019 pisałam wam tutaj <klik> mam nadzieję że uda mi się przeczytać zgłoszone książki. Jeszcze możecie zapisać się do tego wyzwania. Zachęcam.
Zatytułuj się 2. Misja specjalna. To wyzwanie trwa już od lipca 2018 i zakończy się 30.06.2019. Polega na czytaniu książek autorów, których pierwsza litera nazwiska odpowiada literom tytułu książki zgłoszonej przez uczestnika. Moje zgłoszenie wygląda tak:C
I
E - Egan Jennifer "Manhattan Beach"
Ń
P - Prusiński Jarosław "Zapomniani bogowie"
R
Z - Zborowski Zbigniew "Kręgi"
E
S - Sinicka Alicja "Oczy wilka"
Z
Ł
O - Olejnik Agnieszka "Randka pod jemiołą"
Ś
C
I
Jeszcze sporo mi brakuje do zaliczenia wyzwania. Postępy uczestników możecie śledzić tutaj: <klik>
Wielkobukowe BINGO - brzmi intrygująco a polega na wypełnieniu planszy czyli dopasowaniu tytułów do podanych haseł. Plansza wygląda tak: , a szczegóły znajdziecie tutaj <klik>
Jako, że więcej mnie teraz na Instaramie tam również biorę udział w wyzwaniu #zmniejszamstoshanby2019 u zaczytana_tak_poprostu ja zgłosiłam 32 ksiązki, które stoją na mojej półce dłużej niż pół roku - zobaczymy jak pójdzie ze zmniejszeniem tego stosiku - połowa przeczytanych książek to już będzie sukces.
Znacie jeszcze jakieś książkowe wyzwania? Bierzecie udział w takich wydarzeniach?
Zaczytanego 2019 życzę wszystkim odwiedzającym bloga :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








